Gawęda barowa

plakat filmu Gawęda barowa

W swym pierwszym anglojęzycznym filmie islandzki reżyser Dagur Kari podąża tropem wytyczonym w ostatnich dekadach przez Paula Austera i Hala Hartleya. Od pierwszego z nich zapożycza familiarną atmosferę męskiej mikrospołeczności – tu skupionej wokół baru prowadzonego przez zgorzkniałego, chorującego na serce Jacquesa. Rodem z Hartleya są z kolei: życiowy nieudacznik Lucas, którego Jacques przygarnia pod swój dach celem nauczenia zawodu oraz April – była stewardesa, która niespodziewanie wkracza w życie obu mężczyzn burząc rodzącą się relację ojciec – syn.

Dobre serce to film równie uroczy, co (niestety) przewidywalny. Prosta ekranowa historia jawi się raczej jako pretekst do budowania komicznych, a zarazem ciepłych scen między głównymi bohaterami. Ich ozdobą są znakomite puenty wygłaszane ustami rewelacyjnego Briana Coxa, mającego w sobie coś z charyzmy Marlona Brando.  Udanie partneruje mu Paul Dano, zgrabnie kreśląc portret niedoszłego samobójcy niepotrafiącego odnaleźć się w świecie życiowych konwenansów.

W budowaniu opowieści Kari skupia się na teraźniejszości, pomijając milczeniem przeszłość zarówno Jacquesa, jak i Lucasa oraz April. Podobnie jak klienci, prowadzonego przez Jacquesa baru, są oni ludźmi „w drodze skądś dokądś”, o których wiemy tylko tyle, ile nam o sobie opowiedzą.  Tak skonstruowane Dobre serce nosi znamiona historii opowiedzianej przy szklaneczce dobrej whiskey. Niekoniecznie odkrywczej czy przystającej do rzeczywistości, lecz zabawnej i wypełniającej czas. Tylko takie, nie do końca poważne odczytywanie ekranowej gawędy Islandczyka gwarantuje dobrą zabawę.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus