"Springsteen and I" - recenzja filmu

Autor: Minimal

Na ten film fani Bruce'a Springsteena, znanego również jako The Boss, czekali od lat. Ci, którzy osobiście wystąpili w dokumencie, dając prywatny materiał z koncertu bądź zakulisowych rozmów z muzykiem, stworzyli wraz ze swoim ulubionym artystą legendę. Osoby mogące tylko podziwiać obraz z kinowych sal zapewne włączą go w kolekcję albumów i będą otaczać tak wielkim szacunkiem jak wszystkie dotychczas wydane albumy Bossa.

Springsteen and I to film rzeczywiście wart uwagi. Miłośnicy twórczości amerykańskiego artysty wraz z ekipą filmową stworzyli dzieło, które można uznać za hołd oddany muzykowi, Stanom Zjednoczonym i wszystkim pokoleniom kochającym rocka. Dokument składa się z wzruszających, precyzyjnie skomponowanych relacji, fragmentów wielkich, spektakularnych koncertów,  pełnych ekspresji wypowiedzi, wspomnień i osobistych pozakulisowych kontaktów z artystą. W filmie znalazło się mnóstwo ciekawych wywiadów rejestrowanych niejednokrotnie amatorską kamerą. Wielbiciele muzyki Bossa mogli w koncertowej wersji wysłuchać takich szlagierów jak m.in.: Born to Run, Darkness on the Edge of Town, Born in the U.S.A., Street of Philadelphia, The River, Dancing in the Dark czy I'm On Fire. Fani ze szczególną miłością i zaangażowaniem wypowiadali się zarówno o znaczeniu utworów, jak i nietuzinkowej osobowości autora. Mówili o nim niczym o Mesjaszu, przeżywając każdy koncert i spotkanie jako coś, co jest najważniejszym momentem w życiu.

Dzięki świetnie połączonym wspomnianym elementom powstała barwna opowieść o tym, ile można czerpać radości z muzyki i kim tak naprawdę jest artysta w życiu prostego człowieka. Okazuje się, że muzyka jest jak pokarm - daje energię, wiarę, często decyduje o sensie życia. Dla milionów wielbicieli z różnych zakątków świata Bruce Springsteen to wielka postać, znakomity artysta, ale też doskonały przyjaciel. Podobnie o swoich słuchaczach mówił w dokumencie Boss.

Pomysł nakręcenia filmu oczami miłośników Bruce'a Springsteena to bardzo ciekawa koncepcja. Nie tylko dlatego, że prezentuje nową jakość w sposobie przedstawienia artysty, ale też tworzy międzypokoleniową więź. Należy pamiętać, że Boss ma fanów w różnym wieku i co ważne, wszyscy oni potrafią się bezproblemowo komunikować. Łączy ich muzyka oraz pasja. Dla nich artysta jest autorem wielu poetyckich, społecznie zaangażowanych tekstów, w których zostały poruszone tematy nierówności społecznych i wojny. Jak tłumaczył Bruce w wywiadach - interesowało mnie opisywanie heroizmu codziennego życia.

Może właśnie dlatego ludzie czują, że jego muzyka jest w stanie rozwiązywać problemy, wskazywać sens życia i tłumaczyć niezrozumiałe sytuacje życiowe. Charyzma Bruce'a powoduje, że fani traktują każdy jego koncert jak wydarzenie narodowe. W zasadzie wszystkie utwory muzyczne Bossa są uniwersalne – docierają do starszych i młodszych, a ich przesłanie ma wartość ponadczasową. Dzięki temu wszyscy ci ludzie, pomimo różnic wiekowych, mogą tak swobodnie czuć się na koncercie, co oczywiście nie może umknąć uwadze wnikliwemu odbiorcy.

Springsteen and I to jeden z ciekawszych dokumentów muzycznych, jaki udało mi się obejrzeć. Ten film jest po trosze takim przypieczętowaniem wielkości artysty oraz roli fanów. Pokazuje niesamowitą więź, jaka może się wytworzyć między nimi.

Bruce znany jest z tego, że nie oszczędza się na scenie. Podobno dał najdłuższy koncert w historii, co w przypadku śpiewu i jednoczesnej gry na gitarze jest ewenementem. Fani mówią, że muzyk nigdy nie zagrał źle czy nawet przeciętnie. Koncertów Bruce'a zazwyczaj się nie zapomina, bo one przenoszą człowieka w inny świat, dając wrażenie, że uczestniczy się w czymś, co tworzy historię. 

Bardzo ciekawie słucha się poszczególnych wypowiedzi fanów, ponieważ są one niezwykle ciepłe i zabawne. Ci wszyscy, którzy pojawili się w filmie, wnieśli w całość tej barwnej opowieści dużo pozytywnej energii. Dla wielu z nas artysta we współczesnym świecie to ktoś, kto z racji talentu i miejsca, jakie zajmuje w hierarchii społecznej, ma status kogoś nieosiągalnego, niedostępnego masowej publiczności. Tymczasem okazuje się, że tak nie jest. Ten dokument pokazuje, iż muzyk i jego wielbiciele to jedność. Tutaj nie ma barier, wszyscy są ważni i inspirują się nawzajem.

Artysta istnieje o tyle, o ile istnieją jego fani. To dla nich i z myślą o nich komponuje się muzykę. To publiczność ma się czuć ważna.  I rzeczywiście tak jest! Jako nastolatek pracowałem w barze w New Jersey. Gdy kończyłem robotę, zamykałem lokal i wsiadałem do mojego obrzydliwego, starego samochodu. Włączałem muzykę Bruce'a Springsteena i nagle wszystko się zmieniało, nie czułem się już jak frajer – relacjonuje miłośnik Bossa.

Produkcja nie jest jednak idealna. Przeciętnego widza mogą chwilami drażnić zbyt długie wypowiedzi niektórych fanów. Bardzo często sprawiają one wrażenie, że opowiadający przytacza fakty zupełnie niepotrzebne, zbyt szczegółowo opowiada o wrażeniach ze spotkania z muzykiem. Widz oglądający takie kwieciste, podniosłe i długie relacje nie może zazwyczaj doczekać się meritum.

Poza tym całość nie ma sobie nic do zarzucenia. Można z przekonaniem powiedzieć, że reżyser Baillie Walsch zrobił naprawdę bardzo dobry dokument o tym, jaką wartość ma muzyka, koncert i w ogóle obecność artysty w życiu fana i na odwrót. Spektakularne show oraz wielka, kochająca publiczność. Springsteen and I to jeden z tych dokumentów, który dzięki niesamowitej ekspresji na długo zapisze się w pamięci oglądających.

Film wszedł do polskich kin 22 lipca. Bruce jak do tej pory dał jedyny koncert w naszym kraju w roku 1997 - w ramach trasy koncertowej A Ghost of Tom Joad. Muzyk zagrał wówczas w warszawskiej Sali Kongresowej. Polscy fani z niecierpliwością czekają na wizytę swojego idola, ponieważ wszystko wskazuje na to, że niedługo Springsteen zdecyduje się na koncert w Warszawie.



blog comments powered by Disqus