Opowieści z Cichego Wzgórza

Metoda twórcza Alfreda Hitchcocka opierała się na zasadzie, iż film należy rozpoczynać przysłowiowym „trzęsieniem ziemi”, a - w miarę jego trwania - nastrój suspensu powinien wciąż narastać, aby w finale osiągnąć apogeum. Twórcy Silent Hill przynajmniej w początkowych partiach filmu pozostali wierni tej zasadzie.

Noc. Rose Da Silva (Radha Mitchell), a za nią jej mąż Christopher (Sean Bean) z krzykiem wybiegają z jednorodzinnego domu. Ich kilkuletnia córeczką Sharon (Jodelle Ferland) stoi nad kilkudziesięciometrową przepaścią pod która rozpościera się wodospad. W lunatycznym majaczeniu wciąż wypowiada niezrozumiałe słowa: „silent hill...”. Budzi się przestraszona, jednak koszmarnego snu nie pamięta. W jej dziecięcą pasję – rysowanie, coraz bardziej wkrada się mrok... Rose znajduje w internecie informacje na temat Silent Hill. Okazuje się ono nieprzejezdnym i objętym kwarantanną wymarłym miastem, nadal trawionym wybuchłym kilka lat wcześniej podziemnym pożarem. Bez wiedzy męża, nie ufając psychologicznym diagnozom, decyduje się zabrać córkę do Silent Hill... Jednak już w drodze bohaterki spotykają nieprzewidziane wydarzenia... Zadzierają z twardą policjantką Cybil Bennet (Laurie Holden) , a następnie ulegają niegroźnemu samochodowemu wypadkowi. Po odzyskaniu przytomności Rose spostrzega, że znacznej zmianie uległy warunki pogodowe, oraz – co gorsze – że Sharon gdzieś zniknęła... Przerażona postanawia ją odnaleźć i rozwikłać zagadkę wiecznie spowitego mgłą miejsca, pełnego martwych poprzemysłowych piwnic, głuchych korytarzy i wyblakłych hal fabrycznych. W ślad za nią rusza wkrótce Christopher wraz z oficerem policji – Guccim (Kim Coates)...

Bohaterka napotka wiele tajemniczych postaci, stawi czoła przerażającym wydarzeniom, pozna historię złego miejsca (w którym w przeszłości dochodziło m.in. do palenia ludzi na stosach przez fanatyczną sektę nieznanego bóstwa). A w centrum opowieści znajdzie się dziewczynka o imieniu Alessa...

Oparty na kultowej serii gier komputerowych, Silent Hill reprezentuje raczkujący nurt kina popularnego - survival horror. Nie jest to pierwszy film korzystający z nowych cybermediów. Odbiorcą tego typu produktów staje się głównie młodzież, fanatycznie uwielbiająca gry video. Wszystko rozpoczęło się w latach 90. ubiegłego wieku od amerykańskich ekranizacji gier karate-akcja (Street Fighter, Mortal Kombat 1 i 2) - które odniosły znaczny sukces komercyjny (oraz okazały się całkowitą klapą artystyczną, mimo nazwisk znanych aktorów), a następnie symulatoru lotów (kosmiczny gniot pt. Wing Commander). Zjawisko to w ciągu kilku lat nowego wieku, wraz ze stałym rozwojem technik multimedialnych, komputerowych efektów specjalnych, fotografii cyfrowej, zataczało coraz szerszy krąg: przyszła kolej na adaptację przygodowej strzelaniny („niezapomniane” dwie części Tomb Raidera) oraz japońskiego RPG-u (chociaż na Final Fantasy nie można było narzekać– dzięki niespotykanej dotychczas technice animacji, interesującemu scenariuszowi oraz dobrej oprawie muzycznej). Wreszcie „na tapetę” wzięty został survival horror (przygodowe gry logiczno-zręcznościowe, charakteryzujące się tajemniczą fabułą, niepokojącą muzyką oraz pełną grozy scenografią). Jednak tutaj także zaczęły się schody: o ile obie części Resident Evil można było jeszcze jakoś przetrawić, o tyle Alone in the dark, Bloodrayne i pretendujący do miana najbzdurniejszego filmu wszechczasów House of dead (wszystkie trzy w reżyserii niesławnego Uwe Bolla) wywoływały jedynie rozstrój żołądkowy. Natomiast o Doomie nie powinno się nawet wspominać.

Silent Hill bardzo różni się od pozostałych survival horrorów. Zawiera wszystkie cechy dobrej gry tego gatunku, rezygnując przy tym z nadmiaru krwawych efektów typu gore. Mimo pewnych nielogiczności w motywacji postępowania bohaterów, posiada nastrojową warstwę plastyczną, wbijającą w fotel muzykę, jak również historię, w której wytrawny widz odnajdzie nawiązania do innych ponowoczesnych horrorów. Mimo wyraźnie słabszej drugiej połowy (odejście od „powolnych niedopowiedzeń” na rzecz „dynamicznego ciągu zdarzeń i wyjaśnień”), wymienione elementy wraz z bogato wykorzystanym bestiariuszem sprawiają, że ponad dwugodzinną kooprodukcję japońsko-francusko-amerykańską ogląda się całkiem dobrze. Zasługa w tym reżysera Christophe Gansa (Braterstwo wilków), scenarzysty Rogera Avary (Pulp Fiction, Prawdziwy Romans) oraz aktorów drugoplanowych (Deborah Unger, Alice Krige).

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus