Kino o dobrym smaku – recenzja wydania DVD filmu "Podróż na sto stóp"

Autor: Marta Jakubek
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
16 lutego 2015

Nie ma nic złego w pragnieniu zapewnienia sobie odrobiny filmowego lukru od czasu do czasu. Kino to przecież nic innego, jak eskapistyczne wypady w alternatywne rzeczywistości, a taka wyprawa może być zarówno trudna, jak i lekka jak piórko. Podróż na sto stóp to jedna z tych cukrowo-słodkich opowiastek w stylu Pod słońcem Toskanii, z domieszką kuszących potraw i powalających francuskich krajobrazów. Mamy do czynienia z przerostem uroku nad treścią – z tym, że potrafi rzeczywiście oczarować.

Młody Hassan dorasta w kolorowym świecie indyjskich przypraw i smaków, które odkrywa z pasją godną kucharza dzięki ukochanej matce. Gdy ogromna tragedia spotyka całą rodzinę, ojciec zabiera Hassana i pozostałe swoje dzieci do Europy w poszukiwaniu szczęścia. W pięknym francuskim miasteczku czeka ich jednak nie lada wyzwanie. Nowo otwarta indyjska restauracja musi zmierzyć się z eleganckim lokalem Madame Mallory. Rozpęta się prawdziwa kulinarna wojna…

Podróż na sto stóp istotnie sprawdza się o wiele lepiej na ekranie telewizora w przytulnym salonie i towarzystwie znajomych niż na wielkim ekranie. W takich warunkach na pewno zapewni udany wieczór. Scenariusz jest wybitnie niewymagający, powiela schemat historii młodego geniusza osiągającego sukces. Robi to jednak, roztaczając efektowny czar. Największa w tym zasługa reżysera Lasse Hallströma, autora Co gryzie Gilberta Grape’a i Czekolady, który rozsądnie, z wyczuciem i lekkością doświadczonego storytellera konstruuje nieprzesłodzoną atmosferę. Bestsellerowa powieść Richarda C. Morrisa okazała się plastycznym materiałem, który udało się z powodzeniem przetłumaczyć na język filmu, uzyskując coś na wzór literackiej elegancji. Opowieść, choć o wiele słabiej zapada w pamięć niż chociażby Czekolada, spełnia swoje zadanie: przyciąga uwagę, a potem prędko daje o sobie zapomnieć.

Scenariusz nie stawia w centrum postaci młodego Hassana, lecz zwraca uwagę na jego ojca i Madame Mallory, którzy stają się głównymi bohaterami. Kulinarne potyczki nabierają jeszcze więcej humoru za sprawą gry Oma Puri (ojciec Hassana)i niezrównanej Helen Mirren (Mallory), która ma sporo szyku i popisuje się kunsztem aktorskim (mimo jej momentami wątpliwego francuskiego akcentu). Dzięki ich postaciom odnosi się wrażenie, że filmowy Hassan uczy się przez obserwację tych dwóch silnych osobowości, tak jak grający go Manish Dayal, zupełnie solidny i poprawny w swojej roli, uczy się od starszych aktorów.

Tematyka zobowiązuje, a zatem kuszącym potrawom musi towarzyszyć równie apetyczna sceneria. Skąpane w letnim słońcu krajobrazy francuskiej prowincji są zabójczo czarowne, a na ich tle urok małego historycznego miasteczka zostają wręcz pomnożone. Pod tym względem każdy z widzów nasyci oczy do bólu.

Wydanie DVD w niczym nie wykracza poza standard. Menu jest jasne, pełne kolorów. Dodatki nie mają wiele do zaoferowania. Znajdziemy tam jedynie filmowe zapowiedzi; wybór napisów także nie grzeszy mnogością języków - jest tylko polski. Taka skromność w przygotowaniu płyt to smutna tendencja wśród polskich wydawców DVD.

Zima za oknem, nastroje bywają posępne. Warto zatem sięgnąć po Podróż na sto stóp, by uprzyjemnić sobie czas. Film nie poraża ambicją ani potencjałem, ale wystarczy w zupełności, by poprawić nastrój i wywołać na twarzy uśmiech.



blog comments powered by Disqus