Schizofrenia wsteczna

Autor: aDiego
plakat filmu Schizofrenia wsteczna

Jeśli w twojej głowie "zagości" schizofrenia wsteczna...

Wtedy może okazać się to poważnym problemem, z którym boryka się np. Adrien Brody w filmie Obłęd. W obrazie, który część osób uważa za głupi, a inni biorą go za dzieło dość wybitne. Osobiście należę do tej drugiej grupki osób. Czemu?

Jest rok 1991, sierżant piechoty morskiej Jack Starks zostaje ciężko postrzelony w głowę podczas działań wojennych w Zatoce Perskiej. Powie wtedy "Miałem 27 lat kiedy umarłem po raz pierwszy..." Wychodzi z tego wszystkiego cało, ale kosztem zdrowia. U Jacka stwierdzono schizofrenię wsteczną... Oznacza to, że nie wszystko pamięta, a fakty mieszają mu się z wymysłem jego mózgu.

Więcej zdradzać nie będę, dodam jedynie, że Starks (Adrien Brody) zostaje posądzony o morderstwo i w rezultacie osadzony w szpitalu psychiatrycznym, gdzie lekarze nie są normalni, a umysł głównego bohatera jeszcze bardziej wymyka mu się spod kontroli.
Film bardzo pozytywnie zaskakuje zarówno pod względem fabuły, jak i oprawy. Gra aktorska nie zawiodła mnie - Adrien Brody po raz kolejny pokazał, że należy do czołówki Hollywood i Oscar za Pianistę mu się należał. Swoją drogą nie zdziwię się, jeśli będzie po raz kolejny nominowany, właśnie za grę w Obłędzie. Jest też młodziutka Keira Knightley (m.in. Piraci z Karaibów, weteran kina Kris Kristofferson (głównie znany z Narodziny gwiazdy, a potem z Blade'a), oraz nie najmłodsza już, ale nadal atrakcyjna pani - Jennifer Jason Leigh. Wszyscy spisali się wzorowo.

Ciekawostką jest, że do obsadzenia głównej roli byli brani pod uwagę m.in. Mark Wahlberg oraz Colin Farrell. Z dwudziestu przesłuchanych osób reżyser wybrał jednak Adriana Brodyego. John Maybury nie wyreżyserowałby filmu, gdyby kandydatura Antoine'a Fuqua'a (Dzień próby, Król Artur) nie została odrzucona.


Fabuła filmu jest nieźle pokręcona, to trzeba przyznać. Starks nie raz "zanurza" się w przeszłość, jak i w przyszłość. Tak, więc mamy do czynienia z licznymi wycinkami w formie retrospekcji (mozaika) i podróżami w lata przyszłe. W pierwszym przypadku daje to niesamowity efekt, który w ciemnej sali kinowej może nieźle przestraszyć. W drugim zaś wszystko okryte jest mgiełką tajemniczości. Bo w końcu nie wiemy czemu Jack zamknięty przez Dr Beckera (Kris Kristofferson) w "szufladzie" (coś na wzór kostnicy...) laboratorium "wędruje" w przyszłość. Co on tam robi i czego szuka?
Część rzeczy się wyjaśni, ale resztą rozwiązań obarczony jest sam widz. Obłęd jest jednym z tych filmów, które pozostawiają po seansie pewien ślad. Powoduje, że zaczynamy się zastanawiać nad pewnymi rzeczami, a inne sobie dopowiadamy. Tutaj bowiem świat realny miesza się z fikcją, stworzoną przez umysł Starksa.
Obłęd z pewnością wnosi do kina powiew świeżości. Jest czymś nowym i zaskakującym. Udowadnia, że Hollywood nadal potrafi kręcić dobre kino. Aż miło popatrzeć... i porozmyślać.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus