Analiza ludzkiej ułomności

plakat filmu Analiza ludzkiej ułomności

Trudno jest nie docenić talentu i rzetelności, jakie cechują Rona Rosenbauma, urodzonego zaraz po wojnie amerykańskiego dziennikarza i literata. Jego znakomita i szeroko dyskutowana publikacja Wyjaśnianie Hitlera: W poszukiwaniu źródeł zła z niezwykłą wnikliwością poszukiwała korzeni zawziętego antysemityzmu Fuhrera, zła, które zamieszkało w tym bądź co bądź człowieku. Tym dziwniejsza wydaje się jego opinia, dotycząca ekranizacji prozy Bernharda Schilnka, określająca Lektora, jako „najgorszy film o Holocauście, jaki kiedykolwiek nakręcono”. Opinia nie tylko mocno niesprawiedliwa, ale wręcz idiotyczna, bo obraz Stephena Daldry’ego w najmniejszym stopniu nie aspiruje do kina o Holocauście. Co więcej, Shoah jest tu jedynie tłem, które zastąpić można każdą blizną historyczną, każdą jątrzącą się raną na społecznej i jednostkowej moralności, wprowadzającą w trudną opowieść o potrzebie przebaczenia.

Lektor nie jest klasycznym filmem z motywem zbrodni i kary jako tematem przewodnim. Przede wszystkim dlatego, że uniwersalizm uczuć i zachowań mocno spersonalizowano. Film Dalary’ego to z pozoru gatunkowy melodramat, opisujący romans Hanny Schmitz, z młodym chłopakiem o imieniu Michael. Romans niestandardowy, dziwny, ale i niebanalny zarazem. Z jednej strony jest to miłość pierwsza, płomienna i absolutna, z drugiej cicha i skryta pod maską obojętności. Miłość ważna dla obojga, realizowana namiętnie w ramionach kochanka i podlewana kolejnymi wierszami czytanych książek. Bo Michael nie jest dla Hanny jedynie partnerem erotycznych uniesień - jest drogą do literatury, zarówno tej wielkiej, jaki i tej nieobyczajnej, portalem w świat uczuć i ciekawych historii. Jest jej lektorem.

Opisuję fabułę zdawkowo, ponieważ zagłębiając się w sedno, odebrałbym widzowi zaskoczenie, dochodzenie do pointy, zamieniającej ten nostalgiczny i momentami banalny melodramat w film o wartości ponadczasowej. Hanna w tajemnicy odejdzie od Michaela, jednak los przetnie ich drogi ponownie. W miejscu dużo mniej romantycznym i w sytuacji zgoła tragicznej.

Nieważne jest zupełnie jak Daldry realizuje swój film - nie ma w nim nic językowo odkrywczego, ani nawet zaskakującego. Kino jakby poetyckie, zmysłowe; powolnie płynąca z ekranu historia miłosna, zaskakujący zwrot akcji i dylematy przed jakimi stają bohaterowie. Tempo prawie jednostajne, dobrze budowane napięcie. Nic ponad przeciętność. Ale gdzieś ponad tym ciąży widzowi waga wewnętrznych rozterek, które gniotą główne postaci. Piętno jakie wywierają na ich życie. Lektor to znakomita i wnikliwa analiza ułomności ludzkiego charakteru, który wyżej stawia własną krzywdę niż dążenie do prawdy. Charakteru, który ocenia nie starając się zrozumieć. Cechy niezdolnej do współczucia i niechętnej do przebaczenia. Żyjącej w duszy każdego człowieka potrzeby subiektywnej oceny, finalnie pozbawiającej go człowieczeństwa. Bo kim w końcu jesteśmy, jeżeli nie potrafimy rozgrzeszać?

Wykorzystanie opowieści z Holocaustem w tle było zabiegiem niezwykle ryzykownym, ale i usprawiedliwionym. Shoah jest w pojęciu współczesnego człowieka brzemieniem absolutnie najgorszym, niepoliczalnie okrutnym, jest winą wyznaczającą dla wyobraźni granicę zezwierzęcenia. Przebaczenie katom z obozów zagłady nabiera więc cech niemal sakralnych, jakby Chrystusowych. Oburzenie środowisk żydowskich, jakkolwiek częściowo zrozumiałe, wydaje zarazem świadectwo ich dojrzałości (choć pewniej uwidocznia jak przeraźliwie otwarte są jeszcze ich rany). Tak czy inaczej nie można oceniać obrazu Daldry’ego przez pryzmat dyskusji o hitlerowskiej winie, ale raczej jako próbę podjęcia nowego dialogu, za punkt wyjścia mającego pytanie o kondycję naszego współodczuwania. O umiejętność rozumienia i zdolność do podania ręki.

Lektor to wnikliwa i niezwykle ludzka historia z doskonałą rolą Kate Winslet. I tylko tak powinna być zapamiętana.

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus