Kryptonim O.K. - recenzja wydania DVD

Autor: Damian "Nox" Lesicki
Korekta: Dagmara Trembicka-Brzozowska
7 stycznia 2016

Kryptonim UNCLE DVD recenzjaGuyowi Ritchiemu wyszła komedia szpiegowska na pół gwizdka, która – choć nie wykorzystuje swojego potencjału – nadal stanowi przyjemną rozrywkę.

Miniony rok okazał się niezwykle szczodry dla miłośników historii szpiegowskich. W kinie pojawiły się filmy zarówno z wyraźnym przymrużeniem oka, nastawione na widowiskową akcję, jak i całkiem poważne. Reżyser Porachunków również postanowił podjąć w swoim najnowszym filmie temat tajnych agentów, a nie był przy tym chyba do końca zdecydowany, w jakie tony chce uderzyć. 

Kryptonim U.N.C.L.E. to adaptacja amerykańskiego serialu z lat 60. Film Ritchiego jest quasi-prequelem przygód telewizyjnych szpiegów. W pierwszych scenach poznajemy pracującego dla CIA Napoleona Solo oraz wysłannika KGB Ilyę Kuryakina jeszcze jako przeciwników. Dopiero po zakończeniu misji w NRD agenci znajdą się po tej samej stronie barykady, by stawić czoła większemu zagrożeniu. W nowym zadaniu towarzyszyć im ma dopiero co przetransportowana do Berlina Zachodniego Gaby Teller. Ich pierwsza wspólna przygoda stanowi tak naprawdę dopiero otwierający rozdział w historii specjalnej jednostki pod kryptonimem U.N.C.L.E., pozostawiając wolną drogę dla potencjalnych kontynuacji.

Kryptonim UNCLE DVD recenzja

Chociaż oryginalny serial był typową sensacyjną historią szpiegowską w stylu  Rewolweru i melonika czy przygód Jamesa Bonda (postać Napoleona Solo została wszak stworzona przez samego Iana Fleminga), Guy Ritchie postanowił przetworzyć ją w charakterystycznym dla siebie stylu. Kto widział przynajmniej dwa filmy tego reżysera, ten wie czego może się spodziewać: humoru, akcji i szalonego montażu. I chociaż wszystkie te elementy są obecne w Kryptonimie U.N.C.L.E., to, oglądając film, można czuć pewien niedosyt.

Pomysł wyjściowy krył w sobie spory potencjał. Trawestacja kina szpiegowskiego, mieszająca w sobie hołd dla klasyki gatunku i jej pastisz – kto mógłby zrealizować taką wizję lepiej od autora przebojowego Sherlocka Holmesa? Opowieść w klimacie retro o wojnie wywiadów z domieszką charakterystycznego dla reżysera humoru – to mógł być hit. Obraz Guya Ritchiego nie miał jednak w 2015 roku łatwego zadania. Trzeba przyznać, że choć Napoleon, Ilia i Gaby walczą dzielnie,  w starciu z innymi filmowymi szpiegami przegrywają.

Przede wszystkim brakuje w amerykańsko-brytyjskiej produkcji autentycznych postaci, którym można by było kibicować. James Bond, Ethan Hunt, Harry Hart, Susan Cooper, a nawet kryształowy James B. Donovan to bohaterowie, których poczynania śledzi się z zainteresowaniem. Grający ich aktorzy potrafią w niewymuszony zaskarbić sobie sympatię odbiorcy i skłonić go do kibicowania odtwarzanym postaciom. Trio z U.N.C.L.E. stara się jak może, jednak w najlepszym przypadku jest w porządku – niczym widza nie ujmuje. Scenariusz nie daje aktorom zbyt dużego pola do popisu, a to, które otrzymali, nie zostaje odpowiednio wykorzystane. W efekcie pomiędzy protagonistami wyraźnie brakuje chemii.

Można też odnieść wrażenie, że Ritchie nie do końca był przekonany, jaki rodzaj filmu chce nakręcić. Stworzona przez niego stylizowana na retro komedia akcji chciałaby być wszystkim po trochu, w efekcie nie będąc niczym szczególnym – tegoroczna konkurencja w żadnej kategorii wypada lepiej. Na polu przerysowanych przygód tajnych agentów, Kingsman: Tajne służby zlikwidował konkurencję już na początku roku. Jeśli ktoś szuka obrazu zimnej wojny i podzielonego Berlina, może bez wahania udać się na Most Szpiegów. W kategorii szpiegowskich komedii  Agentka jest potencjalnie najlepszym obrazem dekady. Z kolei pod względem widowiskowych strzelanin i pojedynków, zapierających dech w piersiach popisów kaskaderskich i wyczynowych pościgów, skromna produkcja Ritchiego nie ma nawet szans w starciu z takimi tytułami jak Mission Impossible: Rogue Nation czy Spectre. Ostatecznie więc film twórcy Przekrętu nie prezentuje niczego odkrywczego pod jakimkolwiek względem. Nie można odmówić reżyserowi sprawności opowiadania historii, jednak jego najnowsze dzieło nie jest w stanie niczym pozytywnie zaskoczyć, ani czymkolwiek zapaść w pamięć. Tym razem Guy Ritchie stworzył w typowym dla siebie stylu film miły dla oka, przyjemny, a przy tym całkowicie średni.

Kryptonim UNCLE DVD recenzja

Polski dystrybutor, zapewne nieświadomie, dość dobrze wyczuł jakość produkcji i opatrzył ją stosownym wydaniem – poprawnym, lecz sztampowym. Po uruchomieniu płyty i zaznajomieniu się z kilkoma anglojęzycznymi komunikatami antypirackimi, widz jest witany przez znane z innych płyt Galapagos Films standardowe menu (oczywiście w języku angielskim) i grafikę promocyjną filmu. Przygody szpiegów możemy śledzić z polskim lektorem lub napisami. Ta druga wersja bywa problematyczna w przypadku, gdy postaci mówią po niemiecku, rosyjsku czy włosku, gdyż u dołu ekranu pojawiają się wtedy napisy anglojęzyczne, a polskie, siłą rzeczy, lądują na górze. Budujący za to jest fakt, że normą staje się powoli tłumaczenie dodatków. Krótki materiał zza kulis, będący jedynym bonusem na płycie, także jest wyposażony w napisy (ale już nie w lektora). Szkoda, że miłośnicy tego typu materiałów coraz częściej odsyłani są do wydań Blu-ray, podczas gdy edycje DVD niemal zupełnie pozbawia się ciekawej zawartości dodatkowej.

Kryptonim U.N.C.L.E. to chyba najbardziej przeciętna pozycja w dotychczasowym dorobku  Ritchiego. Reżyser przekuł historię o sporym potencjale w produkcję, która jest po prostu O.K. Polski wydawca dokończył dzieła, nie oferując nabywcom DVD niemal żadnych materiałów bonusowych, które mogłyby poprawić wrażenia po seansie. Ostatecznie Kryptonim… to wyłącznie przyjemny wypełniacz wolnego czasu i sympatyczna komedia akcji, jednak nic ponad to.



blog comments powered by Disqus