Liczy się każda minuta

plakat filmu Liczy się każda minuta

Współpraca Luca Bessona i Pierre’a Morela zaowocowała jakiś czas temu 13 Dzielnicą. Obaj panowie stworzyli kino akcji, o którym jeszcze długo się mówiło. Ich najnowsze wspólne dzieło - Uprowadzona - utrzymuje wysoki poziom i ma ogromną zaletę: wydarzenia są tak samo przewidywalne, co zaskakujące.

Że w filmie akcji musi być jakaś miłość, to wiadomo, jak o tym, że w potrawach musi być sól. Na szczęście twórcy Uprowadzonej zastąpili niemal sztampowy wątek uczuciowy nader skomplikowaną relacją ojciec-córka. Jest to pomysł stokroć bardziej inspirujący od serwowania widzom widoku kolejnych niebezpiecznych piękności, w których zakochuje się główny bohater. Bo były szpieg, Brian kocha swą córkę i to ona jest jego największą miłością. Dlatego cieszy się jak nastolatek, gdy dzwoni, aby umówić się z nim na lunch. Film pokazuje nieustannie obraz bardzo samotnego człowieka, który jak zły pies musi trzymać się z boku.

Dla kogoś tak niebezpiecznego jak Brian nie ma domu. Mieszka sam, a za jedyne towarzystwo ma kolegów z porzuconej pracy. Dawne zamiłowanie do śmierci i ryzyka ustąpiło czułości ojca – potulnie siedzi w ciasnym mieszkaniu, na przedwczesnej emeryturze i niecierpliwie wyczekuje nielicznych chwil, gdy może zobaczyć swoje jedyne dziecko. Po krótkim, ale bardzo wnikliwym poznaniu rozterek bohatera, rozkręca się wir szaleńczej akcji, w której ziszcza się najczarniejszy z koszmarów, jaki może nękać ojcowską powiekę – jego córka zostaje porwana, a jej młode, niewinne życie zostanie zaprzepaszczone z chwilą, gdy handlarze kobietami zrobią z niej prostytutkę. Cena, aby ją uratować nie gra roli.

Choć wszystkiego, co następuje potem można się doskonale spodziewać, to twórcy 13 Dzielnicy nie pozostawiają już ani jednej wolnej chwili na refleksję. Brian idzie prosto do celu, pustosząc i niszcząc wszystko, co napotka na swojej drodze – liczy się przecież każda minuta. I tu następuje jedyna niespodzianka – widz przyzwyczajony do setek podobnych filmów przeczuwa jakąś wielką komplikację, w wyniku której pół żywy i skrwawiony ojciec cudem ucieknie z rąk oprawców, tymczasem, nie. Rewelacyjny w swojej roli Liam Neesom idzie jak burza i nie potrzebuje takich wzlotów i upadków, aby utrzymać napięcie. Jego wyczyny ocierają się momentami o nieprawdopodobieństwo, ale można śmiało powiedzieć, że kto jest miłośnikiem francuskiego kina, ten niekoniecznie jest miłośnikiem sztywnej logiki. Scen walki jest mnóstwo, ale ich czas jest zredukowany do minimum, nie nużą. Głównym motorem Uprowadzonej nie są bowiem mordobicia, lecz dziki pościg. Przemoc jest niezbędna, ale po to, aby zbliżyć się do kolejnej informacji.

Nie zaskakuje happy end, ani to, że nie jest do końca "happy" – Brian po trosze pozostaje wyrzutkiem. Nie ma też podwójnych dylematów – wiadomo o co toczy się stawka, kto ma rację, a kto jej nie ma. Jest to jednak przejrzystość potrzebna, bo pozwala odciążyć film z pobocznych wątków. Besson i Morel uniknęli zbędnych popisów i, co jest ryzykowne, postawili wszystko na akcję. Zdecydowanie zrobili słusznie. W ich filmie nie ma ani jednej zbędnej minuty.


blog comments powered by Disqus