"Światło między oceanami" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Bartosz Stuła
Korekta: Marek Kamiński
4 maja 2017

Jedna zła decyzja może zmienić wszystko

Derek Cianfrance to reżyser, którego filmy trzymają dość dobry poziom,  choć nie jest zbyt popularny w mediach zajmujących się tematyką Hollywood. Niemniej jednak już za swój debiut Brother Tied (nakręcony w wieku zaledwie 23 lat) został nagrodzony na Mannheim-Heidelberg International Filmfestival. Obraz ten ciepło przyjęto także na innych festiwalach, w tym na Sundance Film Festiwal. Jego ostatnia produkcja, czyli Światło między oceanami, została nominowana do Złotego Lwa na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji. Czy rzeczywiście film zasłużył na tę nominację?

Produkcja bazuje na fabule bestselleru M. L. Stedman. Książkę tę przetłumaczono na ponad 30 języków, a sam projekt filmu na jej podstawie pojawił się w planach wytwórni DreamWorks w niecały rok po ukazaniu siępowieści. Bohater I wojny światowej, Tom Sherbourne w tej roli Michael Fassbender, potrzebuje spokoju po przeżytej traumie wywołanej wojną. Decyduje się więc objąć posadę latarnika na bezludnej wyspie Janus Rock u wybrzeży Australii. Wkrótce jednak poznaje uroczą, pełną życia Isabel (niezastąpiona Alicia Vikander), żeni się z nią i zabiera na swoją wyspę. Z czasem małżonkowie zaczynają myśleć o rodzinie. Isabel nie może jednak donosić ciąży i traci dwoje dzieci, jedno po drugim, co wpędza ją w depresję. Wydaje się jednak, że los w końcu się do nich uśmiecha, kiedy odnajdują na morzu łódkę, a w niej niemowlaka i martwego mężczyznę. Za namowążony Tom zataja ten fakt przed swoimi zwierzchnikami, łamiąc prawo. Grzebie on ciało mężczyzny w ziemi oraz zgadza się, by jego ukochana zatrzymała dzidziusia. Oboje mówią wszystkim, że to ich własne potomstwo. Ta decyzja okazuje się fatalna w skutkach, zwłaszcza kiedy wszystko wskazuje na to, że matka dziewczynki znalezionej na morzu, grana przez Rachel Weisz, mieszka niedaleko i poszukuje swojej pociechy…

Plakat umieszczony na okładce wydania DVD jest esencją emocji tego filmu. Ukazuje przytulonych do siebie Isabel i Toma. Kreacja tego związku w dziele Cianfrance’a jest przedstawiona niezwykle realistycznie, do czego mógł przyczynić się fakt, że Vikander i Fassbender wkrótce po rozpoczęciu zdjęć zakochali sięw sobie i zostali parą w prawdziwym życiu (obecnie już nią nie są). Przechodząc do oceny aktorstwa, z jednej strony stwierdzam, że rozczarowałem się Fassbender, który gra sztywno, mało przekonująco, jak kawałek drewna. Owszem, są chwile, kiedy można zobaczyć na jego twarzy zatroskanie i strach o najbliższych, ale czy to nie za mało? Z drugiej strony zastanawiam się, czy taka kreacja gwiazdora nie jest zamierzona. Może chciał wyrazić w ten sposób izolację psychiczną Toma, którą spowodowała trauma z przeszłości? Jeśli tak, to nie jest to dostatecznie podkreślone w filmie. Natomiast bohaterka Vikander jest niczym wisienka na torcie. Aktorka żyje swoją rolą. Każdy jej stan psychiczny jest oddany niezwykle wiarygodnie. Postać Isabel ze względu na swój dramatyczny wybór staje siękimś, komu jednocześnie się współczuje i w duchu gani za tak niemoralne postępowanie. Aktorce pomaga też otoczenie. Gwałtowna burza potęguje dramatyzm związany z faktem poronienia. Rachel Weisz, tak jak Vikander, staje na wysokości zadania –o dgrywając zatroskaną, ale zaborczą matkę. Jej dojrzewanie do „kochania swojego własnego dziecka i dbania o jego dobro”jest czymś niezwykle interesującym. Mimika Weisz, wyrażająca różne stany emocjonalne jej postaci, od euforii do zazdrości – jest tak wymowna, że nawet osoby z minimalnym poziomem empatii są w stanie zrozumieć punkt widzenia kobiety, która straciła i po kilku latach odzyskała córkę.

Warte uwagi sąteżplenery Australii i Nowej Zelandii, które stanowią tło fabuły. Piękne, dziewicze tereny, pozbawione wszechobecnego zwykle zgiełku, nawiązujądo atmosfery terytoriów australijskich z początku XX wieku. Sama wyspa latarnika, jako element scenografii – także przez swój rozmiar i pewną surowość terenu, podkreśla dramat przeżywany przez małżonków. Uznanie należy się kostiumolog Erin Benach, która pieczołowicie oddała najdrobniejsze detale ówczesnych kostiumów. Immersja przeszłości jest na tyle głęboka, że stanowi dodatkowy i zarazem bardzo mocny atut filmu. Natomiast odpowiedzialny za ścieżkę instrumentalną maestro Alexandre Desplat nie ukazałtym razem pełni palety swoich umiejętności. Owszem, kiedy są przedstawiane trudne chwile w życiu bohaterów, słyszymy tony niepokoju, strachu, przytłoczenia. Jednak momenty radośniejsze są pozbawione jakichś wybitnych, cieszących ucho dźwięków.

Wydanie DVD zaproponowane przez polskiego dystrybutora jest wystarczające jak na nasz rodzimy rynek. Choć nie mamy tutaj dodatków specjalnych, to dostajemy z filmem kilkustronicową książkę ujawniającą kulisy produkcji. Znajdziemy w niej m.in. opis pracy reżysera i głównego scenarzysty, Dereka Cianfrance’a, a także krótkie informacje na temat głównych bohaterów i sposobu adaptacji powieści. O ile oryginalna ścieżka dialogowa oraz lektor w języku polskim wystarczą, to obecność tylko polskich napisów przeszkadza. Niektórzy kinomani chętnie obok oryginalnej ścieżki językowej widzieliby też napisy angielskie, których niestety nie ma.

Światło między oceanami to dobra produkcja z rewelacyjną żeńską częścią obsady. Jak na melodramat ekranizację tę ogląda się naprawdę przyjemnie. Fabuła sięnie dłuży (mimo dwóch godzin projekcji), a swoiste zakręty moralne bohaterów potrafią zaangażować widza, który z zainteresowaniem i pewną niecierpliwością oczekuje na ich konsekwencje. Puentą jest fakt, że nawet dobrym ludziom zdarzają się złe chwile. Jednak nie należy ich ganić, tylko starać się zrozumieć i pomóc. Uważam, że odbiorca szukający we współczesnym kinie naprawdę dobrego melodramatu z nutą happy endu nie będzie zawiedziony. Na koniec warto dodać, że reżyser starał się być bardzo wierny powieści, co wywołuje u mnie chęć sięgnięcia po nią, by móc się o tym przekonać osobiście.



blog comments powered by Disqus