"BFG: Bardzo Fajny Gigant" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Agnieszka Bukowczan-Rzeszut
Korekta: Aleksandra Wierzbińska
21 stycznia 2017

Bez Frajdy (pomimo) Gabarytów

Nie mam zamiaru sztucznie unikać nawiązań do ponadczasowych klasyków Stevena Spielberga sprzed trzech i dwóch dekad. Jestem dzieckiem lat 80., a to oznacza, że dorastałam razem z E.T., Indym i bohaterami Parku Jurajskiego. Cieszyłam oko nieziemskimi – jak na ówczesne czasy – efektami specjalnymi, bałam się i wzruszałam razem z bohaterami, upajałam się płynącą z ekranu muzyką. Nie potrafię i nie będę nawet próbować patrzeć na BFG jako dzieło osobne, zupełnie oderwane od rzeczywistości mojego Spielbergowskiego dzieciństwa. Spróbuję jednak pokusić się o uczciwą recenzję choćby po to, by pomóc młodzieży, rodzicom i antyfanom Spielberga (czy takowi w ogóle istnieją?) zdecydować, czy warto poświęcić dwie godziny na Bardzo Fajnego Giganta.

Uczciwie należy wspomnieć, że choć przy BFG Spielberg ponownie zdecydował się na współpracę ze zmarłą już niestety scenarzystką Melissą Mathison, której całe pokolenia zawdzięczają historię o chłopcu i kosmicie, to jego najnowsze dzieło, poza historią niezwykłej przyjaźni między dzieckiem i istotą fantastyczną, nie ma wiele wspólnego z kultową produkcją z 1982 roku. Takie porównania nieuchronnie prowadzą do krytyki i nie są korzystne dla BFG, a jeśli wziąć pod uwagę, że ostatnimi laty twórczość reżysera przypomina serię mniej lub bardziej udanych prób, opowieść o bardzo fajnym gigancie nie wypada przy E.T. zbyt korzystnie. Z pewnością wiele trudności nastręczył zarówno reżyserowi, jak i scenarzystce materiał źródłowy. Wydana w roku emisji E.T. powieść Roalda Dahla (polskie wydanie 1991 jako Wielkomilud, kolejne z 2003 roku BFO, czyli Bardzo Fajny Olbrzym) stanowi spore wyzwanie, a jej struktura fabularna nie jest możliwa do oddania na wielkim ekranie poprzez tradycyjną, trzyaktową formę.

Fabuła BFG przenosi nas od pierwszych scen do dickensowskiego świata pełnego wiktoriańskich, brukowanych uliczek i ponurych sierocińców. W jednym z nich mieszka Sophie (Ruby Barnill), którą pewnego dnia porywa błąkający się po ulicach Londynu gigant (Mark Rylance). Sophie postanawia zostać ze swoim nowym przyjacielem, bo właściwie nie ma do czego wracać Okazuje się jednak, że inni giganci nie są równie przyjaźni. Fabuła obfituje również w zawiłe kwestie związane ze snami, których łapaniem i „implementowaniem” w dziecięcych głowach zajmuje się BFG. Scena wizyty w krainie snów, choć wizualnie intrygująca, poprzez swoją abstrakcyjność mocno wyhamowuje akcję.

BFG daleko do dynamicznej opowieści przygodowej, na jaką liczyło zapewne wielu fanów (w większości niezaznajomionych ze specyficzną prozą Dahla). Autor położył nacisk raczej na komponent emocjonalny – i tu niestety Spielberg zawiódł. Jednym z powodów sukcesu E.T., jak również niezwykłe silnego oddziaływania tego filmu na dzieciaki, była niezwykła wieź między bohaterami. Gdy (nie)szczęśliwe zakończenie zmusiło protagonistów do poświęcenia swojej przyjaźni w imię wyższego dobra, młodzi widzowie pozostali rozdarci. BFG nie generuje nawet w połowie tak silnych emocji, bo choć główni bohaterowie dają się polubić, to brakuje między nimi głębokiej, trwałej więzi.

Jednym z atutów filmu są aktorzy. Jedenastoletnia Ruby Barnhill jest świetna w roli odważnej i sympatycznej Sophie. Laureat Oscara za Most szpiegów Mark Rylance za pomocą oszczędnych środków wyrazu nadaje tytułowemu gigantowi wrażliwość i delikatność, co stanowi duże wyzwanie w przypadku bohatera stworzonego w technologii CGI. Potencjał tej postaci zostaje jednak wykorzystany zaledwie w części – a szkoda, bo film gigantycznie na tym traci. Również złych pobratymców BFG o nietypowych, przerażających imionach, jak Mięchospust, Ludościsk, Dzieciożer czy Krwiopij, potraktowano po macoszemu. Jest to widoczne choćby w pozbawionej zupełnie atmosfery napięcia scenie ukrywania się Sophie. Brak w filmie dynamicznych scen akcji, za które kochamy Spielberga, pełno za to długich ujęć, obfitujących w dialogi i dalekich ujęć, dzięki którym widz może obserwować ruchy, mimikę czy gestykulację bohaterów. Mniej liczne zbliżenia mają uwypuklić sceny pełne emocji albo wzmocnić efekt komiczny.

Estetycznie film jest prawdziwą ucztą dzięki cudownym zdjęciom Janusza Kamińskiego i muzyce Johna Williamsa, fabularnie zaś dość ciężką przeprawą przez zawiłą, niefilmową historię. I choć Spielbergowi nie można odmówić ani kunsztu, ani doświadczenia, to zdaje się, że z wiekiem utracił magiczną lekkość spojrzenia. Udało mu się stworzyć baśniową krainę pełną cudów i dziwów, lecz bez owej magii BFG  nie porywa w taki sposób, jaki pamiętam choćby z Parku Jurajskiego. I choć wizualnie film zachwyca, to równocześnie rozczarowuje na płaszczyźnie emocjonalnej (ukłon w stronę E.T.).Być może wynika to z faktu, że siedemdziesięcioletni Spielberg dawno odchował dzieci, a wyobraźnią i marzeniami współczesnych dzieciaków zupełnie się nie interesuje. I podobnie jak dziadek, który planuje wakacje z wnukami na podstawie tego, co sam uważa za fajne, twórca nawet w ramach swojej reżyserskiej współpracy ze studiem Disneya nie potrafi już odgadywać ich oczekiwań.

Z pewnością BFG pod wieloma względami może przypaść do gustu, lecz jako całość pozostawia niedosyt. Być może ja i moje pokolenie po prostu nie potrafimy oglądać filmów Spielberga bez zawyżonych oczekiwań, z góry zakładając, że wszystko, co wyjdzie spod jego ręki, będzie kolejnym arcydziełem. Tymczasem historia o dziewczynce i gigancie jest wyłącznie przyjemną rozrywką, która nie podsyca wyobraźni w taki sposób, jak klasyki sprzed lat. Być może współczesne pięcio-, siedmio- i dziesięciolatki odbiorą ją nieco inaczej, bo w końcu jest to niebanalny i sprawnie nakręcony film o marzeniach i snach, dzieciństwie i rodzicielstwie oraz konieczności wytrwania w swoich postanowieniach nawet w obliczu niewielkiej szansy wygranej. Przede wszystkim to jednak historia niezwykłej przyjaźni, a w dzisiejszych czasach zdominowanych przez technologię trudno przecenić jej wartość.

Polskie wydanie DVD zasługuje na to, by stanąć w domowej wideotece na jednym z najlepszych miejsc. Przepiękna, bogato ilustrowana książeczka dostarcza nie tylko informacji o twórcach, lecz również przybliża samą historię, dzieje powstania filmu i kompletowania obsady, zawiera też obszerne relacje aktorów. Film można oglądać zarówno w oryginalnej, jak i polskiej wersji językowej (dubbing), dostępne są również napisy angielskie i polskie. W ramach dodatków z pozycji bardzo porządnie przygotowanego menu głównego otrzymujemy zwiastun oraz dość bogaty wybór scen. 



blog comments powered by Disqus