O produkcji filmu "Udręczeni"

Historia Stanów Zjednoczonych roi się od duchów. Najwięcej opowieści o nawiedzonych domach i legend o złośliwych zmarłych krąży na terenie Nowej Anglii oraz sąsiadujących ze sobą stanów Nowy Jork, New Jersey i Connecticut. W tym ostatnim, pojawianie się duchów sprawiło, że wiele wiosek opustoszało. W północno-zachodniej części stanu, uporczywe ataki sił nadprzyrodzonych doprowadziły mieszkańców Dudleytown do zbiorowego szaleństwa. Wyjątkowo przerażający przypadek straszenia miał miejsce w miasteczku Southington (Connecticut), a jego ofiarami padła rodzina, która właśnie wprowadziła się do opustoszałego od lat domu przy Meriden Avenue.

Krótko po przeprowadzce rodzina odkryła na tyłach domu mały cmentarz, w piwnicy salę do balsamowania zwłok oraz szuflady pełne niepokojących fotografii zwłok: okazało się, że ich nowe lokum w latach dwudziestych pełniło funkcję domu pogrzebowego.

Prawie natychmiast rodzina stała się świadkiem zjawisk paranormalnych - dziwne hałasy, zmiany temperatury, pojawianie się tajemniczych postaci występowało z takim nasileniem, że rodzina cudem uszła z życiem. Przez cały ten czas nie mieli pojęcia, że ich przeżycia staną się źródłem wiedzy na temat najbardziej ekstremalnego i przekonującego przypadku działania sił paranormalnych, jaki kiedykolwiek został udokumentowany.

Prawdziwa historia

Produkcja "Udręczonych" rozpoczęła się w roku 2003, kiedy producent Andrew Trapani obejrzał w telewizji film dokumentalny o niewyobrażalnym horrorze, jaki przeżyła Carmen Reed i jej rodzina. Trapani obejrzał materiał z zapartym tchem, po czym postanowił odszukać Reed i porozmawiać z nią osobiście. Opowieść kobiety wprawiła go w osłupienie, podobnie jak producenta Paula Brooksa. Nigdy wcześniej nie słyszeli takiej historii i uznali, że trzeba ją opowiedzieć. "To niewiarygodne, że wszystkie ataki sił nadprzyrodzonych wydarzyły się w przeciągu kilku miesięcy poszczególnym członkom rodziny" - zauważa Brooks.

Reżyserowi Peterowi Cornwellowi ta historia również wydała się niezwykle zajmująca. "Fakt, iż można się z nimi zidentyfikować, ponieważ są zwyczajnymi ludźmi, a nie tylko filmowymi postaciami, sprawia, że to, co im się przydarzyło, jest jeszcze bardziej przerażające" - uważa Cornwell.

Natomiast dla scenarzystów, Adama Simona i Tima Metcalfe, "Udręczeni" byli idealną okazją do spożytkowania ich życiowej fascynacji siłami nadprzyrodzonymi. "Nasze zainteresowanie okultyzmem w literaturze, filmie i historii, miało duży wpływ na kształt tej opowieści" - wyjaśnia Metcalfe.

Dwaj scenarzyści, starannie zgłębiwszy tajniki wiktoriańskiego horroru i ruchu spirytualistów, umiejętnie przenieśli wiedzę na temat epoki do scenariusza, w którym nie zabrakło opisów okrutnych okaleczeń, seansów spirytystycznych i innych makabrycznych wątków.

Po premierze nagrodzonego, krótkometrażowego filmu animowanego "Ward 13", reżyser Peter Cornwell wzbudził duże zainteresowanie hollywoodzkich producentów. "Oglądając krótkometrażówkę Petera można się było wystraszyć, a jednocześnie film miał duszę" wspomina Brooks. "Jego podejście wydało mi się niezwykle oryginalne. Poza tym, podobnie jak ja, uważał, że "Udręczonych" należy mocno zakorzenić w rzeczywistości i dochować wierności relacjom rodziny".

Tymczasem Cornwell szukał okazji, żeby sprawdzić się jako reżyser w filmie fabularnym. "W przypadku animacji, trzeba mieć bardzo klarowny obraz wszystkich ujęć, zanim zacznie się je kręcić" wyjaśnia reżyser. "W filmie z udziałem ludzi, współpracujesz z aktorami, którzy mają własne pomysły. Wkład innych osób w tworzenie sceny to świetna sprawa".

Nominowana do Oscara aktorka, Virginia Madsen, która zdobyła kultowy status wśród fanów horroru wspaniałą kreacją w "Candymanie" Bernarda Rose'a, od 3 lat rozglądała się za scenariuszem z tego gatunku. Jednak autorzy około dwudziestu pięciu scenariuszy, które przeczytała, próbowali straszyć widzów, posługując się tanimi sztuczkami, jak tortury i elementy gore. "Wtedy dostałam do ręki scenariusz [do "Udręczonych"], który opowiadał niezwykle ciekawą historię, a główna bohaterka, Sara Campbell była bardzo złożoną postacią... Poza tym scenariusz śmiertelnie mnie przeraził". Campbell, podobnie jak Carmen Reed, jest silną, głęboko religijną kobietą, która stara się nie dopuścić do rozpadu rodziny w obliczu kryzysu wiary, wywołanego obecnością mrocznych sił w jej własnym domu.

Chociaż Madsen przyznaje, że nie zawsze współpraca z reżyserami, kręcącymi swój pierwszy film, była satysfakcjonująca, tym razem przekonały ją staranne przygotowanie i klarowna wizja Cornwella. "Kiedy poznałam Petera, miałam wrażenie, że zachowujemy się jak dwójka dużych dzieciaków. Podobnie jak on, ja też uwielbiam filmy, uwielbiam horrory. Chciałam się też dowiedzieć wszystkiego na temat jego krótkometrażowego filmu. Od razu przypadliśmy sobie do gustu. Z drugiej strony, Peter potrafi się doskonale koncentrować i bardzo dobrze wie, jaki film chce nakręcić".

"Praca z Virginią była spełnieniem marzeń" mówi Cornwell. "Jest osobą niezwykłego kalibru, z dużym doświadczeniem i charyzmą."

Z uwagi na mroczny nastrój filmu, przez cały czas produkcji Virginia Madsen troszczyła się o młodych aktorów, odgrywających na ekranie jej dzieci, czym zdobyła sobie przydomek "Mama V". Amanda Crew, która wciela się w postać siostrzenicy Sary - Wendy - mówi: "Virginia rozumiała, że potrzebujemy jej wsparcia, żeby poradzić sobie z tą trudną fabułą. Była naszym światłem przewodnim na planie, zupełnie jak postać matki, którą gra w filmie".

Rola Matta Campbella była prawdziwym wyzwaniem dla młodego aktora, Kyle'a Gallnera, znanego głównie z serialu "Weronika Mars". Nie dość, że po raz pierwszy gra jednego z głównych bohaterów w filmie fabularnym, to jeszcze rola Matta wymagała ona od niego zaprezentowania całej gamy emocji. Matt musi zmierzyć się z trudną relacją z matką oraz powtarzającymi się odwiedzinami swojego sobowtóra, zwęglonego chłopca imieniem Jonah, który wydaje się być wcieleniem zła. "Ta rola mnie przytłaczała" przyznaje Gallner "i wymagała ode mnie intensywnego wysiłku. A my tylko kręciliśmy film. Nie wyobrażam sobie, co musiała przeżywać ta rodzina."

Gallner dzielił się z twórcami filmu własnymi przemyśleniami, starając się nadać postaci Matta jak najwięcej autentyczności. "Kyle ma 16 lat" mówi Cornwell, "więc chętnie słuchałem jego uwag, odnośnie zachowania chłopca w tym wieku. Pomogłem mu znaleźć taki sposób grania tej postaci, który zapewniał jej autentyczność, a jednocześnie był naturalny dla niego samego. Jednak to talent Kyle'a tchnął życie w postać Matta."

Virginii Madsen, matce 13-latka, podobała się opisana w scenariuszu złożoność relacji matki z synem. Doświadczając coraz bardziej przerażających wizji, Matt bije się z myślami, ile ujawnić matce, której nie chce jeszcze bardziej niepokoić. "Większość filmów portretuje nastolatki pełne zaburzeń, problemów psychicznych i nienawiści wobec rodziców. Dzieci w tym wieku są o wiele bardziej skomplikowane" - twierdzi Madsen. "Relacja Sary z Mattem wydała mi się bardzo trafnym odwzorowaniem związków rodziców z nastolatkami".

Aktor Elias Koteas, który gra wielebnego Popescu, księdza usiłującego pomóc Campbellom, zaimponował Cornwellowi oddaniem pracy, a zwłaszcza tym, że zwykle nie wychodzi z roli pomiędzy ujęciami. Madsen, która pracowała już z Koteasem i uważa go za niezwykle utalentowanego aktora, wchodzącego głęboko w odtwarzane postaci, nazywa go "Człowiekiem Zen".

"Elias podarował swojej postaci duszę" mówi Cornwell. "Ciężko pracuje i zwraca baczną uwagę na szczegóły. Jest gotów wyjść ze swojej strefy komfortu".

Rolę pełnego dobrych intencji ojca rodziny, który boryka się z problemami finansowymi, gra Martin Donovan. Bardzo podobało mu się, że scenariusz skupia się na poszczególnych postaciach, co jego zdaniem stanowi rzadkość w świecie gatunku filmowego, jakim jest horror.

"Poruszyłem z reżyserem kwestie poczucia winy i wściekłości, ponieważ te emocje, moim zdaniem, kształtują postać Petera" mówi Donovan. "Peter jest głęboko rozdarty wewnętrznie. Żywię dla niego wiele współczucia."

Dom

Jednak, być może najbardziej kluczową rolę w filmie gra sam dom. "Bez wątpienia, jedną z ważniejszych, jeśli nie NAJWAŻNIEJSZĄ postacią jest ten dom" - mówi scenarzysta, Adam Simon. "Wtedy mamy do czynienia z prawdziwym brzemieniem historii, jak w przypadku Hill House z filmu "Nawiedzony - niektóre domy rodzą się złe" albo Overlook Hotel z "Lśnienia". Bardzo trudno jest stworzyć wrażenie obecności sił nadprzyrodzonych w domu. Z drugiej strony, wiele rzeczy działało na naszą korzyść, chociażby sama koncepcja filmu, oparta na faktach i realność tego miejsca, które wcześniej było domem pogrzebowym".

Cornwell i scenograf, Alicia Keywan, bardzo intensywnie szukali lokalizacji, aż wreszcie znaleźli idealny wiktoriański dom w kanadyjskim miasteczku Teulon.

"W przypadku większości produkcji, tak często zmienia się lokalizacje, że nie sposób przyzwyczaić się do jednego miejsca. Podobał mi się pomysł, że będziemy mieli szansę dokładnie poznać ten dom, jako jednego z bohaterów filmu" - wyjaśnia Cornwell.

"Ten dom niemal miał twarz. Przebywanie w nim budziło strach" - dodaje Madsen.

Dom, otoczony rozległym terenem, z charakterystycznymi okrągłymi oknami, idealnie wpasował się w wiktoriańską architekturę Connecticut. We współpracy z Cornwellem i operatorem, Adamem Swica, Keywan stworzyła jego trójwymiarowe modele, co pozwoliło dopracować szczegóły techniczne przed rozpoczęciem zdjęć.

Sztuczne zwłoki przygotował fachowiec od efektów specjalnych, Todd Masters (nagrodzony Emmy za charakteryzację z wykorzystaniem efektów specjalnych w serialu "Sześć stóp pod ziemią").

"Bardziej realistycznych zwłok nie znajdziecie" - mówi Cornwell. "W dotyku naprawdę były zimne i sztywne".

"Zwłoki wyglądały tak przekonująco, z włosami na nogach i obgryzionymi paznokciami, że fizycznie mnie od nich odrzucało" - przyznaje Madsen. "A najśmieszniejsze jest to, że były wierne pod względem anatomicznym. Każdy facet miał penisa. Mieli na tyle poczucia przyzwoitości, żeby zakryć tę część ciała. Ale raz jednego podejrzałam - dziewczyna musi mieć coś z życia!"

Chociaż Cornwell nie cofa się przed użyciem efektów specjalnych, żeby film wywierał większe wrażenie, uznał jednak, że sama historia wystraszy najbardziej zagorzałych fanów horroru. "Przeżycia tej rodziny są przerażające" - mówi reżyser. "Ja, po prostu, starałem się jak najwierniej je odtworzyć, gdyż według mnie, to było wystarczająco straszne".

Carmen Reed też była zdumiona, oglądając własną historię na ekranie. "Kuliłam się w fotelu z przerażenia. Wróciły wspomnienia chwil, kiedy byłam przekonana, że umrę, że wszyscy umrzemy" - mówi. "Patrząc na film, zastanawiałam się, jak udało się nam wyjść z tego cało".

Jednak zależało jej na tym, żeby historia ujrzała światło dzienne. "Chciałam, żeby ludzie wiedzieli, iż takie rzeczy się zdarzają" - wyjaśnia Reed. "Tylko dlatego, że ktoś widzi niewytłumaczalne zjawiska albo słyszy głosy, nie znaczy, że postradał zmysły. Wszyscy musimy zrozumieć, że nie znamy odpowiedzi na każde pytanie. Nie wierzyłam w duchy. Nie wierzyłam, że coś takiego może się wydarzyć. Przewracałam oczami, słysząc jak inni mówią, że wierzą w duchy albo kiedy każde skrzypnięcie podłogi miało oznaczać obecność sił nadprzyrodzonych. Jednak czasem pod łóżkiem naprawdę czai się potwór".


blog comments powered by Disqus