Podstarzały Bond, tequilla i dziwki z Bangkoku

plakat filmu Podstarzały Bond, tequilla i dziwki z Bangkoku

Gdy znudzi Ci się zabijanie, gdy ciągłe strzelaniny nie są dla Ciebie, a tajlandzkie dziwki nie bawią jak kiedyś to znaczy że masz depresję. Do tego wniosku doszedł Julian Noble, płatny zabójca, który o swojej pracy mówi wdzięcznie, że „świadczy usługi dla ludności w zakresie śmiertelności”.

Interesy nie zawsze idą najlepiej, wie o tym bardzo dobrze Danny Wright, który stara się o kolejny kontrakt, tym razem w Meksyku. Dla jego firmy jest to ostatnia szansa na wyjście z dołka, jednak konkurencja nie śpi. Nie śpi też jego żona, gdyż w dniu wyjazdy Danny’ego podczas wichury drzewo spadło prosto na ich dom. Z dziurą w dachu i swoistym stoickim podejściem Carolyn podtrzymuje męża na duchu i pakuje go do wyjazdu.

Gdy w hotelowym barze spotykają się Danny i Julian nie mają o czym ze sobą rozmawiać, Julian wypłakuje się z kłopotów, Danny, również załamany, nie potrafi go pocieszyć. Jednak zawiązuje się między nimi nić porozumienia. Julian pokazuje nowemu koledze tajniki swojego zawodu, zdradza mu swoje plany – ma w Meksyku zabić kolejną osobę. Początkowo przerażonego, nieśmiałego Danny’ego zaczyna wciągać „gangsterka”, w końcu może udowodnić sobie, że jest prawdziwym mężczyzną. Meksykańska przygoda kończy się dla bohaterów pomyślnie – Julian wypełnia swoją misję, a Danny niespodziewanie zdobywa kontrakt.

Julian wpada w coraz większe kłopoty, brak koncentracji sprawia, że kolejne zlecenie od „szefa” nie zostaje wykonane poprawnie. Super snajper wie, że to jego koniec. Teraz to on jest ofiarą – mafia nie przebacza błędów. Gdy w świątecznie przystrojonym domu Danny i Carolyn panuje sielanka i bożonarodzeniowe zapachy, spokój zostaje zakłócony. W drzwiach pojawia się Julian, który prosi Danny’ego o pomoc – ma mu pomóc w ostatnim zleceniu. Przerażony biznesmen daje się wyciągnąć na misję, gdyż jest coś winny Julianowi. Bez niego nigdy by nie pokonał w Meksyku konkurencji…

Fabuła Kumpli na zabój wciąga. Zrobiony z rozmachem film jest przykładem świetnej komedii sensacyjnej, która łamie konwencje. Dramat i tragedia, która dopada bohaterów zostaje przemieniona w komizm. Płatny morderca, który ma dość wykonywanego zawodu i biznesmen-nieudacznik wzbudzają litość, lubimy takich bohaterów, przewrotnie przeciwstawionych sobie, a jednak podobnych. Duet z nich zabawny, troszkę romantyczny. Kumple… to film dwóch aktorów – Pierca Brosnana i Grega Kinneara. Brosnan nadal przystojny, zawadiacki jak Bond, ale już z lekką siwizną, zmarszczkami, pijący tequilę a nie Martini. Nadal flirtuje, jednak już bez sukcesów, chyba, że za taki można uznać dziwki z Bangkoku. Płatny morderca z wielkim sercem, nie zdarza się to chyba najczęściej. Czy jest to Bond w krzywym zwierciadle? Z pewnością to było jednym z celów twórców filmu, jednak na szczęście nie wyszła z tego parodia słynnej serii, a raczej film, który dla samego Brosnana jest szansą na rozpoczęcie nowego, aktorskiego życia. Świetnie odnajduje się w roli komediowej – grając dalej w stylu Bonda wygłasza teksty, o które nigdy byśmy agenta Jej Królewskiej Mości nie podejrzewali. Najbardziej charakterystyczną sceną filmu jest moment, gdy długo przymierzając się z do strzału, z pełnym profesjonalizmem i bondowskim wdziękiem strzela… do zabawek na strzelnicy w parku rozrywki ku uciesze kilkunastoletnich Meksykanek. Komentuje ich śmiech mówiąc „nie lubię katolickich krajów, wszystkie mówią o seksie, a żadna się nie pieprzy”. Kinnear również pokazał, że wcielenie się w fajtłapę, którym steruje kochająca go żona, nieudacznika, który wie, że jak nie polepszy swoich wyników finansowych zostanie bez ukochanej kobiety, jest dla niego proste.

Dwie świetne role, szybkie tempo akcji, oryginalne i dobrze zrobione sceny morderstw, Meksyk, Budapeszt, Bangkok, miejsca akcji zmieniają się, a w każdym odnajdujemy charakterystyczny klimat. Świetna robota scenografów i zdjęciowców. Jeszcze lepsza charakteryzatorów – nowy Brosnan jest już posiwiały, starszawy, a nadal zawadiacki i przystojny. Kinnear przez cały film ma jeden wyraz twarzy – jakby ktoś wylał na niego wiadro zimnej wody, ciągle lekko wystraszony.

Kumple na zabój to jedna z ciekawszych propozycji kinowych tego gatunku w ostatnich latach. Komedia sensacyjna w najlepszym tego słowa znaczeniu. Film obowiązkowy nie tylko dla fanów Brosnana ale i miłośników dobrej zabawy gatunkiem, z którego wydawałoby się, że nie można nic nowego wyciągnąć.

Materiały powiązane:


blog comments powered by Disqus