Recenzja "Więźnia labiryntu"

Autorzy młodzieżowych powieści dystopijnych serwują swoim czytelnikom najrozmaitsze wizje przyszłości. W jednej z nich dzieci muszą brać udział w dorocznych Głodowych Igrzyskach, w innej wyznają zasadę Frakcja ponad krwią, niezgodność ponad regułami, w kolejnej większość z nich czeka śmierć, a ci, którzy przeżyją, zostają zesłani do specjalnego obozu. Można śmiało stwierdzić, że pisarze prześcigają się w pomysłach na ukazanie najczarniejszego i najbardziej deprymującego obrazu przyszłości. Hollywood bardzo szybko podchwyciło modę na przygnębiające wizje rzeczywistości i zaczęło ekranizować powieści dystopijne, przykładem adaptacji książki na potrzeby filmu jest Więzień Labiryntu.

Wyobraź sobie, że wszelkie Twoje wspomnienia zostają wymazane. Nie pamiętasz nic ze swojej przeszłości, jedynie po jakimś czasie przypominasz sobie własne imię. Do tego znajdujesz się w przedziwnym miejscu, obszarze znajdującym się wewnątrz gigantycznego Labiryntu. Za towarzyszy niedoli masz bandę chłopców w podobnym do Ciebie wieku. Twoim zadaniem jest się dostosować i żyć zgodnie z zasadami panującymi w tym małym społeczeństwie. Oczywiście Ty wolisz dowiedzieć się, co takiego kryje w sobie tajemniczy Labirynt oraz znaleźć wyjście z gigantycznej pułapki. To jednak wiąże się z jednym, potrzebą wejścia do niebezpiecznych korytarzy

Jedno jest pewne – Więzień Labiryntu to jedna z lepszych adaptacji książek, jakie zawitały w tym roku na ekrany kin. Nie chodzi tutaj o dosłowne oddanie każdego wydarzenia znanego z powieści, ponieważ to zadanie pozostawimy ekranizacji, tylko o odzwierciedlenie klimatu i duszy papierowej wersji. A tego nie można odmówić filmowemu dziełu Wesa Balla. Z pewnością znajdą się osoby, które zarzucą ekranowej produkcji odejście od pierwowzoru, w końcu kilka elementów zostało zmienionych, jednak żadna z wprowadzonych innowacji nie zaburza wizji przedstawionej w powieści Jamesa Dashnera. Na pewno nie znajdziecie w adaptacji Więźnia Labiryntu pomyłek, jakie pojawiły się w ekranizacji Dawcy.

Najmocniejszą stroną produkcji jest obsada. Grupa młodych i trzeba to pokreślić, utalentowanych aktorów młodego pokolenia sprawiła, że bohaterowie zyskali koloryt. Każda postać posiada inny charakter, dysponuje odmienną umiejętnością. Wprawdzie pojawia się jeden protagonista, którego losy widz jest w stanie z góry przewidzieć, jednak nie zmienia to faktu, że pod względem kreacji film zasługuje na pochwałę. Znany miłośnikom serialu Teen Wolf Dylan O’Brien bardzo dobrze sprawdza się w roli Thomasa. Tą kreacją pokazał swoje inne oblicze, łatka Stilesa (bohatera wspomnianej produkcji telewizyjnej) została odklejona.  Natomiast Will Poulter idealnie pasuje na Gally’ego, postać niejednoznaczną, skomplikowaną i budzącą pewien rodzaj niepokoju.

A sam Labirynt? Piękny i przerażający. Stwierdzenie, że to miejsce budzi większą grozę niż arena na Głodowych Igrzyskach (z obu części) nie wydaje się niczym przesadzonym. Ekipie od efektów specjalnych i grupie, która zaprojektowała wizję Labiryntu należy podziękować za przygotowanie tak monumentalnej i zapierającej dech w piersiach scenografii.

Więzień Labiryntu okazał się dobrym filmem, abstrahując od tematu adaptacji. Trzyma w napięciu, zapewnia przyzwoitą rozrywkę i wprowadza widza w świat brutalnych eksperymentów na młodych ludziach. Ta wizja wcale nie jest „lżejsza” od tej serwowanej w Igrzyskach śmierci. W świecie Katniss większość bohaterów, która nie spotkała się z praniem mózgu w wersji Kapitolu, posiada przynajmniej wspomnienia, będące ich światełkiem w tunelu. W filmie Balla postaciom odebrano nawet to.

Czy warto wybrać się na tę produkcję? Jak najbardziej, zwłaszcza, jeśli lubicie powieści dystopijne. Więzień Labiryntu to zdecydowanie bardzo dobra adaptacja książki oraz interesujący film. Nic dziwnego, że twórcy zdecydowali się na kontynuowanie przygody. Takie produkcje potrafią przenieść widza do innego świata i zszokować przedstawioną w nim wizją. 

 


blog comments powered by Disqus