Recenzja filmu "Thor: Mroczny świat"

Każde kolejne dzieło Marvela to zapierający dech w piersiach świat efektów specjalnych oraz inspirowana nolanowską stylistyką ekranizacji próba zakotwiczenia komiksowych historii w rzeczywistości. Z założenia jest to przede wszystkim rozrywka na wysokim poziomie. Konwencja dzieł Marvela (zwłaszcza w przypadku Avengers) zaczęła się już jednak wyczerpywać, nużyć wtórnością fabularną oraz irytować przerostem formy nad treścią. Po rewelacyjnym i odświeżającym serię Iron Manie 3, przyszedł czas na Thora. Czy nordycki bóg, podobnie jak swój świat, uratuje również uniwersum komiksowych ekranizacji?

Thor nie ustaje w walce o ocalenie Ziemi i pozostałych Dziewięciu Królestw. Po wydarzeniach z pierwszej części Thora oraz Avengers, bohater próbuje zaprowadzić porządek w kosmosie, ale starożytna rasa dowodzona przez mściwego Malekitha powraca, by zepchnąć wszechświat w ciemność. Stając do walki z wrogiem, któremu nie może dać rady nawet Asgard pod wodzą Odyna, Thor musi udać się na niebezpieczną wyprawę i być może poświęcić wszystko, by ratować wszechświat.

Pierwsza odsłona przygód nordyckiego boga stanowiła mieszaninę szekspirowskiego dramatu ze stylistyką olśniewającej baśni o walce dobra ze złem. Niestety, mimo mocnych stron (poziom aktorstwa, malowniczy świat Asgardu), obraz był moim zdaniem najsłabszym elementem filmowego uniwersum Marvela. Jego głównym problemem było przede wszystkim stosunkowo natarczywe osadzenie tak nieprawdopodobnego bohatera w rzeczywistym świecie. Twórcy wyciągnęli jednak wnioski z niedoskonałości pierwszej części, konstruując prawdopodobnie jedną z najlepszych dotychczas produkcji Marvela.

Thor: Mroczny świat jest wspaniałym przykładem na to, jak powinno się kręcić kontynuacje. W produkcji Alana Taylora panuje stara zasada Fabryki Snów „szybciej, mocniej, lepiej”, dzięki czemu film jest jeszcze ciekawszy, śmieszniejszy i efektowniejszy niż jego pierwsza odsłona. Reżyser umiejętnie buduje główną oś fabuły, od samego początku kreując atmosferę napięcia, uniwmożliwiającą aż do końca seansu oderwanie wzroku od ekranu. Twórcy wielokrotnie przywołują motywy znane chociażby z Władcy Pierścieni (na przykład otwierająca obraz sekwencja bitwy oraz stylistyka pojedynków), wykorzystując przy tym najmocniejsze aspekty komiksowej wersji Thora, jego baśniowy i fantastyczny charakter. Warto zauważyć, że reżyser opiera się pokusie moralizatorstwa i przesadnego egzaltowania miłości bohaterów, która mogłaby mieć niekorzystny wpływ na impet dzieła. Ostatecznie z zapartym tchem obserwuje się kolejne wydarzenia, nawet mimo chwilowych mielizn fabularnych oraz pewnej naiwności niektórych wątków (związanych zwłaszcza z niegodziwością Mrocznych Elfów czy przewidywalnym rozejmem Thora z Lokim).

Niewątpliwie jednym z głównych atutów Thora, podobnie jak pozostałych filmów Marvela, jest sarkastyczne poczucie humoru oraz przezabawne relacje między bohaterami. Najlepsze kwestie oczywiście przypadły Thorowi i Lokiemu, których ironiczne, cięte riposty czy komentarze potrafią rozładować napięcie najpoważniejszych sekwencji obrazu.

Thor: Mroczny świat to przede wszystkim zniewalające kino rozrywkowe, napakowane niczym Pudzian efektami specjalnymi. Chyba każdy widz zakocha się w baśniowym świecie Asgardu czy nakręconych z polotem i rozmachem scenach batalistycznych. Produkcja wielokrotnie zaskakuje barokowym przepychem światów oraz niezwykłą widowiskowością pojedynków. Na uwagę zasługuje zwłaszcza genialna scena początkowa, której z pewnością nie powstydziłby się nawet sam Peter Jackson.

Niewątpliwym atutem filmu Taylora jest genialne aktorstwo. Chris Hemsworth ponownie udowadnia, że urodził się po to, by zostać Thorem. Jego kreacja naznaczona jest przede wszystkim niezwykłym realizmem i naturalnością. Po raz kolejny główne skrzypce odgrywa jednak Loki, będący zdecydowanie najciekawszą, najbardziej złożoną i kontrowersyjną postacią w filmie (zwłaszcza przy partnerującej mu reszcie kryształowych, czystych jak łza bohaterów). Bohater grany przez Toma Hiddlestona pod wieloma względami przypomina Jokera - kocha kłamać i knuć intrygi, jednak w przeciwieństwie do niego pali go żądza władzy. W filmie Taylora na uwagę zasługuje także Christopher Eccleston, którego Malekith jest równie ciepły, co spojrzenie Macierewicza.

Thor: Mroczny świat zgodnie z nieco potocznym zwrotem kabareciarzy „urywa dupę widzowi”. Produkcja Alana Taylora pomimo pewnej naiwności, zaskakuje niezwykle wciągającym wątkiem fabularnym oraz ucztą niezapomnianych efektów specjalnych. Jeśli podobał wam się świat, klimat i stylistyka Władcy Pierścieni, z pewnością pokochacie również Thora.

P.S. Polecam pozostanie na miejscach w kinie aż do wyświetlenia napisów końcowych. Na wytrwałych czeka nagroda.

Film obejrzeliśmy dzięki:


blog comments powered by Disqus