"Nice Guys. Równi goście" - recenzja wydania DVD

Autor: Damian "Nox" Lesicki
8 grudnia 2016

Ulubiony hamburger w nowej odsłonie

Nice Guys. Równi goście DVD recenzjaNice Guys. Równi goście  to idealny przykład dobrego filmu gatunkowego, którego twórcy – mimo wykorzystywania oklepanych schematów – nie poruszają się wyłącznie po utartych szlakach, ale dorzucają również parę nowych pomysłów.

Reżyser i scenarzysta obrazu Shane Black tak wyważył proporcje pomiędzy innowacyjnymi rozwiązaniami fabularnymi a stylistycznymi kliszami, by nie wywracać konwencji do góry nogami, ale jednocześnie nie znudzić widzów. Widać, że wiedział co robi – ma już na koncie między innymi scenariusz kultowej Zabójczej broni - więc w gatunku kumplowskiego filmu detektywistycznego czuje się jak ryba w wodzie.

Zresztą oglądając Równych gości nie można nie porównywać  najnowszej produkcji Joela Silvera do wspomnianego wyżej klasyka z 1987 roku oraz do innych sensacyjno-komediowych buddy movies. Zestawieniom takim sprzyjają nie tylko koncepcje bohaterów (koniecznie do siebie niedopasowanych i współpracujących nieco wbrew własnej woli) i fabularne schematy (piętrowa intryga kryjąca się za pozornie prostą sprawą, śledztwo prowadzące do coraz dziwniejszych miejsc sprzyjających komicznym  sytuacjom), ale również umiejscowienie akcji w Los Angeles lat 70. Nawet filtry zastosowane przez odpowiedzialnego za zdjęcia Philippe’a Rousselota budują klimat retro kojarzący się z kinem w stylu 48 godzin.

Nice Guys recenzja dvd

Oczywiście, żeby widzowie mogli podczas seansu poczuć pewien powiew świeżości, Black razem ze współscenarzystą Anthonym Bagarozzim wprowadzili do swojej opowieści kilka nowości. W przeciwieństwie do najbardziej znanych kumplowskich komedii sensacyjnych tytułowi równi goście to nie para składająca się z postępującego zgodnie z podręcznikiem przedstawiciela prawa oraz nieprzewidywalnego w swoich zachowaniach ekscentryka. Protagonistami Nice guys są zakapior bijący ludzi dla pieniędzy (Russell Crowe) oraz detektyw-nieudacznik naciągający klientów (Ryan Gosling) – obydwaje dalecy od ideałów i praworządności. Rolę ich sumienia odgrywa nastoletnia córka jednego z nich (Angourie Rice), która stanowi kolejne fabularne novum – tym razem śledztwo prowadzi tak naprawdę nie dwóch, a troje bohaterów. Dzięki takim drobnym w sumie, ale jednak znaczącym zabiegom, otrzymujemy ulubionego hollywoodzkiego hamburgera z nowymi dodatkami, a nie tylko odgrzewanego kotleta bez smaku.

Kwintesencję Nice Guys. Równych gości (swoją drogą, zagadką jest dla mnie, dlaczego dystrybutor zdecydował się na dwujęzyczny tytuł) stanowią humor i akcja – przeplatające się wzajemnie, nierozerwalnie połączone i wynikające jedno z drugiego. Śledztwo prowadzi bohaterów od domu uroczej i nieco naiwnej staruszki po uroczyste przyjęcie w domu producenta porno, za każdym razem dając okazję do żartów słownych i sytuacyjnych. Są one tym lepsze, że aktorzy podobnie jak reżyser i reszta ekipy, świetnie bawili się podczas kręcenia filmu, co widać na pierwszy rzut oka.

Nice Guys Crowe Gosling Rice

Odtwórcom ról głównych bohaterów należą się brawa za kapitalne wczucie się w odgrywane postacie. Zarówno doświadczeni Crowe i Gosling, jak i młoda Rice nie dość, że bardzo dobrze poradzili sobie z materiałem, to jeszcze kapitalnie się do siebie dograli. Efektem ich pracy są nie tylko świetne indywidualne popisy aktorskie, ale przede wszystkim fenomenalna współpraca na planie. Chemia jaka zaistniała pomiędzy protagonistami niemal wylewa się z ekranu, dzięki czemu są oni przekonujący i - mimo swoich licznych wad - budzą sympatię widza.

DVD wita nas polskim menu z animowanym motywem z bohaterami obrazu. Wydanie jest skromne i oferuje jedynie obejrzenie samego filmu (z lektorem lub napisami) oraz kilku zwiastunów. Dzięki zastosowaniu popularnej ostatnimi czasy formy książki z dołączoną płytą (ach, te sposoby na obniżenie kosztów!) brak dodatków na samym krążku został jednak nieco zrekompensowany przez materiały drukowane. A trzeba przyznać, że są one całkiem ciekawe i zapoznając się z nimi można niemal odnieść wrażenie, że czyta się transkrypcję z produkcji typu making of. Z książeczki możemy dowiedzieć się m.in. w jaki sposób powstawał skrypt i który scenarzysta był odpowiedzialny za jaką jego część. Znajdziemy w niej również informację na temat wyboru odtwórców głównych ról oraz krótkie wypowiedzi reżysera i aktorów na temat pracy nad filmem. Wszystko to zostało całkiem zgrabnie zredagowane oraz ubrane w miłą dla oka i dopasowaną do okładki szatę graficzną. Standardowo można natknąć się tu na spoilery, dlatego za lekturę warto zabrać się już po seansie.

Nice Guys. Równi goście  to przyjemne kino rozrywkowe na wysokim poziomie. Idealna pozycja na poprawę humoru w zimne i ponure jesienno-zimowe dni albo sympatyczny upominek dla fanów lekkich produkcji sensacyjnych w stylu Zabójczej broni. W końcu nic tak nie rozgrzewa jak aktywność fizyczna, a nic tak nie pobudza układu mięśniowego jak gwałtowne skurcze wywołane atakami śmiechu.

Korekta: Marta Kononienko

Nice Guys DVD ocena



blog comments powered by Disqus