"Suburbicon" – recenzja filmu

Mężowie ze Stepford?

Witaj w Suburbiconie – raju na ziemi, gdzie każdy żyje w szczęściu i dostatku. To eden amerykańskich przedmieści lat 50. Piękne tereny, zadbane domy i...biali mieszkańcy. Spokój w tej rajskiej krainie przerywa przerażające morderstwo. Jakie mroczne tajemnice kryją się za zasłoną sielanki i dobrobytu? George Clooney zabiera się za społeczną satyrę w połączeniu z groteskowym thrillerem, co – choć z gruntu jest obiecującą koncepcją – w praktyce odbija się od bariery powtarzalności i chaosu fabularnego.

 

Mały Nicky mieszka w Suburbiconie razem z rodzicami i ciocią. Pewnej nocy pojawiają się w ich domu obcy i dochodzi do tragedii. Mały Nicky traci matkę. Morderstwem zajmuje się policja, ciocia chłopca wprowadza się do ich domu i bliźniaczo upodabnia do zmarłej siostry. Tymczasem obok wprowadza się rodzina czarnoskórych, co spotyka się z niemałym oburzeniem mieszkańców. Co odkryje mały Nicky i czy uda mu się uniknąć kłopotów?

 

Przyjrzyjmy się koncepcyjnym założeniom filmu Suburbicon. Już na pierwszy rzut oka widać, że reżyser serwuje nam kąśliwy, błyskotliwy komentarz na temat rasizmu i uprzedzeń, nie stroniąc jednocześnie od solidnej rozrywki w postaci groteski i czarnego humoru. Dodajmy do tego perfekcjonistyczne podejście do odtworzenia klimatu lat 50., kolorowe kostiumy, otoczenie i scenografię. Już na wstępie mamy ładnie opakowaną produkcję pełną eleganckich wnętrz i schludnie ubranych postaci.

"Suburbicon" recenzja

Problemy zaczynają się jednak już w pierwszych scenach wprowadzających bohaterów. Na wstępie poznajemy nowych sąsiadów – czarnoskóre małżeństwo oraz ich mały synek wprowadzają się do Suburbiconu, co nie podoba się białej społeczności. Potem narracja skręca gwałtownie i zagłębiamy się w historię Nicky'ego i jego rodziny, a pokazana na początku rodzina staje się tylko pobocznym, potraktowanym powierzchownie tematem, którego konkluzja właściwie nie wnosi niczego do całej fabuły. Głównym bohaterem pozostaje już Nicky, ale początkowe wrażenie zagubienia będzie nam towarzyszyć jeszcze przez dłuższy czas. Po energicznym początku film zapada w monotonną narrację przerywaną pojedynczymi zrywami rozrywki, czyli sytuacyjnymi gagami... lub wybornym Oscarem Isaakiem w roli agenta ubezpieczeń Buda Coopera, który zawita do domu Nicky'ego z niespodziewaną wizytą. Clooney wyraźnie przedkłada formę nad treść, pompując w swój film sztampowe motywy z Żon ze Stepford albo Miasteczka Pleasantville. Wszystko to już było, w dodatku tu widać wyraźnie chęć Clooney'a do stworzenia kina wysokich lotów, ale w rezultacie następuje tylko wykorzystanie znanych nam zabiegów – motyw idealnych amerykańskich przedmieść, morderstwo i krwawe rozrachunki. W pewnym momencie można się naprawdę nieźle nudzić. Scenariusz Joela i Ethana Coenów pełen jest błyskotliwych dialogów, napędzanych z werwą przez świetnych aktorów, ale w reżyserii Clooneya jest zbyt nierówny tonalnie i rozchwiany między gatunkami.

"Suburbicon" recenzja

Obsada absolutnie lśni na ekranie. Plejada gwiazd tworzy postaci tak wyraziste i zapadające w pamięć, że film wydaje się być bardziej teatralnym widowiskiem niż pełnometrażowym filmem. Największym atutem satyry Clooneya jest nacisk na bohaterów, którzy prowadzą fabułę i całkowicie przyciągają uwagę. Matt Damon przechodzi samego siebie jako Gardner – diaboliczny ojciec Nicky'ego, który nie radzi sobie z gniewem, ściska gumowe szczypce ze stresu i jest marnym ojcem. Aktor po mistrzowsku i z kamienną twarzą odzwierciedla buzującą w Gardnerze wściekłość, kreśląc jednocześnie zręczną karykaturę własnej postaci. Ale zaraz, mamy przecież także Julianne Moore w podwójnej roli żony Gardnera Rose i jej podstępnej siostry Margaret. Nie zapominajmy jeszcze o naszym dzielnym Nickym zagranym przez Noaha Jupe'a, który ma zadatki na wielką karierę w przyszłości. Jakby takiej plejady gwiazd było mało, na scenę wkracza energicznym krokiem Oscar Isaac, który swoim niedługim epizodem w filmie przyćmiewa całą resztę obsady – ale to już trzeba zobaczyć w kinie.

 

Finał można delikatnie określić jako efektowny, ale i mocno przewidywalny. Clooney podejmuje śmiałą próbę zgarnięcia zachwyconych recenzji za swój ładny wizualnie i z doskonałą obsadą film, ale w rezultacie wychodzi mu tylko odtworzenie tego, co znane jest z wielu innych filmów. Suburbicon słabo wypada na tle jego innych produkcji, jak Idy marcowe czy Obrońcy skarbów. Tak czy inaczej, na ten film warto wybrać się do kina – chociażby dla stylowego wąsika Oscara Isaaca.


blog comments powered by Disqus