Recenzja filmu "Piąta władza"

Autor: Pityez

Piąta władza jeszcze przed premierą wywołała ożywione dyskusje. Film Billa Condona o powstaniu WikiLeaks i o Julianie Assange'u przez samego bohatera został nazwany kłamliwą propagandą. Produkcja ukazująca rozwój niezwykle kontrowersyjnej organizacji miała być dynamiczną opowieścią o człowieku oraz jego ideach, a okazała się zlepkiem wydarzeń i historii, które nie zawsze do siebie pasują.

Głównym bohaterem jest Daniel Domscheit-Berg (Daniel Brühl), niemiecki komputerowiec, którego książka była inspiracją twórców Piątej władzy. Akcja filmu rozpoczyna się w 2008 roku, kiedy Berg po raz pierwszy spotyka Assange’a (Benedict Cumberbatch). Zafascynowany jego wiarą w potęgę informacji, włącza się w rozwijanie portalu WikiLeaks, który ma umożliwiać bezpieczne upublicznianie tajnych dokumentów. Przeświadczony o szlachetnych pobudkach lidera, nie dostrzega jego megalomanii i manipulacji.

Oprócz głównego wątku Julian-Daniel-WikiLeaks, w Piątej władzy występują też trzy poboczne linie fabularne. Niektórzy twierdzą, że są one całkowicie zbędne, bo odwracają uwagę od najważniejszych decyzji i bohaterów, jednak wydają się bardzo potrzebne do zrozumienia całego filmu. Powiedzmy sobie szczerze, prawdziwy Julian Assange miał prawo oburzać się na twórców Piątej władzy, bo jest w niej przedstawiony jako osoba o co najmniej wątpliwej moralności. Dodatkowe wątki mają to podkreślać - ukazywać, jak wielkim zagrożeniem było upublicznianie tajnych danych bez redakcji. Dlatego właśnie tyle miejsca poświęcono problemom amerykańskich dyplomatów i akcji ukrycia zagrożonych współpracowników. Dylematy dziennikarzy Guardiana odzwierciedlają w dużej mierze dylematy zwykłych ludzi – na ile wszechogarniająca jawność oraz wolność słowa jest bezpieczna.

Włączenie tylu wątków do dwugodzinnej produkcji było dosyć ryzykowne. Piąta władza ukazuje przecież nie tylko największy wyciek informacji w 2010 roku, ale także rozwój idei WikiLeaks. Nadmiar wydarzeń, miejsc i komplikacji sprawia, że widz czuje się prawie jak na seansie filmu dokumentalnego. Owszem, obraz Condona prezentuje wszystkie najważniejsze wydarzenia związane z działalnością Assange’a, ale robi to tak pobieżnie, że nieuważny obserwator może się bardzo łatwo pogubić.

Piąta władza w pewnym momencie przekształca się niemal w kino podróżnicze. Bohaterowie co chwila są w innym miejscu. Widz może tylko stwierdzić: "aha, to jest Berlin, a to Reykjavik, teraz jesteśmy w Brukseli, a za chwilę w Londynie". W tle przewija się nawet Kenia. Julian nie zarabia na WikiLeaks, nie stać go na nowe komputery, ale bez przerwy jest w podróży. Jak za to płaci? Nie wiadomo.

Brakuje tu też głębszej analizy samego Assange’a, który jest przecież tak barwną postacią, że można go było przedstawić dużo ciekawiej i wnikliwiej.  Sposób, w jaki zaprezentowano niektóre aspekty jego osobowości, jest co najmniej niepokojący. Czyżby Bill Condon za swój cel postawił sobie wyłącznie zdyskredytowanie założyciela WikiLeaks? Twórcy zapowiadali Piątą władzę jako przyczynek do dyskusji, ale wydaje się, że film ma zmobilizować do odpowiedzi wyłącznie obrońców kontrowersyjnego aktywisty.

Działalność Assange’a i Berga była tak trudna do ukazania na ekranie, bo w większości składała się z siedzenia przed komputerem i klikania w klawiaturę. To czynności niespecjalnie atrakcyjne dla kina. Aby przełamać tę monotonię, twórcy zastosowali dosyć sprytny zabieg. W momentach, gdy Daniel myśli o WikiLeaks, o platformie do udostępniania plików, widzimy wielką halę z tysiącami komputerów oraz kartonami pełnymi dokumentów. Każda decyzja bohaterów odbija się na tym "wirtualnym" biurze, a takie rozwiązanie pozwala komputerowym laikom zrozumieć bardziej skomplikowane spory i podejmowane działania.

Tym, co w Piątej władzy zdecydowanie nie rozczarowuje jest poziom aktorstwa. Benedict Cumberbatch w roli Juliana Assange’a przechodzi samego siebie. Nie tylko mówi z taką samą manierą, jak twórca WikiLeaks, ale także oddaje jego temperament. Trzeba docenić to osiągnięcie, ponieważ Brytyjczyk nie miał możliwości poznania swojego bohatera na żywo. Brühl jako Daniel Berg radzi sobie równie dobrze, ukazując przywiązanie do Juliana i zmagania wewnętrzne swojego bohatera. Tłem dla tego duetu są niezawodni: Alicia Vikander, Laura Linney, David Thewlis, Anthony Mackie i Stanley Tucci.

Ostatecznie Piąta władza jest filmem na wystarczającym poziomie, by zapewnić rozrywkę bez niesmaku czy wyrzutów sumienia. Jest jednak obrazem dosyć powierzchownym, dla osób, które nie chcą poznać istoty ukazywanych problemów. Braki fabularne wynagradzają kreacje Cumberbatcha i Brühla oraz całkiem przyzwoity soundtrack.

Film możecie obejrzeć w:


blog comments powered by Disqus