Oni są wśród nas - recenzja filmu "Piąta fala"

Na premierę tego filmu przyszło nam trochę czekać. Produkcja pojawiła się na zagranicznych ekranach już na początku tego roku, dokładniej 14 stycznia, jednak w Polsce jego emisję przesunięto dopiero na połowę kwietnia.

Zasada mówiąca „miesiąc bez adaptacji powieści miesiącem straconym” nadal obowiązuje, zwłaszcza, jeśli chodzi o przenoszenie na ekrany młodzieżowych pozycji. Tym razem postanowiono sięgnąć po utwór Ricka Yanceya, pisarza, który na świecie zyskał sobie niemałą popularność. W końcu zasada rozumowania twórców ekranizacji jest bardzo prosta – skoro jakaś książka okazała się światowym fenomenem, trzeba dać jej pięć minut na dużym ekranie. Niestety nie zawsze takie myślenie przynosi oczekiwane efekty. Wystarczy przypomnieć sobie los Pięknych istot, Akademii wampirów czy filmowych Darów Anioła. Nawet seria Niezgodna, oczywiście ta przeniesiona na duży ekran, nie cieszy się ostatnio zbytnią popularnością. Czy Piątej fali także grozi zapomnienie?

Cassie wiodła spokojny żywot nastolatki – chodziła do szkoły, miała przyjaciół, pojawiała się na imprezach, potajemnie podkochiwała się w szkolnym przystojniaku, ot, zwykła egzystencja. Do czasu, aż pewnego dnia na niebie pojawił się niezidentyfikowany obiekt latający. Na początku tylko tkwił w miejscu, jednak na dalszy rozwój wydarzeń mieszkańcy Ziemi nie musieli długo czekać. Najpierw Inni, bo tak ich nazwali Ziemianie, uderzyli impulsem magnetycznym – przestały działać wszelkie sprzęty elektroniczne i pojazdy, później nastąpiły trzęsienia ziemi i powodzie, następnie ludzkość została zainfekowana śmiertelnym wirusem – przeżyli nieliczni. Kolejnym krokiem okazało się zejście Innych do ludzi, czyli powolne opanowywanie ciał mieszkańców Niebieskiej Planety. Jak będzie wyglądała ostatnia, piąta fala ataku?

Film zaczyna się bardzo dobrze – mamy zestawienie dwóch światów: przed i po inwazji Innych. Widzimy, jak zmienia się życie głównej bohaterki, jak wielka jest skala ingerencji przybyszów. Ludzie nie mają gdzie uciekać, w starciu z żywiołami są bezradni. Nawet w obozie dla tych, którzy przetrwali klęski i epidemię, nikt nie jest tak naprawdę bezpieczny. Nie wtedy, kiedy osoba obok może się okazać Innym.

I gdyby cały film został nakręcony tak, jak jego początek, gdzie panika i obawa o jutro mieszają się z rozpaczą i poczuciem beznadziejności sytuacji, w jakiej znaleźli się ludzie, wtedy produkcja okazałaby się jedną z lepszych ekranizacji. Niestety, twórcy postanowili zniszczyć dobrze zapowiadającą się historię i pójść na łatwiznę. Doszli do wniosku, że najlepiej wszystko uprościć i zrezygnować z elementu zaskoczenia. Fabuła jest do bólu przewidywalna, od momentu, kiedy główna bohaterka wkracza na terytorium obozu dla tych, co przetrwali.

A kiedy pojawia się męski ideał, w którym protagonistka może się zakochać, sprawy przybierają jeszcze groszy obrót. Ciężkie czasy wymagają podjęcia desperackich kroków, jednak natychmiastowe zakochiwanie się w swoim wybawicielu nie powinno do nich należeć.  Wystarczy jedno spojrzenie i  Cassie wpada w sidła zastawione przez… miłość. Nawet jak na film dla młodzieży jest to grubymi nićmi szyte; za grubymi. Zwłaszcza że widz bardzo szybko odgaduje, kim jest obiekt westchnień Cassie, jej rycerz w lśniącej zbroi.

I zapewne gdyby chodziło tylko o tę linię fabularną, odbiorca nudziłby się niemiłosiernie, ewentualnie mamrotał pod nosem, jak okrutne rozwiązania zastosowano w tej produkcji. Na szczęście twórcy pokazali nam jeszcze jedną historię – brata Cassie oraz jej znajomego ze szkoły. Ta dwójka trafia do bazy militarnej, gdzie żołnierze przygotowują dzieci do walki z Innymi. I ta część historii okazuje się o wiele lepsza, niż wątek przewodni Cassie w roli głównej. Choć, trzeba przyznać, jej zakończenie także łatwo przewidzieć. I tutaj pojawia się problem w ocenie Piątej fali. Gdyby film składał się z samej sekwencji Cassie i Evana, jej wybawiciela, produkcja nie należałaby do najlepszych.

Nieprawdopodobny wątek miłosny niszczy wszystko, włącznie z dość wartką, ciągle obecną akcją. A przez to film traci. Na szczęście druga linia fabularna ratuje tę produkcję przez zapomnieniem. Niestety, do sukcesu Igrzysk śmierci czy Więźnia Labiryntu jej daleko. 

Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska


blog comments powered by Disqus