Przeżyjmy to jeszcze raz

plakat filmu Przeżyjmy to jeszcze raz

Zwykła rodzina kontra niezwykły dom. Kolejna mocno już odgrzewana próba przedstawienia wydarzeń, które miały miejsce naprawdę. Amityville to horror z cyklu „Przeżyjmy to jeszcze raz!".

Film oparty na faktach opisanych w książce Jaya Ansona, remake horroru z 1979 roku o nazwie Amityville Horror. Dodatkowo temat wciąż "odnawiany" kolejnymi częściami: w 1982 r. Amityville II: Opętanie, rok później Amityville III: Demon, w 1989 r. Amityville IV: Zło ucieka, w 1990 r. Klątwa Amityville, w 1992 r. Amityville 1992: It's About Time, w 1993 r. Amityville Horror - Następne pokolenie, w 1997 r. Amityville: Drzwi do piekła i wreszcie teraz najnowszy projekt Amityville Horror.

13 listopada 1974 r. Amityville stało się miejscem potwornej masakry. Ronaldo DeFeo zamordował swoich rodziców, a także czwórkę rodzeństwa. Do zbrodni przyznał się, ale twierdził, iż namówiły go do tego głosy. Rok później do tego samego domu wprowadza się rodzina Lutzów. Czy jest tam jeszcze klątwa? Klątwa zmarłych? Czy nie będą się mścić za zbrodnie? George i Kathy Lutz wraz z dziećmi przetrwają tam tylko 28 dni...

To już klasyczna, schematyczna fabuła - nawiedzony dom, duchy itd. Ile razy już to widzieliśmy? Odgrzewane kotlety smakują coraz gorzej, ale szczerze mówiąc ja je lubię. Nawiedzone domy to coś dla mnie, może to kwestia moich zainteresowań. Amityville reklamowany jest jako film producentów Teksańskiej masakry piłą mechaniczną, (co ciekawe również jedna z wersji była nakręcona w 1979 roku, a jej remake pochodzi z roku 2004). I widać to już od samego początku - podobnie jak w Teksańskiej masakrze obraz zaczyna się scenami z cyklu „jak było naprawdę", czyli krótkim wprowadzeniem widza w opowieść i wywołaniem u niego uczucia pt. „To był okropny mord, wynaturzony i niezrozumiały czyn". Ale to nie jedyna rzecz, która przypomina Teksańską masakrę - producenci nie szczędzili oczywiście krwi, która pojawia się na ekranie w kulminacyjnych momentach wizji głównego bohatera.

Amytiville to koktajl zmiksowany ze znajomych owoców, a seans jest swoistym rozróżnianiem ich w tej wielkiej mieszaninie. Doszukiwaniem się w tym obrazie motywów z innych filmów i wyłapywaniem ich. Film mocno przypomina adaptację powieści Stephena Kinga Lśnienie z Jackiem Nicholsonem. Tu również pojawia się zwykły mężczyzna, ojciec, który z czasem ulega tajemniczym głosom przeszłości, pojawia się piwnica i piec (jakże to znajome z Lśnienia - słynna piwnica, w której Nicholson odkrywa tajemnice hotelu Panorama), dzieci - zarówno te żywe jak i martwe, scena w łazience, głosy i słowa - tutaj „Catch them, kill them", w Lśnieniu niezapomniane REDRUM, które przeraża do dziś, jest narzędzie - siekiera i klasyczne sceny z drzwiami, gdy psychopata szykuje się do ataku. Momentami można mieć wręcz wrażenie, że ogląda się trochę przeinaczoną wersję Lśnienia. Również opętanie głównego bohatera, to, że nie może spać, staje się nerwowy, krzyczy, ukochana go nie poznaje, nie wie, co się z nim dzieje, zmiany fizyczne w postaci podkrążonych, przekrwionych oczu, „przenoszenie się" w przeszłość i widzenie na jawie tego, co się wydarzyło - zupełnie jak słynny bal w Lśnieniu. Inne klasyczne już motywy to, kojarzący się z The Ring, telewizor i krótki filmik; lustra z tajemniczymi odbiciami - The Ring i The Grudge - Klątwa, pies i huśtawka - żywcem przeniesione z Godsend. Cóż klasyczne ujęcia okna, a w nich stojąca dziewczynka i postać ducha są już tak tradycyjne, że nie robią wrażenia.

Kilka scen Amityville naprawdę potrafi przestraszyć, ale pozostaje żal i niedosyt, że producenci nie rozwinęli wątku historii domu i stopniowego naprowadzania widza na trop rozwiązania zagadek z nim związanych. Jak powiedział główny bohater: " Domy nie są złe, to ludzie są źli, domy nie zabijają to ludzie mordują". Ale domy mogą stać się odpowiednim miejscem do takich czynów... Amityville pozostawia widza bez większych emocji. Po seansie najdłużej w głowie pozostaje głos: „Catch them, kill them...". Siła sugestii działa.


blog comments powered by Disqus