"Strategia mistrza" - recenzja wydania DVD

Autor: Mateusz Michałek
Korekta: Ewelina Chruściel
16 maja 2016

Kino bez dopingu

Lance Armstrong jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych sportowców w historii, a jego historia to idealny materiał na solidną filmową biografię. Czy Stephen Fears potrafił „wjechać z płyty” (rozwinąć sporą prędkość) na wyżyny umiejętności, a przede wszystkim stworzyć obraz, który przybliżył nam motywację i przyczyny „szprycowania się” legendarnego kolarza?

Był bohaterem dla milionów ludzi na całym świecie, którzy z zapartym tchem śledzili jego kolejne, wspaniałe zwycięstwa podczas Tour de France. Wzbudzał podziw i szacunek nie tylko jako sportowiec, ale człowiek. Był wzorem dla młodych, nadzieją dla chorych, inspiracją dla innych sportowców. Ale pewnego dnia okazało się, że to wszystko jest wielkim oszustwem. Lance Armstrong stał się bohaterem największego skandalu dopingowego w historii sportu.

Od początku seansu Armstrong kreowany jest jako zbyt ambitny i pewny siebie antybohater. Skrzywiona perspektywa Frearsa sprowadza następnie obraz do tendencyjnego i mocno kontrowersyjnego spojrzenia na niezwykle złożoną i skomplikowaną historię kolarza. W filmie nie zauważamy niestety również jakiejkolwiek próby poznania motywacji oraz zrozumienia sytuacji skompromitowanego sportowca.  Zaskakuje także fakt, że twórców Strategii zupełnie nie zainteresowało, jak wielki wpływ na poczynania Armstronga miała potyczka z nowotworem (sprowadzona w filmie do rangi kataru).

Produkcja odarta jest z również z pewnego dramatyzmu. Nowotwór i relacje rodzinne Armstrongów dla reżysera były wyraźnie nieciekawe, gdyż nie widzi żadnego związku pomiędzy zwycięstwem nad chorobą, a walką w Tour de France. Najbardziej irytuje jednak fakt, że twórcy filmowej biografii Amerykanina całkowicie nie znają się na kolarstwie i nie rozumieją jego realiów, nadając dopingowy złowieszczy i przejaskrawiony charakter.  Po seansie, możemy natomiast odnieść wrażenie, że sportowiec był kolarskim Alem Capone, skłonnym do przestępstw, kłamstw i szantażu. Frears podąża jednak w peletonie linczowników Armstronga i niemal całkowicie pomija niezaprzeczalne zasługi sportowca i jego fundacji, a także symbolikę jego triumfów, będących dla chorych powodem do dalszej walki z rakiem. Na plus należy zaliczyć jednak próbę ukazania kulisów afery dopingowej, ilustrującej obraz ówczesnego kolarstwa trawionego przez EPO.

Pod pewnym względem biografia Armstronga jest wyjątkowa. Twórcy Strategii mistrza nawet przez chwilę „nie przepalają nogi” (nie sprawdzają swoich możliwości), co finalnie prowadzi do nakręcenia produkcji, która zagina czasoprzestrzeń! Każda minuta seansu wydaje się nie mieć końca, a poziom zużycia baterii naszego smartfona, nie wiedzieć dlaczego, gwałtownie spada. Strategia to kino całkowicie odarte z napięcia, empatii i pasji, rażące za to dłużyznami i narracyjnym tempem gruppetto (grupa kolarzy jadących na końcu stawki). Po pewnym czasie, dochodzimy do wniosku, że wojsko mogłoby tym filmem torturować więźniów. Prawdopodobnie przy użyciu „dzieła” Frearsa, Amerykanie zdecydowanie szybciej odnaleźliby kryjówkę Bin Ladena.

Twórcy nie czują klimatu kolarstwa, dlatego inscenizacje pościgów rażą tandetnością i niedopracowaniem. Szczególnie irytujące są sceny nakręcone na sztucznym tle. Czy faktycznie, aż takim problemem było zrealizowanie kilku rzetelnych scen obrazujących piękno wyścigów? Wystarczyło odrobić lekcję i obejrzeć relację na Eurosporcie, aby zrozumieć i poczuć klimat kolarstwa. Strategii mistrza nie pomaga również szalenie przerysowana kreacja Bena Fostera, która jest równie przejaskrawiona, co niedopracowana.

Na uwagę zasługuje natomiast solidne wydanie DVD oferowane przez dystrybutora. Opakowanie, w przeciwieństwie do filmu, wyróżnia się klimatycznym zdjęciem, ukazującym piękno kolarstwa i podwójne oblicze Armstronga.  Nieźle prezentuje się również proste i przejrzyste menu, niezwykle łatwe i funkcjonalne w obsłudze. Warto także zwrócić uwagę na filmiki w tle, zachęcające do seansu.

W menu znajdziemy przede wszystkim możliwość wyboru scen, języka odtwarzania obrazu oraz zwiastuny. Szczególnie ważna wydaje się być pierwsza z tych opcji, która w wielu przypadkach nie stanowi obowiązującego standardu. Na płycie znalazły się również zapowiedzi filmów, wydawanych przez dystrybutora. Wydanie DVD nie zachwyca, jednak ze względu na jakość filmu, wydaje się być solidną propozycją.

Produkcja Stephena Frearsa to typowy kinowy „zamulacz”, który został pozbawiony filmowego EPO. Strategia mistrza zniechęca widzów jednowymiarową, czarno-białą perspektywą twórców, całkowitym brakiem emocji oraz stroną wizualną na poziomie dokumentu. Produkcja ma jednak również pewne zalety, a w ostateczności może służyć do walki z…bezsennością. 



blog comments powered by Disqus