Quo Vadis Kitano?

plakat filmu Quo Vadis Kitano?

Czy Takeshi Kitano będzie jeszcze kiedykolwiek realizował jakieś filmy, a jeśli tak, to jakie? - to pytanie, które nasuwa się po obejrzeniu najnowszego dzieła japońskiego mistrza - Takeshis'. To film niezwykle osobisty. Kitano w sposób bezwzględny rozlicza się ze swoją przeszłością i zrzuca brzemię ciążącego mu gwiazdorstwa. Ci widzowie, którzy znają wcześniejsze dokonania reżysera (szczególnie jego yakuza movies oraz wystepy komiczne), mają okazję przyjrzeć się, jak ciężko jest mierzyć się z własnym mitem. Dla reszty oglądanie Takeshis' może okazać się prawdziwą drogą przez mękę.

U podstaw Takeshis' leżą fakty z biografii reżysera (W Polsce jego sylwetkę i twórczość najlepiej przybliża książka Piotra Kletowskiego Śmierć jest moim zwycięstwem): okres występów kabaretowych w duecie Two Beats oraz odejście od komediowego emploi na rzecz reżyserskiej i aktorskiej kariery gwiazdy kina gangsterskiego. Zderzenie tych dwóch światów symbolizuje na ekranie podwójna rola Kitano - niedoceniany komik (blond) oraz zmęczony gwiazdor (brunet). Pierwszy z nich pragnie zostać aktorem, lecz przegrywa z kretesem wszystkie castingi, drugi ma dość bycia gwiazdą obleganą przez tłumy fałszywych pochlebców chcących pławić się w blasku jego sławy. - Uciekając od zaszufladkowania jako komik wpadłem w inną, równie ciasną, przegródkę - zdaje się twierdzić autor filmu. I bez skrupułów obnaża przed widzem swoje bolączki. W finałowej scenie, wzorem bohaterów swoich najsłynniejszych sensacyjnych obrazów - Hana-Bi, Brother, Sonatine, urządza krwawą jatkę szatkując karabinowym ogniem otaczającą go "świtę" producentów, aktorów, byłą partnerkę itd. Ten heroiczny ekranowy bój o odrobinę spokoju i prywatności zdaje się być odautorskim krzykiem rozpaczy reżysera, który dotarł do granicy radzenia sobie z własnymi emocjami.

Jak na inteligentnego twórcę przystało, Kitano stworzył rozliczeniowe dzieło pełne autocytatów, doprawione przewrotną ironią i pastiszem i, co najważniejsze, niepozbawione dystansu do samego siebie. Niestety ostre przerysowanie ekranowych postaci zawieszonych pomiędzy rzeczywistością a marzeniami i koszmarami obu wcieleń Kitano jest w stanie zmęczyć nawet wyrobionego widza. I choć, być może, między innymi o to chodziło, by wylać także kubeł zimnej wody na głowy odbiorców bezkrytycznie chłonących twórczość "Beata", to formuła Takeshis' w konfrontacji z czasem trwania filmu nie do końca zdaje egzamin.

Dokonując swoistego oczyszczenia i rozprawiając się ze swoim ekranowym wizerunkiem Kitano zdaje się jednoznacznie deklarować zakończenie tej ścieżki artystycznego rozwoju. Jaki więc będzie nowy wizerunek Kitano? I czy w ogóle jakiś będzie? - odpowiedzi na to pytanie przyniesie zapewne najbliższa przyszłość.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus