“Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi” - recenzja wydania Blu-ray filmu

Autor: Krzysiek Płociński
Korekta: Marta Kononienko
16 maja 2018

Dużo zawartości, mało „Gwiezdnych wojen”

Ostatni Jedi recenzja blu-rayPo generalnie dobrym przyjęciu i pobiciu licznych rekordów finansowych przez Przebudzenie Mocy przed każdą kolejną produkcją spod szyldu Gwiezdnych wojen stało nie lada wyzwanie - co najmniej dorównać części siódmej. O ile Łotr 1 jako pierwszy filmowy spin-off nie wzbudził większych emocji, o tyle Ostatni Jedi był mocno wyczekiwany przez fanów. Powracające postacie (w tym Luke’a Skywalkera) i obietnice twórców coraz bardziej nakręcały entuzjastów tematu. Niestety po premierze zdecydowana większość widzów była rozczarowana. Padały nawet stwierdzenia, że to nie są prawdziwe Gwiezdne wojny. Co spowodowało tak słaby odbiór tego obrazu? Czy bogate wydanie Blu-ray poprawia jakość filmu?

Akcja Ostatniego Jedi rozgrywa się bezpośrednio po Przebudzeniu Mocy. Rebelia przygotowuje się do kolejnych starć z Najwyższym Porządkiem, a Rey (Daisy Ridley) odnalazła Luke’a Skywalkera (Mark Hamill), by namówić go do powrotu z wygnania i zostania jej nauczycielem. Jednak przez cały czas los rzuca protagonistom kłody pod nogi.


Od samego początku filmu można dostrzec rażące niedociągnięcia fabularne. Obraz w znacznym stopniu ignoruje wagę niektórych wydarzeń z poprzedniej części. Prowadzi to do błędów, które są zauważalne nawet dla kogoś, kto nie jest oddanym fanem serii. Scenarzyści postanowili także nagiąć kilka reguł ustanowionego kanonu - zarówno starego, jak i nowego - które dotychczas pozostawały niezmienne. Zabieg ten jest zupełnie niepotrzebny i psuje ogólny odbiór produkcji. Innym grzechem scenariusza jest sposób poprowadzenia postaci. Rozczarowanie i irytacja są najlepszymi słowami do opisania zastosowanych rozwiązań. Oczekiwaniom nie dorównał m.in. Luke, którego wyczekiwany powrót po ponad trzydziestu latach na ekran okazał się olbrzymią porażką. Nawet odtwórca tej roli, Mark Hamill, nie krył w wywiadach rozczarowania sposobem przedstawienia jego bohatera. Innymi postaciami, które nie wzbudziły zbyt pozytywnych odczuć są Finn (John Boyega) oraz debiutująca w serii Rose (Kelly Marie Tran). Ich wątek był zbędny, a także - delikatnie mówiąc - nieprzemyślany. Wycięcie ich wspólnych scen z filmu na pewno by mu nie zaszkodziło, a zyskany w ten sposób czas można by wykorzystać na dodanie czegoś bardziej konstruktywnego. W fabule nie brakuje również wielu błędów logicznych będących dodatkowym ciosem dla widzów.

 

Ostatni Jedi recenzja blu-ray


Realizacja Ostatniego Jedi prezentuje się z kolei całkiem nieźle. Na szczególne wyróżnienie zasługują sceny na wyspie, na której znajdują się Luke i Rey. Jest to prawdopodobnie jeden z najładniejszych plenerów, jakie pojawiły się w całej serii i twórcy dobrze go wykorzystali. Poza tym widzom zaserwowano sceny w znacznym stopniu nakręcone w studiu, często wspierane efektami komputerowymi. Nowe Gwiezdne wojny oznaczają także nowych kosmitów, a wśród nich znajdują się intensywnie wykorzystane w kampanii marketingowej filmu porgi. Wywołują one raczej mieszane uczucia. Jedno, czego na pewno im się nie udało, to zastąpienie Ewoków jako najbardziej uroczych stworzeń w serii. O to miano powinny natomiast powalczyć kryształowe lisy z planety Crait, które nie zostały dostatecznie użyte w obrazie. Ciekawym dodatkiem do filmu były również fathiery, nazywane czasem “kosmicznymi końmi”.


Niestety ocena pracy aktorów jest mocno utrudniona. Określenie, czy odtwórcy poszczególnych ról dobrze wywiązali się ze swoich obowiązków, nie jest łatwe przez kiepsko napisane postacie. Adam Driver, Daisy Ridley czy Oscar Isaac zapewne starali się zagrać jak najlepiej, lecz nie zawsze wychodziło to dobrze. Podobnie można określić pracę weteranów serii - Marka Hamilla i zmarłej jeszcze przed premierą filmu Carrie Fisher. Generalnie to samo można napisać o każdym członku obsady, niezależnie od granej roli i tego, jak ważna była dla całej historii. Na pewno zbyt wielu fanów nie przysporzyła sobie Kelly Marie Tran. Grana przez nią Rose jest zdecydowanie najbardziej irytującą postacią w całej produkcji. Można wskazać jedną ciekawą postać, która zresztą została też dobrze zagrana – Snoke w wykonaniu Andy’ego Serkisa. Choć sam antagonista został stworzony w komputerze, to i tak Serkis potrafi z niego więcej wykrzesać niż większość obsady ze swoich bohaterów.

 

Gwiezdne wojny Ostatni Jedi recenzja Blu-ray dodatki


Wydanie Blu-ray Ostatniego Jedi jest bardzo obszerne. Znalazło się w nim tyle dodatków, że konieczne było umieszczenie ich na drugiej płycie. Co dokładnie można na niej znaleźć? Otóż kilka materiałów dokumentalnych o powstawaniu filmu - w tym jeden skupiony na osobie reżysera, Riana Johnsona. Inne przybliżają powstawanie konkretnych scen oraz jak twórcy zinterpretowali Moc dla nowych odbiorców. Można także zobaczyć, jak wyglądała praca na planie Andy’ego Serkisa przed komputerowym nałożeniem Snoke’a. Wśród dodatków znalazło się również kilka scen niewykorzystanych w ostatecznej wersji obrazu. Na płycie z filmem zamieszczono dwie wersje produkcji - zwykłą oraz z komentarzem reżysera. Poza tym są też standardowe funkcje takie jak wybór scen i ustawienia. W tych drugich można wybrać język lektora oraz napisów.


Wydanie Blu-ray ósmej części Gwiezdnych wojen można ocenić dwojako. Z jednej strony dostajemy prawdopodobnie najgorszą odsłonę cyklu z niedopracowanym scenariuszem pełnym błędów zarówno logicznych, jak i merytorycznych. Obraz próbuje się ratować na różne sposoby, lecz niestety nie wychodzi mu to zbyt dobrze. Z drugiej natomiast mamy dostęp do licznych materiałów dodatkowych, które m.in. przybliżają kulisy powstawania filmu. Ostatni Jedi na Blu-ray jest pozycją wartą rozważenia, głównie jeśli jest się amatorem najróżniejszych dodatków specjalnych. Sama produkcja jest niezłym kinem science fiction, lecz fatalnymi Gwiezdnymi wojnami.

 



blog comments powered by Disqus