"Snowden" - recenzja filmu

Snowden na grzecznie 

„Whistleblowers” to ludzie, którzy opierają się systemowi, podając do wiadomości publicznej tajne informacje dotyczące poczynań naszych rządów. To odważne, fascynujące osoby, które podziwiamy. Nic dziwnego, że ich życiorysy stanowią gotowy scenariusz do udanego filmu, a co za tym idzie – łatwego zysku.

Po Nelsonie Mandeli, Martinie Lutherze Kingu czy Steve’ie Jobsie i Marku Zuckerbergu przyszedł czas na słynnego Amerykanina, który odkrył przed światem przerażające informacje o masowej inwigilacji. Z wyzwaniem tym zmierzył się Oliver Stone, który ma za sobą sporo historycznych i biograficznych projektów, takich jak JFK, Nixon (bardziej udane) czy nawet Aleksander Wielki i World Trade Center (zdecydowanie mniej udane). Jak Edward Snowden prezentuje się na ekranie?

Ed Snowden jest genialnym programistą i analitykiem, a jego miłość do kraju zostaje wystawiona na cieżką próbę podczas pracy w CIA. Snowden przechodzi długą drogę od idealistycznego uwielbienia dla swoich pracodawców i kraju po rozczarowanie i przerażenie, gdy odkrywa tajemnice skrywane przed całym światem... Bohater musi stanąć przed dylematem: postępować w zgodzie z sumieniem i ryzykować życie albo wykonywać rozkazy. Co przeważy? Wielu już zna odpowiedź.

Konstrukcja fabuły opiera się na tradycyjnym schemacie, który łatwo wciąga w film i sprawdza się, jeśli celem jest zrealizowanie solidnego, trzymającego w napięciu thrillera. I w zasadzie tylko do tego. Rozpoczynamy od pierwszego spotkania Snowdena z dziennikarzami z Guardiana, którzy mają opublikować jego informacje. Reszta to narracja głównego bohatera, który opowiada swoją przeszłość w przedstawionych chronologicznie porcjach, okazjonalnie powracając do teraźniejszości, by pokazać starszego, doświadczonego bohatera. Sama historia Snowdena - programy, w których uczestniczył i to, co odkrywa - jako sama treść filmu jest absolutnie pochłaniająca. O dziwo, Stone porzucił swoje zapędy do ciągnących się w nieskończoność filmów, które w dodatku działają lepiej niż pigułki na sen. W dynamicznym tempie filmu pomaga elektroniczna muzyka Craiga Armstronga i Adama Petersa, a także sprawny montaż, rodem ze szpiegowskiego filmu. Imponujace były też zdjęcia, szczególnie lśniące cyfry oświetlające twarz Snowdena albo sekwencje jego napadów padaczkowych. Zwykła scena, gdy Snowden po raz pierwszy przegrywa tajne dane na dysk USB, jest zaskakująco pełna napięcia. Stone przedstawia historię rzeczowo i zachowawczo. Warto - dla porównania - obejrzeć film dokumentalny o Snowdenie Citizenfour i ocenić, która z tych dwóch pozycji jest bardziej wartościowa. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie to ta druga.

Problem pojawia się w kwestii tego, jak Stone podszedł do sprawy gatunku filmu - a zrobił to bardzo bezpiecznie i konwencjonalnie. Jeśli wspomnieć tak kreatywnie zrealizowane filmy jak Steve Jobs z Michaelem Fassbenderem, Jak zostać królem (oba zawdzięczają sporo tradycji teatralnej) albo The Social Network Davida Finchera, Snowden wypada wręcz blado, nie wyróżniając się w całej masie biograficznych filmów, których jest ostatnio całe mnóstwo. Dochodzi jeszcze kwestia patriotyzmu pana Olivera Stone’a, który mógłby sobie oszczędzić kilku popełnionych ujęć powiewającej flagi albo podniosłej muzyki. Kreatywności własnej tu w zasadzie brak, a szkoda, bo o takiej postaci jak Snowden można zrealizować fenomenalny, oryginalny, a nawet i kontrowersyjny obraz.

Jak to bywa w przypadku filmów biograficznych, wszystko zależy od aktora grającego głównego bohatera, a Snowdena powinno się oglądać głównie dla Josepha Gordona-Levitta. Modulacja głosu, która do złudzenia upodobniła go do prawdziwego Snowdena, jego mimika, gestykulacja i prawdziwa głębia emocjonalna pokazują tylko, jak bardzo aktor rozwija skrzydła i sięga jeszcze wyżej po Incepcji, Looperze, a potem The Walk: Sięgając chmur. Jest Snowdenem absolutnie perfekcyjnym, a towarzysząca mu obsada to oszałamiający pokaz talentu. Moim ulubieńcem został Rhys Ifans z jego stalowymi wręcz włosami i lisim uśmiechem. Shailene Woodley robi co może z tradycyjną rolą ukochanej głównego bohatera, która nie robi zbyt wiele poza uśmiechaniem się i wspieraniem swojego chłopaka. Nie zmienia to jednak faktu, że chemia między Woodley a Gordonem-Levittem jest widoczna, a uczucie łączące ich bohaterów - szczere i czarujące. Mamy jeszcze talenty takie jak Zachary Quinto, Melissa Leo, Tom Wilkinson, Timothy Olyphant... Nawet weteran filmów akcji Nicolas Cage zrobił solidną robotę w roli zdradzonego przez przełożonych inżyniera. Zasada, że obsada robi o wiele lepsze wrażenie niż cały film, sprawdza się także i tutaj.

Snowden to grzeczny, solidny obraz niesamowitego człowieka. Ma wszystkie składniki klasyfikujące go jako książkowy, spełniający swoje zadania thriller, ale jako film biograficzny nie proponuje nic nowego. Warto za to zobaczyć go dla całej obsady i wiadomości własnej, by jeszcze raz uświadomić sobie skalę zjawiska, o którym opowiada film. Ale nie oczekujcie fajerwerków.

Korekta: Marta Kononienko

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus