Majestat Korony

plakat filmu Majestat Korony

Stephen Frears dokonał czegoś, co w sztuce wydaje się być prawdziwą rzadkością- stworzył dzieło, którego jednoznaczna ocena nie pociąga za sobą żadnych wątpliwości. Co więcej, ocena ta jest jak najbardziej pozytywna. Królowa to kino niebanalne, wciągające i ciekawe formalnie, ukwiecone ponadto znakomitą kreacją Helen Mirren.

Kończy się sierpień 1997 roku. Rządy w Zjednoczonym Królestwie obejmuje nowo wybrany premier, Tony Blair. Niestety początek jego kadencji przynosi mu ze sobą niełatwą próbę. W paryskim tunelu ginie tragicznie Księżna Walii - Diana Spencer. Dramaturgia opowieści skupia się wokół reakcji na zaistniałą sytuację, trzech stron, reprezentujących odmienne wartości. Jedną z nich są zakochani w księżnej ludzie, pogrążeni w zbiorowej i wręcz nieprawdopodobnej żałobie, drugą, reprezentująca uświęcone tradycjom obyczaje, rodzina królewska. Młody premier jest trzecią ze stron, usytuowaną gdzieś pomiędzy, starającą się ugasić rodzący się pożar. Ogniwem zapalnym, staje się zaś, niezrozumiale oziębła reakcja Królowej na wieści z Paryża.

Królowa nie jest banalnym oskarżeniem jednej ze stron - reżyser ucieka tu od generalizowania opinii. Przeciwnie, ukazując bezwzględny chłód i formalizm zachowań dworu królewskiego, samą Elżbietę przedstawia jako osobę ciepłą i czułą. Jeżeli szukać tu oskarżeń, to nie w stronę jednostki, a anachronicznych systemów wartości i dawno przeżytych zwyczajów. W końcu zachowanie Królowej nie wynika z osobistych antypatii - nawet gdyby chciała ona tak postąpić, nie potrafiłaby. Elżbieta jest tu pokazana jako osoba szczególnie tragiczna, bo pozbawiona możliwości wyborów. Jej działania są determinowane, wymuszane przez powagę instytucji, jaką reprezentuje. Co więcej, reżyser przedstawił na współczesną Królową Wielkiej Brytanii, jako osobę wyjątkową. Jej wyjątkowość wypływa przy tym z niepewności; ze świadomości potężnego dystansu dworskiej tradycji, od zwykłego ludzkiego odruchu.

Królowa się zmienia, zmienia swoją decyzję. Przemiana następuje też w młodym premierze. Początkowo delikatny antymonarchista, przeistacza się tu w obrońcę majestatu Korony. Bo film Frearsa to przede wszystkim opowieść o niebezpieczeństwach pochopnych osądów - zarzutów kierowanych pod wpływem impulsu i bez znajomości przyczyn ocenianych zachowań. Rzeczywistość rzadko jest przecież jednoznaczna - postępowanie wbrew sobie, a zgodnie z przyjętą etykietą wpisuje się stale w naszą codzienność. Frears przedstawia nam historię osoby, która umiała wynieść się ponad to, naruszyć tradycję. Ponieść klęskę, a zarazem zwyciężyć.

Warta podkreślenia jest też forma, jaką znakomicie dobrał do filmu reżyser. W fabułę wpleciono tutaj archiwalne zdjęcia z sierpnia 1997, podnosząc wiarygodność dzieła Frearsa. Widz ma wrażenie jakby oglądał dokument, relacje z zajść w pałacu królewskim. Wszystko to potęgują autentyczne relacje z brytyjskiej telewizji. Wiarygodności dodaje też głęboka i perfekcyjna rola Helen Mirran - dzięki niej Elżbieta jest czymś więcej niż tylko zamknięta w tradycji Królową, a nabiera rysów prawdziwie tragicznych.

Ciekawe, że film, zbudowany na dalekich od jednoznaczności ocenach, da się ocenić w sposób tak jednoznaczny. Stephen Frears stworzył prawdziwe dzieło - wzruszający film o godności i umiejętności zwyciężania niemożliwego. To bez wątpienia jeden z ciekawszych obrazów 2006 roku.


blog comments powered by Disqus