Wyrób filmopodobny

Tak mogłaby wyglądać 25 część Szklanej Pułapki. Dobiegający już emerytury Bruce Willis po raz kolejny ratuje ludzkość i schodzi się ze swoją żoną. Tym razem czyni to w świecie przyszłości wypełnionym tytułowymi Surogatami – replikami ludzi sterowanymi przez nich z zacisza domowego fotela.

Z tej, jakże przypominającej świat gry „Second Life”, rzeczywistości wyrugowano przestępstwa, a jakiekolwiek próby popełnienia ich przez surogatów są pacyfikowane przez, czuwających nad funkcjonowaniem systemu, moderatorów. Perfekcyjną, wydawałoby się, rzeczywistość burzy pojawienie się broni, która potrafi zniszczyć sztucznego człowieka, jednocześnie zabijając kierującą nim osobę.

Agent FBI Thomas Greer (Bruce Willis) zmuszony zostanie do zwleczenia się z fotela operatora i osobiste pofatygowanie celem wyeliminowania, zagrażającego ludzkości, szaleńca.

Mimo ciekawego punktu wyjścia, uwypuklającego zagrożenia związane z coraz większym zwirtualizowaniem naszego świata i płynącym zeń powszechnym rozpadem więzi międzyludzkich, twórcy filmu szybko porzucają rozważania o kondycji współczesnego społeczeństwa, by zwrócić się w kierunku klasycznego kina akcji. Cóż z tego, kiedy ma się wrażenie, że fabuła filmu została ledwie z grubsza naszkicowana i jej bohaterowie dryfują wśród wątków i pomysłów, zaś logiczna konstrukcja ekranowego świata przypomina szwajcarski ser. W czasie seansu obrazu Jonathana Mostowa wynudzą się nawet najwięksi fani gatunku. Schematyczna aż do bólu historia, sztuczne aktorstwo i kująca w oczy prowizorka, powodują, że zamiast filmu otrzymujemy... surogat, wyrób filmopodobny, przed konsumpcją którego organizm zaczyna bronić się samoistnie już po kwadransie, zaplanowanego na zaledwie 85 minut, seansu.

Surogaci to pierwszy kinowy film Mostowa od czasu, nakręconego w 2003 roku, Terminatora 3. Pozostaje mieć nadzieję, że ostatni.


blog comments powered by Disqus