Splat!FilmFest: "The Evil That Men Do" - recenzja filmu

W oczekiwaniu na telefon…

Ramon Termens był jednym z honorowych gości 2. Splat!FilmFest Horror Film Festival, który odbywa się do niedzieli w Lublinie. Przy tej okazji twórca Negro Buenos Aires zaprezentował swój najnowszy film pt. The Evil that Men Do. O przemocy, gangu narkotykowym i pewnej dziewczynce - w hiszpańskim thrillerze z elementami… czarnej komedii.

Santiago mierzy nie więcej niż sto sześćdziesiąt centymetrów. Nosi czarny kapelusz i legendarne kowbojki. Mężczyzna nie boi się niczego i nie kocha nikogo. Benny jest z kolei inny – wysoki facet, były lekarz, który ukrywa się przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości, codziennie tęskniący za swoim jedynym synkiem. Łączy ich przyjaźń i oddanie w pracy – szczególnie, kiedy przychodzi towar i oczekują na telefon. Swoje zadanie wykonują skrupulatnie – przez zastraszanie, aż po tortury i śmierć ofiar. Pamiętajmy jednak, że pod płachtą niewinności zatrzymanych osób kryją się Ci, którzy narazili się temu najważniejszemu. Partnerzy stają przed nie lada wyzwaniem, kiedy rzekomy bratanek bossa przywozi kolejny worek, a w nim… dziesięcioletnią, jedyną córkę szefa konkurencyjnego gangu.

The Evil that Men Do to anglojęzyczny debiut Termensa. Oczywiście hiszpańskich klimatów i języka tutaj nie brakuje. To thriller wielowątkowy, ale na szczęście reżyser nie utrudnia widzom odbioru. Bez końca możemy wyliczać, co tam jest, a czego nie ma: od zakochanej prostytutki, przez zabawnego (na swój sposób) sprzedawcę tacos, religijne pogawędki, odwołania do Watykanu czy magazyn, będący ostatnim przystankiem przed śmiercią. 

Termens w interesujący sposób wplótł w historię dwóch morderców wątek potomstwa, a także kultu zmarłych. Historia rozgrywa się na pograniczu Meksyku i Teksasu, więc oddanie Maryi jest tu uzasadnione. Podobnie, jak bawienie się momentami z gatunkową konwencją – od dusznego, ponurego thrillera po czarną komedię. 

Mimo ograniczonych środków i lokalizacji, The Evil that… wciąga. Nie jest to może film na miarę ostatnich hiszpańskich czy francuskich produkcji o podobnej tematyce. Jednak sposób poprowadzenia historii i aktorzy (szczególnie Daniel Faraldo i Andrew Tarbet) robią bardzo dobre wrażenie.

Korekta: osti


blog comments powered by Disqus