Twarze Terminatora

W dzisiejszym świecie technologia, internet, robotyka są wszędzie. Zapewne jeszcze kilkanaście lat temu pewne rzeczy wydawały się fikcją, dziś jednak są nad wyraz rzeczywiste.  Bo czy James Cameron mógł przewidzieć, że cały znany nam świat oplecie wirtualna sieć?

Elektroniczny Morderca

Pojawił się nagle, kompletnie nie ubrany nocą ciemną 1984 roku. Przybył z przyszłości, konkretnie z 2029 by zlikwidować matkę przyszłego przywódcę ruchu oporu. Do rozmownych raczej nie należał - Schwarzenegger wypowiedział aż 17 kwestii - późniejsze modele również nie były specjalnie komunikatywne. Korzystając z niezawodnego źródła informacji – książki telefonicznej – poszukiwał swojego celu.

Co ciekawe miało tu miejsce coś na kształt. „paradoksu dziadka”, bowiem John Connor wysłał swojego przyjaciela Kyle (Michael Biehn ), by chronił Sarę Connor  (Linda Hamilton ) - jego „przyszłą” matkę. Pech chciał, że kolega Reese spotykając ją w przeszłości stał się jednocześnie ojcem przywódcy ruchu oporu. Można więc rzecz, że Terminator sam stał się przyczyną sprawczą całego zamieszania. Gdyby bowiem nie wyruszył, Skynet mógłby bez większych przeszkód podbić świat oraz zniszczyć ludzkość i posiąść Ziemię.

Film dysponował więcej niż skromnym budżetem, ale okazał się hitem kasowym i pozycją kultową. Na pewno dużą rolę odegrało dobranie obsady. Linda Hamilton  świetnie wcieliła się w rolę silnej i zdesperowanej Sary Connor. Również Arnold Schwarzenegger  doskonale spisał się w roli bezwzględnej maszyny do zabijania.

Obraz trafił na polskie ekrany początkowo pod tytułem 'Eletroniczny morderca', a było to spowodowane problematycznością słowa 'terminator'. Potocznie określało się tak bowiem praktykantów i uczniów zawodów technicznych, zwłaszcza szewców. Dystrybutorowi natomiast bardzo zależało, by produkcja w żaden sposób nie kojarzyła się z przemysłem obuwniczym.

Dzień Sądu

Skynet dostrzegając, że nic się nie zmienia, postanowił działać dalej. Stworzył lepszego, bardzie „elastycznego” zabójcę T – 1000 (Robert Patrick) i wysłał go, by zgładził - tym razem kilkuletniego – Johna (Edward Furlong). Przyszły Connor pojmał jednak i przeprogramował starszy model wysyłając go ponownie - tym razem dla ochrony. Sam fakt, że nie powtórzono wątku z wysłaniem człowieka, a wykorzystano motyw maszyny - w dodatku zabójcy z części pierwszej, okazał się być pomysłem trafionym. Film powtórzył sukces kasowy pierwowzoru. Bohaterowie dzielnie walczyli starając się nie dopuścić do 'Dnia Sądu'. Jednocześnie położono nacisk na psychologię postaci oraz wpływ wydarzeń z poprzedniej części na ich życie. John wychowuje się w rodzinach zastępczych, ponieważ Sara (Linda Hamilton) przebywa w zakładzie zamkniętym – dla osób chorych umysłowo. Niestety nie chciano uwierzyć jej w robota – zabójcę z przyszłości. A szkoda – może udałoby się uniknąć zagłady. Widz delektuje się różnego rodzajami pościgami, potyczkami, szczelinami, oraz obserwuje „rozwój psychologiczny maszyny”.

‘A właśnie, że NIE!’ czyli Bunt Maszyn

Czas mijał, Connor (Nick Stahl) stał się nastolatkiem, którego dręczą sny na temat 'przyszłości'.

Skynet to inteligentny system uczący się na błędach, zatem tym razem postanawia wysłać Terminatora – T-X  (Kristanna Loken) – w celu zlikwidowania najbliższych współpracowników Connora, nim staną się oni zagrożeniem.  T–X radzi sobie nawet dobrze, dopóki całkowitym zbiegiem okoliczności nie trafia na Johna. Skupiona na celu głównym postanawia porzucić dawną misję i dopaść niedoścignionego. Oczywiście na ratunek wysłany zostaje kolejny starszy model - tym razem przeprogramowany przez Panią Connor.

W tej części następuje wreszcie 'Dzień Sądu' czyli bunt maszyn, a młody John zaczyna organizować ruch oporu. Jednocześnie widz dowiaduje się o tajnych rządowych projektach, których efektem jest...Skynet.

Akcja jest szybka, widowiskowa, dowiadujemy się jak doszło do „przejęcia” władzy, z czego „wyewoluowały” późniejsze gigantyczne roboty, śmigacze i Terminatory. Sama treść jest bardziej odtwórcza niż twórcza. Miejsce matki Johna zajęła jego przyszła małżonka - Kate Brewster (Claire Danes), natomiast kolejna walka pomiędzy Terminatorami oraz próba niedopuszczenia do „Dnia sądu” jest już dobrze znana wszystkim tym, którzy oglądali poprzednie części.

Z Pamiętnika matki Mesjasza

Ale Terminator, to nie tylko filmy. Są jeszcze „Kroniki Sary Connor”. Cameron Philips (Summer Glau)  -Terminator - model nastoletni - ma zajmować się chronieniem Johna (Thomas Dekker). Jej przeciwnik to Catherine Weaver (Shirley Manson) - kobiecy robot dla niepoznaki zasiadający na wysokim stanowisku wielkiej korporacji. Oczywiście  Cameron nie jest zwykłą maszyną. Nie dość, że w pewnym momencie powrócą jej dawne priorytety - eksterminacja, to w dodatku po restarcie przejawi głęboki uczucie do głównego bohatera. Na nieszczęście wątek miłosny przestanie wówczas interesować Johna,  a nie ma nic gorszego niż zemsta wzgardzonej kobiety. Innymi słowy, jak z kultowego filmu zrobić tasiemca w stylu amerykańskim.

Sam pomysł był może i ciekawy, jednak całość nie rysuje się w nazbyt przyjemnych barwach. Akcja nie jest spójna logicznie, zabójcze maszyny pojawiają się raz po raz, a wehikuły czasu zaczynają działać niczym drzwi obrotowe.

Terminator: Ocalenie - początek nowej trylogii?

Pierwsza część, w której obserwować możemy świat spowity mrokami techno wojny. Bliska przyszłość rok 2018. Ludzkość zeszła do podziemi, ścigana przez zabójczych Terminatorów. John Connor (Christian Bale) od dawna stoi na czele ruchu oporu, teraz zaś ma stoczyć się finałowa walka. Pojawia się też tajemniczy Marcus (Sam Worthington) – osobnik, którego ostatnim wspomnieniem jest pobyt w celi śmierci. Właściwie nie można jednoznacznie stwierdzić, czy przybył on z przyszłości czy też przeszłości. John jednak postara się rozwikłać tą zagadkę, podobnie zresztą jak spróbuje dostać się „do serca Skynetu”.

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus