Czemu to nie jest śmieszne?

Autor: Damia
plakat filmu Czemu to nie jest śmieszne?

Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam po obejrzeniu tego filmu było wysłanie wiadomości do "szefa" (czytaj AdIEGO) tej oto treści: "Błagam, tylko nie  każ mi opisywać tego filmu!". Po czym używając kilkunastu płaczących emotikonek, zalałam łzami swój komputer.
Powiecie teraz , że przesadzam. Może, ale zdziwienie z mojej twarzy zniknęło dopiero z chwilą pojawienia się napisów końcowych. A to o czymś świadczy, prawda? Nie tego się spodziewałam...
Rzecz się dzieje w poczciwym Londynie, gdzie Jimmy Conelly (Orlando Bloom - elf z Władcy Pierścieni, - jeśli ktoś nie wie;) jest mleczarzem. Każdego ranka zaopatruje londyńczyków w butelkę świeżego mleka. Jego marzeniem jest zostać zawodowym bokserem. Udaje się, więc do klubu bokserskiego - raczej wątpliwej renomy - Herbiego Busha. Herbie przygotowuje właśnie swojego "mistrza" Pete'a do walki o mistrzostwo świata  z najpopularniejszym pięściarzem - Jose Mendezem. Jimmy ma służyć za worek treningowy dla Pete'a i ... tu nieoczekiwany ;) zwrot akcji ... "mistrz" zostaje pokonany. Bowiem zadając cios, natrafił na głowę Jimmy'ego, która okazała się o wiele twardsza niż na to wyglądała. Biedak nie wiedział, że Jimmy od małego pił dużo mleka i ... "teraz mógł zostać wielki";). Herbiego ogarnia panika, kto będzie walczyć z Jose? W końcu walka jest  już ustawiona, pieniądze na reklamę zainwestowane, nie mówiąc o ogromnym zainteresowaniu walką angielskiej prasy. A termin zawodów tuż, tuż - za dwa tygodnie. Trzeba, więc szybko znaleźć zastępstwo za "mistrza". W tej właśnie chwili szczęście uśmiecha się do Jimmy'ego, który - z potrzeby chwili - staje się The Calcium Kidem.
Film nakręcony jest w formie reportażu, co chyba miało sprawić wrażenie szybkiej i ciekawej akcji. Niezły pomysł, ale w moim odczuciu do końca nie wypalił. Znajduję tu również liczne nawiązania do kultowego już Rocky'ego, ale ni jak mi to nie pasuje klimatem. Może chodziło, więc o nakręcenie parodii tegoż filmu, tylko, że - osobiście - nie  zrozumiałam dowcipu.  Wykreowane postacie są mdłe i nijakie. Z wyjątkiem Herbiego Busha granego  przez Omid Djalili, ale on zawsze był dobry w rolach "obleśnych" facetów. Wystarczy wspomnieć naczelnika więziennego z Mumii... Nie wyłączyłam telewizora po 20 minutach tylko i wyłącznie, dlatego, że sądziłam, iż może końcówka wniesie coś ciekawego, ale i tu się pomyliłam.

Powiem krótko. Film mi się nie podobał. Mogę go polecić jedynie fankom Orlando Blooma, ale doradzałabym mieć pod ręką pilota. To tak na wypadek, gdyby jednak nie wytrzymały "zawrotnego" tempa filmu i chciały przejrzeć jedynie sceny z ich ulubieńcem.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus