Tylko jeden

plakat filmu Tylko jeden

Mimo, iż filmy oparte na lubianych komiksach amerykańskich to dla producentów, twórców, oraz samych widzów niemal chleb powszedni, ciężko jest uchwycić prawdziwego ducha opowieści obrazkowej. Naiwne, karykaturalne zmagania Joela Schumachera z postacią człowieka nietoperza pozwoliły wielu krytykom zapomnieć o wcześniejszych sukcesach Tima Burtona na poletku uniwersum DC. Dopiero po ośmiu latach od premiery katastrofalnego Batmana i Robina, w roku 2005, za sprawą Christophera Nolana i jego filmu Batman: Początek, powróciła wiara w sens dalszych produkcji z mrocznym rycerzem Gotham w roli głównej. Kinowy powrót do młodości Batmana okazał się sukcesem na tyle dużym, by Nolan dostał zielone światło dla sequela; światło, które wykorzystał w stu procentach, wrzucając najwyższy bieg swej rozpędzonej machiny o nazwie Mroczny Rycerz, z prędkością światła szturmując kina na całym świecie.

Będąc jednym z najbardziej utalentowanych obecnie reżyserów w Hollywood, Nolan nie mógł zepsuć tak dużego projektu jak nowa odsłona przygód zamaskowanego mściciela. Jednak Mroczny Rycerz nie tyle spełnia pokładane w nim oczekiwania, co serwuje widzowi potężny prawy sierpowy, wręcz zwalając z nóg. Niczym główny czarny charakter jego filmu - Joker, Nolan rozdaje karty po mistrzowsku, mając w rękawie same asy. Komiksowa licencja na przygody Batmana posłużyła mu do stworzenia esencji filmu rozrywkowego, która nie nuży ani na moment w ciągu dwóch i pół godziny trwania.

O fabule Mrocznego Rycerza trudno pisać jasno, nie zdradzając szczegółów. Nolan w napisanym wspólnie ze swoim bratem scenariuszu umieścił wiele wątków, jednak głównym jest oczywiście ten z udziałem arcywroga Batmana, wspomnianego już Jokera. Początkowo złodziej bankowy, stopniowo przeistacza się w psychopatycznego mordercę, działającego pozornie według własnego widzimisię, za którym kryją się mordercze plany eksterminacji każdego, kto wejdzie mu w drogę. Joker w wykonaniu zmarłego przedwcześnie Heatha Ledgera, zgodnie z zapowiedziami, ociera się o fenomen. Brak mu cech komiksowego łotrzyka, jest żywcem przeniesiony ze świata obłędu i szaleństwa, wręcz niebezpiecznie prawdziwy. Ledger kradnie ekranową przestrzeń wszystkim innym obecnym na ekranie, bądź co bądź znakomitym, aktorom, z każdą minutą widz kocha go nienawidzić i wykształca w sobie nieodpartą chęć patrzenia na szaleńca we fioletowym garniturze bez końca.

Mroczny Rycerz to nie tylko Ledger. To Christian Bale w kolejnej znakomitej podwójnej roli lalusiowatego playboya Bruce’a Wayne’a i jego mrocznego alter-ego; to Gary Oldman przeżywający drugą młodość jako Jim Gordon, jeden z nielicznych uczciwych gliniarzy w Gotham; i wreszcie – to sam Chistopher Nolan, który naprawił wszystkie błędy z Początku i stworzył nową jakość w kinie „komiksowym”. Na szczęście zrezygnował z chaotycznego montażu podczas scen walki oraz z dużej ilości prawd objawionych, głoszonych z ekranu przez bohaterów, przez co dialogi w Początku wydawały się sztuczne. Mroczny Rycerz jest za to jak najbardziej prawdziwy i realny, oczywiście na tyle, na ile może być historia o Batmanie. Pełen efektów specjalnych, film nie nuży jednak nadmiarem CGI i taniego efekciarstwa. Wszystko jest na swoim miejscu, nie drażnią nawet wybuchy zwężające źrenice co kilka minut. Pomimo kilku niespójności w scenariuszu, potraktowanemu po macoszemu wątku z Harvey’em „Dwie Twarze” Dentem i napuszonych przemowach z końcówki, Mroczny Rycerz to film niemal idealny w reprezentowanym przez siebie gatunku. Nolan znakomicie oddał w swoim dziele ducha komiksu XXI wieku, wyszedł z otwartymi ramionami naprzeciw fanów komiksowej sztuki i dał im dzieło przewyższające wszystko inne, co do tej pory widzieli. Zapomnijcie o Burtonie, zapomnijcie o Schumacherze, zapomnijcie o całej reszcie. Jest tylko jeden Mroczny Rycerz.

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus