Welcome to the Island!

plakat filmu Welcome to the Island!

Nazywam się Lincoln Sześć – Echo. A ja nazywam się Jordan Dwa – Delta. Chodzimy w nienaturalnie białych dresach. Białych butach. Białych skarpetkach. Zapinamy się białym paskiem. Codziennie czekamy na losowanie i utopijne słowa: Gratulujemy! To Ty jedziesz na Wyspę...
Wyspa to najnowszy projekt Michaela Baya twórcy Armagedonu i niezapomnianego Pearl Harbour. Klasyfikowany jako thriller science – fiction, którego akcja rozgrywa się w zamkniętym ośrodku w połowie XXI wielu. Lincoln Sześć – Echo (Ewan McGregor) żyje w tym zakładzie i jak każdy mieszkaniec tego pilnie strzeżonego środowiska ma nadzieję na wyjazd na Wyspę, która jest ostatnim nieskażonym miejscem na Ziemi, dopóki nie odkryje, że wszystko, co go otacza to kłamstwo. Wraz z piękną Jordan Dwa – Delta (Scarlett Johansson) ucieka do świata, którego tak naprawdę nie zna...
Fabuła jest prosta – uciekaj, uciekaj, uciekaj, bo reszta Cię ściga. Ale dlaczego? Kim lub, czym są istoty, które zamieszkują ośrodek? To po prostu kopie ludzi z naszego świata, krótko mówiąc klony. Hodowane jako materiał na przeszczepy, i dla mających ratować życie organów, za które bogacze zapłacili niebagatelne sumy po parę milionów dolarów – czy tylko tyle warte jest życie? Czy mają służyć tylko po to, aby przedłużać egzystencję innym, a sami nie mogą wieść własnej? Okazuje się, że produkty, które żyją w tym utopijnym ośrodku potrafią samodzielnie czuć, myśleć – nie są to plazmowate organy, które hoduje się jak warzywa na polu. Klony zaczynają żyć swoim życiem.
Wyspa to film szalenie smutny, bowiem reżyser przedstawił wizję tego, co w dzisiejszym świecie potrafią stworzyć/wyprodukować naukowcy. Klonom nie tłumaczy się dlaczego istnieją, wpaja im się do głowy historyjki, jakoby dotyczące ich dzieciństwa, są „zaprogramowane" na określony cykl myślowy i już. Wbijane tępym narzędziem do głowy marzenie o wspaniałej Wyspie, na którą każdy z nich ma szansę popłynąć, swoisty raj. Tylko ten cel trzyma ich w zakładzie, ale jakże silnie został zakorzeniony w ich psychice.
Jednak jak każdy produkt wytworzony przez człowieka posiada pewne „defekty" i błędy, tak też jest Lincoln Sześć – Echo (Ewan McGregor- bardzo dobra podwójna rola, ciężko stworzyć dwóch bohaterów w jednym filmie, aby jednak różnili się od siebie). Jego największą wadą jest jedna z cech ludzkich: ciekawość świata i samodzielne, logiczne myślenie. Okazuje się, że to co jest wewnątrz ośrodka i to, co mówią mu tutejsi lekarze już mu nie wystarcza. Zaczyna sam dochodzić prawdy, a gdy ją odkrywa, postanawia wydostać się z tego „wspaniałego" świata, wraz ze swoją przyjaciółką Jordan Dwa – Delta. Fascynujące jest, gdy miedzy dwoma klonami rodzi się uczucie, nieznane im do tej pory, pierwsze pocałunki, dotyk. Pomimo, że wyglądają na dorosłych ludzi mają umysł 15-latka.
Od strony warsztatowej film prezentuje się bez zarzutów. Skomponowana przez Steve Jablonsky'iego muzyka w klimacie zadumy, ale również szybkiej, wartkiej akcji jest jednym z lepszych filmowych soundtracków. Aktorstwo na dobrym poziomie, a efekty specjalne momentami zapierające dech w piersiach, do tego wspaniałe akcje na autostradach i świetny montaż. Kino czysto rozrywkowe, z pewną szczyptą refleksji. Nie jest to wielkie dzieło, ale zdecydowanie do obejrzenia.
Wyspa to film o współczesności. Klonowanie to proces historyczny, a historia toczy się na naszych oczach, nieprzerwanie od tysięcy lat. Klony to w zasadzie nasza polisa ubezpieczeniowa, coś, co jest sposobem na przedłużenie życia, ale czy warto? Co zrobilibyśmy gdyby nagle w naszym domu zjawił się Twój lub mój klon i nagle przemówił, że on chce żyć? Tylko o tyle prosi – o życie. Jak każda istota ma dotego prawo. Bohaterowie wierzyli w Wyspę jak w Boga i upragniony Raj, wyspa okazała się iluzją, a co z nami?

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus