"Surogaci" - z komiksu na ekran

Z komiksu na ekran

Już od kilku lat trwa w Hollywood moda na ekranizacje komiksów. Nie powinno to dziwić. Wielkie sukcesy kasowe filmów z cyklu o Batmanie, kolejne odsłony "Spider-Mana" czy triumf "Iron Mana" nie mogły pozostać przecież bez echa i prób odpowiedzi. Hollywoodzcy producenci sięgają już nie tylko po klasyczne utwory, ale i po całkiem nowe, które zdobyły wierną grupę zaprzysięgłych wielbicieli. Tak stało się i tym razem. Komiks "The Surrogates", składający się z pięciu części, opublikowało wydawnictwo Top Shelf Comics w latach 2005-2006. W jednym tomie całą serię wydano w 2006 roku. Trzy lata później opublikowano prequel - "The Surrogates: Flesh and Bone". Wreszcie całość zebrano w jednym wydaniu pod tytułem "The Surrogates Operator's Manual". Scenarzystą był Robert Venditti, rysownikiem Brett Weldele. Venditti opowiadał, że pomysł nasunęły mu doniesienia mediów na temat ludzi mocno uzależnionych od swych internetowych tożsamości. - Poszedłem o krok dalej: wyobraziłem sobie, co mogłoby się stać, gdybyśmy mieli do dyspozycji prawdziwe sobowtóry, doskonalsze od nas samych. Logicznym wnioskiem było to, iż bardzo trudno byłoby odzyskać swą osobowość. Akcja rozgrywała się w 2054 roku i mówiła o próbie buntu przeciw narzuconemu porządkowi, w którym tytułowi surogaci odgrywają kluczową rolę. Komentatorzy i wielbiciele porównywali często ten utwór do otoczonego kultem filmu Ridleya Scotta "Łowca androidów" ("Blade Runner", 1982). Nic więc dziwnego, że filmowcy zainteresowali się tym komiksem.

Nowy, koszmarnie wspaniały świat

Tropiciele ciekawych tematów ze studia Disneya zwrócili uwagę na ten, w wielu momentach odbiegający od dzisiejszych schematów i standardów s-f, utwór i już w 2007 roku zakupili prawa do ekranizacji, dostrzegając w nim potencjał na wielkie widowisko z aktualnym przesłaniem. Johna D. Brancato, któremu (wraz z jego stałym współpracownikiem Michaelem Ferrisem) powierzono stworzenie scenariusza, bardzo zainteresował ten utwór. Nic dziwnego - tematyka nowych mediów nie jest mu obca. Pracował przecież przy scenariuszu "Gry" ("The Game", 1997) Davida Finchera i "Systemu" ("Net", 1995) Irwina Winklera z Sandrą Bullock. - Mamy tu do czynienia z wizją futurystycznego świata, przypominającą dokonania Philipa K. Dicka. Uważam, że cała ta opowieść ma silne współczesne odniesienia - myślę tu o problemach związanych z Internetem - mówił scenarzysta. Tłumaczył też, że bardzo nie chciał popaść w banały filmów kreślących ponurą wizję przyszłości. Chociaż nie zaprzeczał, że w "Surogatach" przypomina ona jego zdaniem spełniony koszmar.

Akcja i refleksja

Za kamerą stanął Jonathan Mostow, ceniony specjalista od kina akcji, który na początku swej kariery podpisał pełen napięcia "thriller szosowy" - "Incydent" z Kurtem Rusellem, a potem nakręcił miedzy innymi kontrowersyjne (zdaniem niektórych fanów) superwidowisko "Terminator 3: Bunt maszyn". Mostow przy nowym filmie spotkał się znowu ze wspomnianym duetem scenarzystów pracujących z nim już uprzednio przy tamtym projekcie.

Producent David Hoberman ("Wszystko się wali", "Mama na obcasach") podkreślał, że chociaż w filmie nie zabraknie naprawdę spektakularnych i kosztownych efektów specjalnych, to jednak będzie on zawierał nie tylko dynamiczną akcję, ale także i refleksję. - Spróbowaliśmy sobie wyobrazić - dzięki komiksowi, który przenosimy na ekran - całkiem prawdopodobną, ale i bardzo przerażającą sytuację - wyjaśniał reżyser. - Jakby wyglądało nasze życie, gdybyśmy praktycznie nie wychodzili z domu? Zastąpiłyby nas komputery, w tym przypadku - roboty. Co się może stać, jeśli nie będziemy osobiście zbierać przeżyć i doświadczeń, tylko doznawać ich wirtualnie, niejako on-line? Sądzę, że to bardzo interesujące i aktualne pytanie.

Z komiksu na ekran

Producenci i reżyser uznali, że oprócz wykreowania przekonującej wizji przyszłości, kluczem do sukcesu filmu jest obsada. Jako Greera obsadzono bardzo wszechstronnego, pełnego charyzmy, niebojącego się aktorskich wyzwań Bruce'a Willisa. Dwie najważniejsze role kobiece powierzono równie uzdolnionym aktorkom. Australijka Radha Mitchell czarowała fanów fantastyki w "Silent Hill", ale skalę swego talentu udowodniła chociażby brawurowym występem u Woody'ego Allena w "Melindzie i Melindzie". Z kolei Rosamund Pike to bardzo brytyjska Brytyjka, którą masowa publiczność pamięta z roli dziewczyny Bonda w filmie "Śmierć nadejdzie jutro", ale jest ona przecież cenioną aktorką teatralną, brylowała także w kostiumowych filmach BBC. W ważnej roli Proroka pojawił się niezawodny czarnoskóry Ving Rhames, pamiętny zwłaszcza z "Pulp Fiction" Quentina Tarantino czy cyklu "Mission Impossible".

Willis przyznał, że to przede wszystkim dzięki wspomnianym wyżej walorom scenariusza zainteresował się projektem. -Rzeczywistość, jaką tu pokazujemy, w gruncie rzeczy już istnieje, dzięki komputerom i komórkom - mówił aktor. Szczególnie zaintrygował go wątek żony Greera, Maggie, która komunikuje się ze światem wyłącznie za pomocą swego sobowtóra-robota. - Taka rzeczywistość otwiera ogromne możliwości oszustwa, jeśli takiego dokonasz wyboru. Wysyłasz dajmy na to komunikat, że właśnie kupujesz sobie dżinsy w supermarkecie, gdy tymczasem przygotowujesz się do obrobienia banku w Los Angeles.

Na inny aspekt tej fantastycznej opowieści celnie zwracała uwagę Mitchell. - Twoje ciało-sobowtór wygląda lepiej niż ty i czuje się lepiej niż ty. Wydajesz się więc sobie bardziej sexy i odważasz się na rzeczy, których inaczej byś nie przeżywał.

- W komiksie była zawarta prosta, ale bardzo celna myśl o spełnieniu marzenia o fizycznej perfekcji - zgadzał się z nią Mostow. - Ludzie chcą nieustannie coraz lepiej i młodziej wyglądać. Wystarczy przejść się do najbliższej księgarni czy stoiska z prasą, by zobaczyć, jak wiele miejsca zajmują tam magazyny o urodzie i jej pielęgnacji. I tak surogat Greera jest pozbawiony zmarszczek i ma blond włosy. Prawdziwa twarz Maggie Greer jest wychudzona, ale jej surogat wygląda świetnie.

- Kiedy wszyscy wyglądają pięknie i symetrycznie, następne pytanie brzmi: jak się wyróżnić? Jak zaznaczyć swą indywidualność? Może sprawić sobie ogon albo dodatkową parę oczu z tyłu głowy - czemu nie, jeśli jest to technicznie możliwe? Taka obsesja upiększania jest już obecna w naszym życiu - dodawała Mitchell.

Akcję przeniesiono w 2017 rok. Zdjęcia początkowo planowano na luty, lecz rozpoczęły się w kwietniu tego roku w Bostonie. W Hopedale, w Massachussets, powstała widowiskowa scena pościgu i katastrofy helikoptera, której kręcenie obserwowały w napięciu tłumy fanów.

- Nasz film ma rzecz jasna bawić i budzić emocje, ale miejmy nadzieję, że skłoni także ludzi do myślenia - podsumowywał Hoberman.


blog comments powered by Disqus