Na deser starość – recenzja filmu "Praktykant"

Autor: Korni

Nancy Meyers, reżyserka i scenarzystka, znana jest z wielu komediowych hitów. I tak jak Holiday lub Lepiej późno niż później to doskonałe przykłady lekkiej i przyjemnej produkcji, to jej ostatniego filmu To skomplikowane nie uratowała nawet Meryl Streep. Jak pomiędzy tymi skrajnościami odnajduje się najnowszy obraz mistrzyni komedii romantycznych?

Zapoznając się z obsadą filmu można uznać, że Praktykant to komediowy pewniak. Prócz znanej z kasowych hitów reżyserki dostajemy w pakiecie dwójkę znakomitych aktorów - Roberta De Niro i Anne Hathaway - w głównych rolach. Historia, którą opowiada nam Meyers jest interesująca, aktualna i wprowadza lekki powiew świeżości do gatunku. Już w pierwszych sekundach filmu poznajemy starszego, ale pełnego wigoru i chęci do działania Bena (Robert De Niro).                

Mając dość ciepłych kapci i ogarniającej stagnacji, bez wahania zgłasza się do programu aktywizacji seniorów. W ten sposób trafia pod strzechę dynamicznie rozwijającej się firmy sprzedażowej związanej z modą. Start-upowi przewodzi ambitna Jules (Anne Hathaway) – nieuchwytna dla przeciętnego pracownika, pochłonięta obowiązkami. Firma jest na fali, a Jules czuje jakby ziszczał się jej amerykański sen. Jednak, jak domyślają się przewidujący widzowie, nie wszystko jest takie różowe – zarówno w firmie, jak i w życiu osobistym z pozoru perfekcyjnej dyrektor. Lekiem na całe zło okazuje się Ben. Jego życiowe doświadczenie, doskonała umiejętność obserwacji oraz empatia pozwalają mu odnaleźć się w nowym świecie, a z czasem dotrzeć do serca początkowo zdystansowanej pani prezes. Los praktykanta nie jest łatwy, i tak też jest na początku w przypadku Bena. Jednak jego chęć niesienia pomocy oraz ambicja zwracają mu się w postaci powszechnego uznania i sympatii pracowników.

                                                            

Fabuła filmu rozgrywa się na dwóch płaszczyznach: jedną są zakątki firmowego open space’u, drugą – kuchnia w domu Jules. Ben wchodzi z butami w jej życie, a razem z nim i widz. Poznajemy drugą stronę medalu – to co trzeba poświęcić dla kariery i to co rodzina Jules musiała jej podporządkować. Dzisiejsze prawidła są dla Bena dużym zaskoczeniem, ale jest w stanie je zaakceptować i nie osądzać ich (gdzie, jak nie w filmie, spotkamy takiego emeryta?). Dzięki temu lepiej możemy obserwować życie Jules bez zbędnej, filtrującej wszystko kalki.

Film Praktykant równie dobrze mógłby nosić tytuł Szefowa. Ze smutkiem trzeba przyznać, że Robert De Niro został zepchnięty na drugi plan. Ułożony i sympatyczny emeryt to zdecydowanie za mało jak na tak wybitnego aktora. Zastanawiająca jest coraz częstsza sytuacja, w której gwiazdy tak wielkiego formatu dobierają nieadekwatne do skali swojego talentu role. Miejmy nadzieję, że w 2016 roku, w jednej z pięciu produkcji, w których Robert de Niro występuje, będziemy mieć szansę nacieszyć się jego aktorstwem.                                                                                                       

Postać Bena jest tak nieskazitelnie idealna, że aż odrealniona: zawsze mówi to co trzeba, pojawia się w odpowiednim miejscu i czasie, do tego żwawo biega za Jules czekając na jej rozkazy. Jest skarbnicą porad dla młodszych kolegów i apetycznym kąskiem dla atrakcyjnej, firmowej masażystki. Anne Hathaway w roli przedsiębiorczej kobiety sprawdza się przyzwoicie. Wyrosła już z roli asystentki u Prady, teraz jest kobietą biznesu pełną gębą. Jej zaangażowanie w pracę odbija się rykoszetem na stosunkach rodzinnych. Aby to odkryć musimy poczekać, aż Ben zbliży się do Jules na tyle, by dojrzeć rysy na tym pozornie doskonałym obrazku. Bez zaskoczenia:  największym wsparciem i mentorem dla Jules staje się doświadczony Ben. Zresztą jego praktyka życiowa okazuje się przydatna nie tylko w kwestiach dylematów moralnych. W tym całym życiowym galimatiasie Jules wydaje sie dość pogubiona, Anne Hathaway również. Raz dostajemy rozklejającą się kobietkę, za chwilę silną bizneswoman z feministycznym zacięciem. Zabrakło spójności między tymi dwoma odmiennymi zgoła stronami charakteru bohaterki. Czasem odnosimy wrażenie, że oglądamy postaci z dwóch, całkiem różnych produkcji.

Trzeba jednak przyznać, że de Niro i Hathaway to dobrany, filmowy duet. Ich wspólne sceny ogląda się przyjemnie. Jeśli można się do czegoś przyczepić w warstwie aktorskiej, to do obsadzonego w roli męża Jules Andersa Holma, który okazał się totalną klapą. W kulminacyjnym momencie po prostu nie daje sobie rady, być może towarzystwo znanych i cenionych kolegów na planie go przerosło.

Oglądając Praktykanta bez wątpienia można stwierdzić, że Meyers nie chciała przypisywać temu filmowi żadnych ideologicznych przesłań: ani o aktywizacji zawodowej kobiet, ani o konfrontacji pokoleń. W niektórych scenach możemy podążyć za kiwającą przecząco głową Bena i spojrzeć na sytuację z jego smutkiem, lecz bez jakiegokolwiek sądu. Garnitur został skonfrontowany z powyciąganym, hipsterskim swetrem jedynie na zasadzie zabawnego kontrastu, aniżeli próby oceniania co jest, czy co było lepsze. Nawet przemowa Jules na temat wzniosłości męskiej elegancji, nad wspomnianymi już swetrami, traci na swoim przesłaniu, gdy przypomnimy sobie, że właśnie do takiego, nieogolonego mężczyzny szefowa wraca do domu.

Od strony wizualnej Praktykant nie odbiega od innych filmów autorstwa reżyserki: dominują pastelowe barwy, mamy nowoczesne pomieszczenia poindiustralnego budynku firmy, jak i ciepłe wnętrze domu Bena. Drobne elementy stworzyły przyjazną przestrzeń, dopełniającą charaktery głównych bohaterów.

Nancy Mayers połączyła ciekawe wątki i stworzyła nieszablonową historię, przy okazji przemycając parę trudnych, życiowych dylematów. Niekiedy fabuła przybiera melodramatyczny odcień, ale do tego Meyers już nas przyzwyczaiła. Przyjemna i lekka komedia, tak bez wahania można opisać Praktykanta. Trochę się uśmiechniemy czasami sami z siebie. Jeśli mielibyśmy wskazać miejsce nowego obrazu w filmografii Meyers, to plasuje się on gdzieś po środku, ale nadal jest to ranga o wiele wyższa niż ta, którą możemy nadać większości współczesnych komedii.

Korekta: Damian "Nox" Lesicki


blog comments powered by Disqus