"The 100" - recenzja 3. sezonu serialu

A.I. końca świata

Trzeci sezon młodzieżowego serialu postapokaliptycznego The 100 nie tyle mnie zdziwił, co wprawił w najprawdziwsze zdumienie.

Jeśli pamiętacie sezony poprzednie, wiecie na pewno, że pierwszy był dość porywającą, ale głupawą adaptacją książki młodzieżowej. Błędy logiczne wołały o pomstę do nieba, główną bohaterkę miało się ochotę zadźgać (kłania się kazus Clary z Shadowhunters, której obecność szkodzi serialowi bardziej niż kiepska fabuła), a budowa postaci była, cóż, szczątkowa. Sezon drugi stał na nieco lepszym poziomie – Clarke nadal wywoływała raczej niesmak, ale i fabuła, i reszta bohaterów rozwijali się ładnie, a błędy już tak nie raziły. Trzeci z kolei – to kawał dobrego serialu SF z niezłymi postaciami, starą, dobrą AI w roli głównego schwarccharakteru, fabularnie dopracowanymi problemami i w końcu niedenerwujący.

FABUŁA

Uwaga, poniżej może znaleźć się kilka drobnych spoilerów!

W tym sezonie scenarzyści podjęli dwa problemy wywodzące się bezpośrednio z ostatniego odcinka poprzedniej serii. Z jednej strony załoga Arki zaczyna współpracować z mieszkańcami Ziemi, plemionami zjednoczonymi pod wodzą Lexy Wanhedy. Mimo wzajemnej niechęci udaje im się zapoczątkować porozumienie – nie na długo. Sytuację odmieni pojawienie się załogi Farmy, części Arki, która rozbiła sięw innym regionie. Przywódca ocalałych z tego fragmentu stacji, Pike, ma dość sprecyzowane poglądy na to, jak powinno się obchodzić z ziemianami.

Ale to okaże się mniej groźne od wydarzeń, których świadkiem jest John Murphy. Uwięziony przez trzy miesiące w tajemniczym bunkrze, powoli odchodzi od zmysłów, by – po wydostaniu się – spotkać Jahę zupełnie odmienionego. Okazuje się, że były kanclerz odnalazł Miasto Światła – a dokładnie A.L.I.E. (zamieszkującą Miasto sztuczną inteligencję) która chce uszczęśliwić wszystkich ludzi. Szybko okazuje się, że sposoby działania A.L.I.E. są co najmniej niepokojące. Bardzo szybko stanie się jasne, że nie tylko mieszkańcy Arkadii, ale także ich "dzicy” przeciwnicy mają problem znacznie większy niż tylko wojna między frakcjami.

Wątki zostały tu bardzo zgrabnie splecione – na początku naprzemiennie pokazywane w kolejnych odcinkach, by w końcu połączyć się, na dodatek bardzo logicznie, prowadząc do pełnego napięcia finału. Umiejętnie przepleciono główne nurty fabuły z wątkami osobistymi, wprowadzając też sporą dozę… motywów LGBT. Do tego twórcy najwyraźniej przestali się bać naprawdę brutalnych motywów. Szantaż psychologiczny, tortury, ukrzyżowanie (!), zabijanie dzieci? Czemu nie! Na szczęście nie epatują tym, a każdy podobny akt ma uzasadnienie fabularne.

POSTACI

Warto zwrócić uwagę, że w trzecim sezonie twórcy postawili duży nacisk na rozwój postaci. Clarke, która odeszła z Arkadii, nie mogąc znieść poczucia winy za zniszczenie Mount Weather, w końcu dorasta i znika większość jej okropnie drażniących manieryzmów. Na dodatek wplątanie jej przez scenarzystów w wątek lesbijski było dobrym posunięciem, z jednej strony przyciągającym wielu widzów, z drugiej w końcu nadającym bohaterce jakiegoś charakteru.

Jeszcze większą zmianę przechodzi Bellamy – w tym sezonie nieco odsunięty na boczny tor. Poszukując prawidłowej ścieżki działania, wiedziony też żalem i zemstą, staje po stronie Pike’a w wojnie przeciw dzikusom i nie wahając się zabijać ich wręcz tuzinami. Jednocześnie jednak udało się zachować urok tej postaci – wewnętrzne zmagania, próby zachowania się właściwie, poszukiwanie złotego środka zajmą Bellamy’emu większą część sezonu. W przeciwieństwie do niego Octavia nieomal stanie w miejscu. Dopiero pewne tragiczne wydarzenia popchną ją do działania, ale niemal bez przekonania, jakby scenarzystom zabrakło pomysłu.

Świetnie poprowadzeni zostaną Jasper i Raven. Dziewczyna w głębokim kryzysie po utracie sprawności szybko padnie ofiarą wpływów A.L.I.E., co okaże się kluczowe dla fabuły. Zrozpaczony chłopak będzie natomiast miotał się od alkoholizmu i prób samobójczych po działania graniczące z heroizmem, ostatecznie stając się postacią tragiczną.

Najmocniejszą stroną serii jest w tym momencie zmiana relacji bohaterów, ich dynamika i napięcia, które wynikają z problemów i decyzji podejmowanych przez każde z nich. Cieszy także wysunięcie na front mojego ulubieńca, Murphy’ego, który wszedł w rolę typowego antybohatera.

CO DALEJ?


Oczywiście ciąg dalszy nastąpi. Scenarzyści uśmiercili część bohaterów – czasem zupełnie niespodziewanie – i wprowadzili nieliczne nowe postaci. Świat w pierwszym odcinku czwartego sezonu będzie trzeba odbudowywać niemal z gruzów. Trzecia seria The 100 naprawdę wysoko postawiła poprzeczkę twórcom serialu: nie ustrzegli się błędów, ale stworzyli pełen napięcia obraz, który oglądało się świetnie. Patrząc jednak na to, jak niemal mimochodem i nieco wymuszenie wprowadzili motyw przewodni kolejnego sezonu – w ostatnich minutach ostatniego odcinka – można żywić obawy, że nie będzie już tak dobrze.

Ocena: 7/10

Korekta: Joanna Biernacik



blog comments powered by Disqus