Czy istnieje coś, w co nie wierzysz? Recenzja dwudniowej premiery 10. sezonu „Z Archiwum X”

Dziewięć sezonów i dwa filmy fabularne – ileż to mogło być przygód? Ile wspólnie prowadzonych spraw, ile spisków na najwyższych szczeblach władzy? Ile tomów akt trafiło przez lata do Archiwum X?

W pierwszym odcinku dziesiątego sezonu, Mulderowi udało się podsumować je wszystkie w ledwie kilkuminutowej sekwencji otwierającej, przypominając fanom serialu najciekawsze sprawy, jakie rozwiązywał i przygody przeżywane wspólnie z agentką Scully. Po latach bohaterowie wracają na mały ekran, by ponownie zmierzyć się z niewyjaśnionymi sprawami i odkryć prawdę, która przecież „gdzieś tam jest”.

Młodzi sercem                

Pierwszy odcinek sezonu dziesiątego zatytułowany Moje zmagania zabiera nas dokładnie tam, gdzie serial skończył się w 2002 roku, mianowicie w poszukiwanie źródeł paskudnego spisku. David Duchovny powraca jako Mulder, który na początku nie jest eleganckim i schludnym agentem pod krawatem, lecz zgorzkniałym i zaniedbanym samotnikiem, a jego dawna partnerka Dana Scully (Gillian Anderson w wersji rudoblond) spełnia się w roli chirurga. Ponownie łączą siły, aby zająć się sprawą pewnej młodej dziewczyny, domniemanej ofiary wielokrotnych porwań. I trzeba poczekać do drugiego odcinka, aby zobaczyć ich ponownie w znajomym, „urzędowym” wydaniu.

Małe zielone ludziki

Motyw spisku, potężnie zresztą rozbudowany, który legł u fundamentów fabuły Z Archiwum X, był zmyślnie prowadzony przez całe lata. Nie spieszono się z odsłanianiem kolejnych elementów układanki, zwodzono bohaterów (i widza), a informatorzy czy świadkowie mający stanowić klucz do rozwikłania zagadki zazwyczaj znikali w tajemniczych okolicznościach lub prowadzili bohaterów na manowce. „Małe zielone ludziki” (czy raczej szare, jak to zwykł podkreślać zawsze Mulder) zwykle nie pojawiały się wprost na ekranie, podobnie jak ich statki.

Wydawać by się mogło, że w Moich zmaganiach historia potoczy się podobnym torem. Tym razem Chris Carter pokazuje znacznie więcej, opada zasłona tajemnicy, brakuje niedopowiedzeń. I choć oparł fabułę na najsilniejszych elementach mitologii (porwania przez kosmitów, spisek rządowy, technologie obcych, zagrożenie militarne, Roswell), to wciąż coś zgrzyta. Mulder snuje swoją nową, fantastyczną teorię, a Scully jak zawsze w nią wątpi (i w zdrowie psychiczne swojego byłego już partnera przy okazji). Tym razem jednak nawet najwierniejszym fanom serialu brew może powędrować do góry po kilkuminutowym nerwowym wykładzie zaserwowanym przez Muldera, przeplatanym migawkami ilustrującymi spisek rządowy, mający na celu przejęcie władzy nad światem. Dodajmy do tego dialogi pisane chyba wyłącznie po to, aby „odfajkować” maksymalnie dużo kultowych haseł, żeby wspomnieć choćby rozmowę bohaterów na werandzie (Scully: „Chcesz wierzyć, tak bardzo chcesz wierzyć”, Mulder: „Ja wierzę”). Brakuje pazura i humoru, ale nie traćmy jeszcze nadziei.

Wszystkie rzeczy

Jednak to nie naciągane spiski rządu Stanów Zjednoczonych, które za pomocą ustaw, banków, korporacji i kosmicznych technologii chcą nas zmienić w niewolników, zapadną fanom w pamięć. To bohaterowie, z którymi większość dorastała, przeżywała przygody, bała się i ekscytowała przed ekranami telewizorów. A warto wspomnieć, że w pierwszym odcinku dziesiątego sezonu ujrzą nie tylko Muldera i Scully. Powrócą również inne, znajome twarze, które widzowie pokochali w serialu. Nowe Z Archiwum X to także kultowa muzyka i czołówka z pierwszych sezonów.

Owa zasadnicza oś serialu stworzona przez Cartera ćwierć dekady temu nie jest już opowieścią samoodtwarzającą się; na początku XXI wieku przywykliśmy do teorii spiskowych i wymagają one rozwinięcia w ciekawszym, bardziej inspirującym kierunku. Całość jednak jakoś się broni. Mulder odnalazł sens i cel życia, Scully znów wątpi, nieznane siły wkraczają i mieszają im szyki, zmuszając do zwarcia szeregów. Na koniec odcinka otrzymujemy ostatni prezent w postaci odniesienia do serialowej mitologii – i można by oczekiwać, że w następnym czeka nas potężny sus w samo jądro konspiracji. A tymczasem musimy zrobić w tył zwrot do czasów, gdy para agentów rozwiązywała sprawy zgonów w tajemniczych okolicznościach. Odcinki te nazywano żartobliwie „potworem tygodnia” – niektóre były parodystyczne, inne autentycznie przerażające. Jak wyszło po odświeżeniu?

Straszne potwory                                                                                                                         

W drugim odcinku sezonu Mulder i Scully są już pełnoprawnymi agentami, prezentują się nienagannie, mają odznaki, broń i okazują pełną gotowość do zmierzenia się z najbardziej mrocznymi i tajemniczymi sprawami. I choć może się wydawać, że Mutacja założyciela będzie pełnoprawną i niezależną historią przenoszącą widza do czasów „potwora tygodnia”, to kontynuuje wątki zapoczątkowane w pierwszym odcinku, łącząc w udany sposób obydwie tradycje i puszczając przy okazji oko do wiernych fanów serii. Ileż to razy agenci badali przecież mutacje genetyczne?

Nowy sezon Z Archiwum X nabiera tempa. Mulder i Scully wrócili do pracy. Ich relacja nabrała dynamiki. Pojawiają się coraz to nowe wątki, które będą zapewne coraz śmielej rozwijane. Miejmy nadzieję, że pozostałe cztery odcinki utrzymają trend wzrostowy – aż do niezapomnianego finału. 

Korekta: Ania "Radosiewka" Radosiewicz


blog comments powered by Disqus