Przedziwnie - recenzja filmu "Lobster"

Ta premiera przeszła niemal bez echa. Do pewnego stopnia trudno się dziwić – Lobster to film przedziwny. Alegoryczny, do odbioru raczej jako przypowieść niż zwyczajna fabuła, momentami wywołujący śmiech, podszyty jednak zadumą. Chwilami tak absurdalny, że trudno objąć to rozumem.

Oto świat, w którym żyje David – świat par. Każdy dorosły musi mieć partnera. Jeśli nie ma – rozwiedzie się, rozstanie, owdowieje – trafia do specjalnej placówki-hotelu, na pierwszy rzut oka przypominającej luksusowy pensjonat. Zawieszony pomiędzy więziennym rygorem a luksusem ma 45 dni, aby znaleźć partnera i zakochać się, inaczej zostanie… zamieniony w zwierzę. Jak brat Davida, który towarzyszy mu teraz jako pies.

W wykreowanym przez Lanthimosa świecie pełno jest groteski. Pensjonariusze tego luksusowego hotelu traktowani są nieco jak więźniowie – zabiera się im przedmioty osobiste, muszą stać za specjalną linią, władzę absolutną ma nad nimi dyrektor ośrodka; jednocześnie pełno tu motywów rodem z Monty Pythona: za masturbację wkłada im się dłoń do tostera, o wartości życia w parze przekonać mają odgrywane sztywno scenki edukacyjne, co rano pokojówka rutynowo doprowadza mężczyzn do erekcji. Do tego dochodzą polowania na Samotników – uciekinierów ze społeczności miasta, kryjących się w lasach, prowadzących samotne życie.

Aktorzy też doskonale wczuli się w ten klimat. Colin Farrell jako David oprowadza nas po świecie, w którym w idealnie nowoczesnych, białych miastach policja sprawdza czy masz przy sobie zaświadczenie o ślubie, a na chodnikach widać tylko pary, dobrane zwykle na zasadzie cechy wspólnej (oboje lubią Szekspira na przykład). Na uwagę zasługują Lea Seydoux – jako przywódczyni Samotników – oraz Rachel Weisz, grająca krótkowzroczną (dosłownie) wybrankę Davida. Idealnie odegrali to, co im napisano – recytując swoje kwestie często bez większego uczucia, sztywno, jak manekiny, poruszając się sztucznie i czasami bez sensu. Taki był zamysł reżysera – a oni świetnie się w to wpasowali. Ich towarzysze z planu z resztą także.

Trudno opisać, jaki jest Lobster. Groteska i absurd leją się z ekranu litrami, jednak nie nazwałabym tego filmu komedią. To raczej pasmo cudacznych halucynacji z doskonale dobraną muzyką, scenki rodzajowe z alternatywnego świata, w którym kontrola społeczeństwa posunęła się za daleko i w którym nie można znaleźć ani indywidualności, ani nawet zdrowego rozsądku.

To nie jest film dla każdego. Ani lekki, ani łatwy, momentami może przynudzić tych, którzy przyzwyczajeni są do hollywoodzkich produkcji. Mam wręcz podejrzenia, że gdyby nie sukces w Cannes i Colin Farrell w roli głównej, to trafiłby wyłącznie do kin studyjnych. Jednak zdecydowanie warto się z nim zaznajomić. Jeśli macie ochotę na prawdziwe "coś innego", ambitniejszą produkcję zmuszającą do myślenia, pełną metafor, to tu traficie w dziesiątkę. 

Korekta: Damian "Nox" Lesicki



blog comments powered by Disqus