Recenzja filmu "Niezniszczalni 3"

Recepta na filmowy sukces? Wystarczy zebrać w jednej produkcji garstkę weteranów kina akcji, napisać scenariusz, który uwypukli i podkreśli ich krwiożercze potencjały oraz zapewnić dostęp do wszelkiego rodzaju broni i pojazdów. Oczywiście nie można zapomnieć o zabawnych dialogach, specyficznej braterskiej więzi oraz dużej liczbie wybuchów, tudzież imponującej ilości latających pocisków. I mimo że fabuła nie jest specjalnie rozbudowana, liczy się efekt końcowy, czyli dobra zabawa przy satysfakcjonującym kinie akcji.

W 2010 roku na ekrany wszedł projekt Sylvestra Stallone’a. Niby nic nowatorskiego, w końcu filmów akcji w ciągu roku powstaje na pęczki, jednak dzięki obsadzie produkcja zyskała sobie sympatię widzów. Sukces wpłynął na powstanie kontynuacji, w której pojawili się kolejni, znani miłośnikom kina wybuchów, bohaterowie. Kilka dni temu na ekranach zagościła trzecia odsłona przygód Barneya Rossa i jego najemników.

To miała być kolejna niebezpieczna, ale niczym niewyróżniająca się się akcja. Znaleźć cel, przeszkodzić mu, przeżyć, odebrać zapłatę, czekać na kolejne zlecenie. Bułka z masłem. Jednak nie tym razem. Okazuje się, że Ross i jego ekipa nie mają do czynienia ze zwykłym przemytnikiem broni, tylko z jednym z nich - byłym członkiem Niezniszczalnych i starym kumplem Barneya jednocześnie. To oznacza, że przeciwnik jest nie tylko uzbrojony, ale i bystry. Podczas konfrontacji jeden z bohaterów zostaje poważnie ranny. Ross, nie chcąc by resztę jego „braci” spotkał ten sam los, zwalnia ich, a sam ma zamiar dopaść byłego przyjaciela i wymierzyć mu odpowiednią karę. Do tego będzie jednak potrzebował nowej ekipy.

Tym razem Nieustraszeni nie są już tacy nieustraszeni. Zwłaszcza Ross zmaga się z kilkoma lękami, podejmuje nietrafne decyzje i w niektórych momentach przestaje myśleć racjonalnie. Właśnie to czyni go jednak prawdziwym człowiekiem, a nie tylko maszynką do zabijania. Oglądanie zmagań głównego bohatera, gdy stara się obrać jedyną właściwą ścieżkę, wprowadza do filmu potrzebne w poprzednich częściach urozmaicenie. Widz ma do czynienia nie tylko z wybuchami, kopaniem tyłków czy spuszczaniem łomotu wrogowi, ale i z ludzkimi rozterkami. O dziwo, taki zabieg wcale nie ujmuje produkcji atrakcyjności, a w jakiś sposób ją nawet wzbogaca.

Ciekawym zabiegiem, choć na pewno nie nowatorskim, okazuje się zestawienie „starego” z „nowym”. Świeża ekipa zachowuje się zupełnie inaczej, niż ta znana wcześniej, ma inne metody postępowania, wartości oraz umiejętności. Prawda jest jednak taka, że to starzy wyjadacze nadal są numerem jeden. Poprzez kontrast wieku, odbiorca zauważa, która grupa jest tą lepiej wyszkoloną, przystosowaną do trudnych zadań, zgraną. Mimo iż „świeżaki” posiadają pewne talenty, jakoś trudno im przekonać do siebie widza. W nowej ekipie brakuje braterstwa, które czuje się u wcześniejszych Niezniszczalnych. I chociaż głównym powodem braku więzi jest zapewne fakt, że "nowi" dopiero się poznali, nie usuwa to wrażenia, że całości czegoś brakuje.

Skoro jesteśmy przy porównywaniu nowych i starych bohaterów, czas rzec kilka słów o świeżej krwi aktorskiej. O ile męska część obsady (może poza Victorem Ortizem, ale to akurat było  spowodowane małą ilością poświęconego mu czasu) potrafiła odcisnąć swój ślad w filmie, tak jedyna kobieta w załodze nie pokazuje, na co ją tak naprawdę stać - przynajmniej aktorsko, bo walczyć to ona potrafi (w końcu uprawia judo). Ten sam wyraz twarzy, sztuczność emanująca z każdego jej dialogu, nie dodają postaci wiarygodności.

Numerem jeden całego filmu okazuje się Galgo grany przez Antonio Banderasa. Można śmiało powiedzieć, że to właśnie on skradł całą produkcję – każdy moment, w którym pojawia się ten bohater, okazuje się sceną wartą zapamiętania.

Strzelaniny, walki, wybuchy – o tych elementach nie warto się zbytnio rozwodzić, bo jeżeli ktoś widział wcześniejsze części, wie, iż takich smaczków nie może zabraknąć i w najnowszej odsłonie.  Do tego trzeba dodać sporą liczbę czołgów, modnego ostatnio urozmaicenia oraz całe tłumy przeciwników - bo przecież, im więcej, tym lepiej.

Niezniszczalni 3 to porządne kino akcji. Można nawet powiedzieć, że to najlepsza część całej serii. A już za dwa lata ma pojawić się następna odsłona. Ciekawe, czym tym razem twórcy i bohaterowie zaskoczą widzów. Setką najemników?

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus