Szczęściarz mimo woli

plakat filmu Szczęściarz mimo woli

Twórcy Slumdoga niewątpliwie odkryli receptę na sukces. Film, który zdobył osiem Oskarów i cztery Złote Globy zawiera wszystko to, co zawierać powinien, żeby uderzyć widza w najczulsze struny: porusza problemy społeczne, wionie egzotyką i muzyką rodem z Bollywoodu, nie brak mu iskierki kina akcji, ani wielkiego romansu, a wreszcie – przywołuje dobrze znany telewizyjny program, który oglądają miliony ludzi na całym świecie. Jest to doskonale wyważona mieszanka wszystkiego, co już znamy i lubimy.

Ponad sto tysięcy Polaków udało się do kin w pierwszy premierowy weekend. W samych Indiach Slumdog budzi kontrowersje – skoczne, barwne teledyski, na których przewijają się tabuny biedaków w łachmanach dla jednych jest świetnie komponującą się mozaiką, dla drugich smutną codziennością. Obraz samego Bombaju jest również mało pochlebny – policja pełni funkcje dekoracyjne, a prawdziwą władzę dzierżą mafijni satrapowie. Zarzuty te jednak stosunkowo łatwo odeprzeć, bo wyspecjalizowane pułki żebrzących dzieci przypominają niemal identyczne, europejskie obrazy z Czasu Cyganów Kusturicy.

Konstrukcja wydarzeń rozpina się pomiędzy trzema punktami: reality show i przywoływanymi wspomnieniami oraz komisariatem policji (czasem prawdziwym), w którym jest przesłuchiwany osiemnastoletni Jamal. Nie wyróżnia się on zresztą niczym szczególnym – to podrostek z ulicy, niewykształcony, niezbyt przystojny, niezbyt rozmowny. Jego głównym bogactwem jest dziecięca szczerość, uczciwość, czystość uczuć i intencji, które cudem zdołał zachować w świecie bez zasad. Widzimy go jako utytłanego zawartością wychodka wesołego chłopca, samotne, wałęsające się w slumsach dziecko, następnie jako nastolatka, w którym po raz pierwszy kiełkuje miłość i nieśmiałe pożądanie. Różnicę pomiędzy nim, a jego bratem Salimem widać od najmłodszych lat – gdy pierwszy poświęca się by zdobyć autograf aktora, za którym wszyscy szaleją, drugi go bez sentymentów sprzedaje.

Poza bardzo zgrabną warstwą przygodowo-romansową warto zwrócić uwagę na inny aspekt. Salim i Jamal to indyjscy muzułmanie, dla których męskie więzi rodzinne oraz wiara są niezwykle istotne. Zanim starszy brat wyruszy do miejskiego buszu zabijać, przeprasza Allacha za to, że grzeszy. Nie rozumie także miłości Jamala do Latiki, która tak wiele w ich wspólnych relacjach komplikuje. „Mumbaj” brudnych ręczników i walących się budek to świat chłopców, którzy stają się przestępcami lub giną. Kolejni protektorzy Salima pielęgnują w nim ten mit, dając do zrozumienia, że albo będzie mężczyzną, albo – i tu znacząco spluwają. Jamalowi ten wybór jest obcy, bo reprezentuje całkiem inny typ człowieka. Nie pragnie być „prawdziwym mężczyzną”, wzbudzać strach czy zarabiać wielkie pieniądze. I, właśnie dlatego, w końcu, niczym gwiazdkę z nieba, dostaje je w prezencie, choć wcale nie na tym mu zależy.

Dramat Danny’ego Boyla nie jest właściwie dramatem – kończy się happy endem, a doskonała, w sam raz do tańca brzucha muzyka, jeszcze mocniej podkręca wielobarwność wąskich, zatłoczonych uliczek.  Towarzyszy temu jednak osobliwy smutek obecny nawet w, szczęśliwej przecież, końcowej scenie. Ostatecznie, wbrew pozorom, a może nawet wbrew mottu filmu, nie jest to szczęście przypadkowe, a ciężko okupione.


blog comments powered by Disqus