Recenzja filmu "Igrzyska śmierci. Kosogłos część 1"

Wybiła godzina zero. Nadszedł dzień wyczekiwany przez miłośników ekranizacji powieści dystopijnych – do kin weszła trzecia część przygód Katniss Everdeen i mężczyzn jej życia. Nie obyło się jednak bez pewnych zgrzytów związanych z pomysłem rozbicia produkcji na dwie części, co ostatnio staje się coraz modniejszym zabiegiem. W końcu dzięki temu kieszeń może się jeszcze bardziej napełnić. Niestety, takie potraktowanie sprawy wywołuje efekty uboczne, które również znajdziemy w Kosogłosie. Chodzi o powiew nudy, a może nawet wiaterek. Zacznijmy jednak od początku.

Katniss została uratowana z areny i trafiła do 13 Dystryktu. Tam dowiedziała się, że jej dom został zniszczony, a ci, którzy przeżyli, dołączyli do mieszkańców Trzynastki. Bohaterka nie może się pogodzić z tym, że Peeta wpadł w ręce prezydenta Snowa. Plutchar ma wobec dziewczyny pewien plan, chce by ta została twarzą rebelii. Dzięki temu nie tylko przekona pozostałe dystrykty do walki o lepsze jutro i pokonanie tyranii, ale również odzyska Mellarka. Czy jednak wszystko pójdzie po jego myśli?

Co łączy ze sobą Zmierzch: Przed świtem, Harry’ego Pottera i Insygnia Śmierci oraz Kosogłosa? Wszystkie te filmy to ekranizacje książek. Dodatkowo każdy z nich został rozbity na dwie części, co znacząco wpłynęło na ich odbiór. Okazuje się bowiem, że o ile drugie filmy (przynajmniej jeżeli mowa o Harrym Potterze i Zmierzchu, gdyż o Kosogłosie będzie można to powiedzieć dopiero za rok) spełniły pokładane w nich nadzieje, to pierwsze są typowymi zapychaczami czasu i napychaczami kieszeni producentów. Nie inaczej sprawa przedstawia się z dziełem Francisa Lawrence’a. Pierwsza część rozczarowuje, nie wywołuje większych emocji, istnieje po to, by… być.

Oczywiście pojawia się kilka ciekawych momentów, jak choćby scena, kiedy Katniss wykonuje piosenkę The Hanging Tree oraz finał produkcji. Reszta to takie granie na czas, w końcu coś trzeba przedstawić w tym filmie. Należy rozciągnąć do niemożliwości wydarzenia z książki. Problem polega na tym, że o ile w pierwowzorze nostalgiczne momenty, zaadaptowanie się do życia w trzynastce i tworzenie propagandy to ciekawe tematy, które ubarwiają powieść i kierują czytelnika do momentu kulminacyjnego całej trylogii, o tyle w ekranizacji to wszystko traci swój urok. Za bardzo rozwleka się to wszystko w czasie i próbuje podnieść wagę sytuacji.

Niestety, w pewnym momencie zaczyna wiać nudą. Co gorsza, główna bohaterka przestaje być wiarygodna. Jennifer Lawrence nie potrafi oddać bólu i dramatu Katniss. Sceny, gdzie powinna przekonać widzów do tego, że cierpi, ocierają się o kicz. Trudno tutaj mówić o umiejętnościach aktorskich gwiazdy serii. Zresztą, podobny problem pojawia się w przypadku Liama Hemswortha. Jest drętwy, nijaki i mało przekonujący. O ile we wcześniejszych częściach nie uderzało to tak bardzo, w końcu Gale’a nie uraczyło się zbyt wiele, o tyle w Kosogłosie ta postać dostaje swoje dziesięć minut. Hemsworth koncertowo rujnuje większość scen ze swoim udziałem. Twórcom dzięki za to, że postanowili poszerzyć rolę Elizabeth Banks. Woody Harrelson oraz Josh Hutcherson również wnieśli sporo do Igrzysk. Wprawdzie nie pojawiali się za często, jednak mimo krótkiego pobytu na ekranie, kupili odbiorców.

Efekty specjalne oraz ścieżka dźwiękowa nie zawodzą. Wygląd 13 Dystryktu oraz pokazanie zgliszczy po 12-tym zapadają w pamięci. Spece od efektów i scenografowie wykonali kawał dobrej roboty, ożywiając świat znany z książek Collins. Do tego dochodzi bardzo klimatyczna i stonowana ścieżka dźwiękowa, ze wspomnianym wyżej The Hanging Tree na czele.

Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 1 to jedno z największych rozczarowań tego roku. Obiecywano gruszki na wierzbie, niestety ta część okazała się najgorsza ze wszystkich. Za dużo dramatu, za mało akcji. Do tego dochodzi kiepska gra aktorska Liama Hemswortha i Jennifer Lawrence oraz zbyt szczegółowe wgłębianie się w fabułę. Prawdopodobnie kolejna odsłona będzie czymś lepszym, dostarczy więcej emocji. Przynajmniej mam taką nadzieję.


 


blog comments powered by Disqus