Recenzja filmu "Sinister"

Autor: Falleen

Ostatni kwartał bieżącego roku zafundował fanom mrożących krew w żyłach filmów nadzieję, że zostaną uraczeni horrorem, który zaspokoi ich wygórowane oczekiwania. Sinister Scotta Derricksona zapowiadało się filmowym hitem mającym odbudować nadszarpniętą reputację filmów grozy. Mimo faktu, że reżyser zdecydował się na  dobrze znany motyw, w którym rodzina wprowadza się do tajemniczego domu na przedmieściach, dzieło rokowało pozytywną reakcją wśród przyszłych widzów. Dobra opinia opiewająca produkcję opierała się głównie na talencie reżysera, który umiejętność budowania napięcia przesiąkniętego strachem udowodnił w 2005 roku jako współtwórca Egzorcyzmów Emily Rose. Niestety trzeba jasno powiedzieć, że film nie spełni oczekiwań każdego.

Twórca Sinister w przystępny sposób wprowadza widza w fabułę. Bez zbędnych prób budowania napięcia zostajemy wciągnięci w problemy rodzinno-finansowe pisarza Ellisona Oswalta, którego powieści oparte są na popełnionych przed laty morderstwach. Nowe miejsce zamieszkania wybrane przez samego artystę ma pomóc mu odbić się od literackiego dna, dając możliwość napisania książki wszechczasów. Większość widzów domyśli się, że dom nie cieszy się dobrą opinią wśród pozostałej części miasta. I oczywiście mają rację, gdyż budynek kilkanaście lat wcześniej był areną brutalnego morderstwa rodziny, którego sprawdza nie został odnaleziony.

Jeżeli ktoś lubi horrory tradycyjne, oparte na znanym wszystkim motywach, Sinister go zadowoli. Reżyser nie zdecydował się umieścić w swym dziele, żadnych nowatorskich pomysłów, które mogły by ubarwić widzowi rozrywkę. W rzeczywistości odbiorca bombardowany jest banałami takimi jak systematycznie pojawiające się sceny ukazujące dramat rodziny głównego bohatera oraz ich zmagania zarówno z nowym domem, jak i otoczeniem. Owych ujęć, co prawda, nie jest na tyle dużo, by z horroru zmienić koncepcję na melodramat, ale może to obniżyć radość oglądania.

Pomijając jednak uczuciową szopkę, która nad wyraz często pojawiała się w filmie, dzieło Scotta Derricksona zawzięcie broniło się klimatycznymi scenami, które w wykonaniu reżysera osiągnęły rangę perfekcji. Budowanie napięcia i rozsiewanie świadomości, że akcja lada moment osiągnie apogeum było w kunsztowny sposób stonowane oraz przeplatane życiową sielanką głównego bohatera. Taki zabieg stworzył w umysłach widzów kontrast pomiędzy spokojnymi scenami dziennymi a wzbudzającymi strach obrazami nocy. Scott Derrickson z gracją dobierał sceny strachu rozbudowując coraz bardziej w odbiorcach filmu niezdecydowanie i niepokój, kiedy akcja przybierała finalny obrót.

Osoby oglądające Sinister raczyły się dobrym filmem mniej więcej godzinę. Kiedy akcja przybiera na sile, a dom ujawnia swe tajemnice oraz dodatkowych lokatorów, klimat zaczyna się psuć. Wszystko za sprawą kilku nieprzemyślanych scen, które bardziej wydają się śmieszne niż straszne. Wiele widzów może poczuć się zawiedzonymi, gdyż początek filmu zapowiadał dobre kino.

Sinister jest kolejnym tytułem, który nie sprostał wymogom narzucanym zarówno przez niektórych widzów, jak i krytyków. Lecz mimo całej eskapady wynikającej z dramatu rodziny, a także kilku komicznych scen, znalazła się grupka osób, która traktuje najnowsze dzieło Derricksona z szacunkiem godnym klasyka danego gatunku. Podkreślają, że reżyser prostymi ujęciami oraz dopasowanym balansem muzyki stworzył obraz mrożący krew w żyłach. I owszem, mają rację, lecz całość dla niektórych osób zaprezentuje się słabo i nie wzbudzi większego zachwytu.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus