Recenzja filmu "Dawca pamięci"

Moda na ekranizacje, tudzież adaptacje, książek trwa w najlepsze i nic nie wskazuje na to, że producenci znudzą się przenoszeniem powieści na ekrany kin. Czasami oddanie duszy i sensu papierowego dzieła nie nastręcza reżyserom i scenarzystom kłopotów, wystarczy spojrzeć chociażby na Igrzyska śmierci czy Niezgodną. Jednak zdarzają się nieudane ekranizacje, które zamiast zadowolić miłośników danej powieści, wywołują w nich okrzyk przerażenia. Do takich potworków należą chociażby Wróg albo Akademia Wampirów. Kilka dni temu na ekrany kin trafiła kolejna ekranizacja książki. Tym razem producenci na tapetę wzięli powieść autorstwa Lois Lowry – Dawca.

Zbliża się dzień Przydziału, momentu, kiedy każdemu wkraczającemu w dorosłość dziecku zostanie przydzielony zawód, który będzie wykonywał, dopóki władze nie uznają, że nadszedł koniec posługi. Jonas, mimo zapewnień bliskich, że rząd nigdy się nie myli, a chłopiec otrzyma zawód, jakiemu na pewno podoła, obawia się tej chwili. Jego strach okazuje się jeszcze większy, gdy podczas ceremonii Przewodnicząca Rady Starszych pomija go przy przydziale. Na końcu, kiedy wszyscy znajomi bohatera otrzymują już swoje zawody, przychodzi dopiero czas na niego. Okazuje się, że Jonas ma zostać nowym Odbiorcą, osobą, która przechowuje wspomnienia z okresu przed wielkimi zmianami, kiedy świat był pełen emocji, a ludzie prowadzili między sobą wojny. Czy bohater podoła powierzonemu mu zadaniu? A może odkryje, że idealny świat, w którym żyje, wcale nie jest taki wspaniały?

Pierwszą rzeczą, jaka chyba każdemu przychodzi do głowy po obejrzeniu filmu, jest skojarzenie z inną produkcją o podobnej tematyce – Equilibrium. Oczywiście większość jednym głosem oznajmi, że dzieło Kurta Wimmera to wielki zwycięzca w pojedynku tych dwóch wizji świata przyszłości. Dawca pamięci okazuje się bowiem za bardzo naiwny w swoim przesłaniu, nie widać tego tragizmu targającego jednostką, wszystko można porównać do bajki dla dzieci. Nie wolno jednak zapominać, że jest to film młodzieżowy. Poza tym nie można zarzucać produkcji kopiowania pomysłów z filmu Wimmera, ponieważ powieść ukazała się o wiele wcześniej niż Equilibrium, a przecież recenzowane dzieło to jej ekranizacja.

Dodatkowo, Dawca pamięci nie jawi się jako film, który ma ukazać ciemną stronę życia bez uczuć, tylko jako produkcja dla przysłowiowego pokrzepienia serc. Owszem, większość wydarzeń wydaje się mało prawdopodobna (jak choćby przedzieranie się z niemowlakiem przez śniegi, pustynie i wody), jednak emocjonalna i wizualna strona ekranizacji sprawiają, że dzieło Philipa Noyce’a nie okazuje się filmową porażką roku.

Główny bohater, Jonas, nie jest jednowymiarową kukiełką. Pragnie poznać przeszłość, znaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania i zmienić rzeczywistość. Niektórzy mogą stwierdzić, że to, co robi, niczemu nie służy, że społeczeństwo, w jakim żyje, okazuje się utopią, pięknym snem, z którego nie powinno się budzić. Tylko czy życie z obowiązku, bez uczuć naprawdę może być owym pięknym snem?

Niewątpliwym numerem jeden produkcji okazuje się postać grana przez Jeffa Bridgesa. Mentor, który uczy Jonasa, przekazując mu wspomnienia, staje się dla chłopca kimś więcej. Aktor znany z takich dzieł, jak K-PAX czy Szalone serce po raz kolejny udowadnia, że sztuka aktorska nie jest dla niego czymś nowym. 

Największym błędem, przysłowiowym strzałem w stopę, okazuje się jednak plakat filmu, a dokładniej napis głoszący, że Dawca pamięci toNajbardziej szokująca wizja przyszłości, jaką widzieliście. Otóż nie. I z tym zgodzi się chyba każdy. Na rynku filmowym znajduje się spora liczba dystopijnych produkcji, gdzie wizja przyszłości jest o wiele bardziej szokująca niż ta zaprezentowana w dziele Noyce’a. Choćby wspomniane wyżej Igrzyska śmierci.

Dawca pamięci nie jest złą produkcją. Owszem, niedopracowaną, naiwną, z mało porywającą akcją, jednak pod względem wizualnym i aktorskim serwuje widzowi niezapomniane wrażenia. Prawda jest taka, że jeżeli oczekujecie po filmie wartkiej akcji oraz dobrej zabawy, ta produkcja nie jest dla Was. Natomiast, gdy chcecie obejrzeć dzieło proste, nieskomplikowane, wtedy warto zapoznać się z tą pozycją.


blog comments powered by Disqus