Recenzja filmu "W ciemność. Star Trek"

Autor: Hagath

Po pierwszej części nowego Star Treka J.J. Abramsa można było mieć wątpliwości co do przyszłości całej serii. Pomysł z podróżami w czasie sprawiał, że co bardziej zaznajomionym z popkulturą chciało się zawołać: „Czy twórcy serialu LOST naprawdę nie mają nic nowego do zaproponowania?!”. Okazuje się jednak, że był to strzał w dziesiątkę oraz doskonały sposób na nieszablonowe wznowienie serii. Poważna interwencja w losy załogi Enterprise pozwoliła reżyserowi na zabawę motywami z poprzednich części, a także uniknięcie stworzenia zwykłego reboota bez porywającej fabuły.

Federacja jest zagrożona, a tajemniczy i potężny przeciwnik próbuje zachwiać podstawami Gwiezdnej Floty. Załoga USS Enterprise pod dowództwem młodego kapitana Kirka wyrusza w niebezpieczną podróż, by ująć człowieka, który zdaje się być jednoosobową bronią masowej zagłady.

Trzeba przyznać, że J.J. Abramsowi w pierwszej kolejności należy się ukłon za to, iż w pełni wykorzystał potencjał, jaki drzemał w serii Star Trek oraz stworzył prawdziwe widowisko science-fiction, które na długo powinno pozostać w pamięci fanów. Nie dość, że film wyróżnia się na tle pozostałych części, to na dodatek jest to jedna z ciekawszych pozycji w obrębie gatunku, jakie zawitały do kin w ciągu ostatnich kilku lat.

Kiedy ogląda się Star Treka z 2008 roku, umiejętności aktorskie niektórych członków obsady pozostawiają trochę do życzenia. Na szczęście kilka lat wystarczyło, by poszczególni aktorzy doszlifowali swój kunszt. Chris Pine w roli Jamesa Kirka pokazał, że nie jest tylko przystojnym chłopcem, a Zoe Saldana jako Nyota Uhura udowodniła, iż ładna buzia to tylko miły dodatek. W przypadku tej dwójki zdecydowanie widać progres. Oczywiście przyćmiewają ich często Zachary Quinto oraz genialny Benedict Cumberbatch, ale tego można się było spodziewać – obydwaj panowie nie raz pokazali swoje umiejętności w innych produkcjach. Najgorzej ze wszystkich wypada Alice Eve (dr Carol), która po raz pierwszy pojawiła się w serii Star Trek. Chwilami jest bardzo sztuczna w ukazywaniu swoich emocji.

Fabuła W ciemność. Star Trek jest naprawdę dobrze skonstruowana, a jej tempo - szybkie niczym napęd warp. Scenarzyści Roberto Orci, Alex Kurtzman oraz Damon Lindelof stworzyli ciekawą historię z dobrymi dialogami i wyrazistymi postaciami. Niestety, jak to bywa w widowiskowych superprodukcjach, nie zabrakło również kilku nieścisłości, ale na dłuższą metę nie przeszkadzają one w pozytywnym odbiorze obrazu. Szczególnie, iż twórcy produkcji często puszczają oko do starych fanów serii, wykorzystując i przerabiając motywy z wcześniejszych filmów. Naprawdę warto przypomnieć sobie niektóre z poprzednich produkcji o załodze kapitana Kirka, by w pełni to docenić.

Efekty specjalne są naprawdę widowiskowe - W ciemność. Star Trek to film wprost stworzony dla 3D. Dlatego nie sposób zrozumieć faktu, że w Polsce nowa produkcja J.J. Abramsa nie jest wyświetlana w kinach IMAX, które najlepiej oddałyby całą spektakularność trójwymiarowych scen. Ktoś w naszym kraju chyba ewidentnie nie lubi serii Star Trek. Najpierw dystrybutor do tłumaczenia tytułu zatrudnił najprawdopodobniej mistrza Yodę, a następnie ktoś nie postarał się o wyświetlanie dobrego filmu science-fiction na największych oraz najlepiej dostosowanych do 3D ekranach. Szkoda.

Poszczególne lokacje w filmie zapierają dech w piersiach. Mieszanka dopracowanych elementów scenografii oraz techniki zielonego ekranu stworzyła naprawdę bardzo dobre tło dla widowiskowej akcji. Niestety, znów widzom przyjdzie czasem mrużyć oczy przy rażącym i psującym wszystko świetle, które J.J. Abrams uwielbia wykorzystywać bez racjonalnego uzasadnienia. Na szczęście najbardziej irytujące światła oświetlają głównie mostek USS Enterprise, który nie pojawia się w filmie zbyt często

W ciemność. Star Trek nie jest filmem idealnym. Fabuła chwilami jest trochę przewidywalna i zawiera niewielkie niespójności, a nie wszyscy aktorzy są zdolni i charyzmatyczni. Jednak to nie przeszkadza w tym, by z seansu wyjść z zadowoloną miną. Twórcom produkcji udało się stworzyć parę naprawdę interesujących postaci, napisać dobre dialogi, a także wykorzystać motywy ze starych części serii w nowy, oryginalny sposób. J.J. Abrams tym filmem udowodnił, że naprawdę nadaje się na reżysera Gwiezdnych wojen. Można mieć tylko nadzieję, iż, jeśli rzeczywiście dojdzie do zmian personalnych, uniwersum kapitana Kirka otrzyma godnego następcę, gdyż W ciemność. Star Trek postawiło poprzeczkę dość wysoko.

W ciemność. Star Trek możecie obejrzeć w


blog comments powered by Disqus