Kolejny obrazek przyszłości - recenzja filmu "Kraina jutra"

Disney postanowił dołożyć swoją cegiełkę do filmowych wizji przyszłości. Tym razem obyło się bez ekranizacji kolejnej dystopijnej wizji świata; stworzono własny projekt, co zasługuje na spore uznanie w dobie wszelkiego rodzaju adaptacji czy remake’ów. By nieco zachęcić odbiorców do obejrzenia proponowanej przez Studio Disney wizji, największy nacisk postawiono na obsadę. Jednak czy to pomogło produkcji?

Casey to zdolna dziewczyna z mnóstwem ciekawych pomysłów. Swoje techniczne zdolności odziedziczyła po ojcu, który pracuje dla NASA. Niestety niedługo jego współpraca z firmą się kończy, z czym nie może się pogodzić protagonistka, która robi wszystko, by do tego nie dopuścić. Wszystko, czyli sabotuje wyburzenie platformy rakietowej. Niestety podczas jednej z misji zostaje nakryta i umieszczona za kratkami. Kiedy wychodzi za kaucją, okazuje się, że w jej rzeczach znajduje się magiczna przypinka, która pokazuje dziewczynie nieznane miejsce.

Kraina jutra to produkcja familijna: spodoba się zarówno młodszym, jak i tym nieco starszym widzom. Jeżeli chodzi o efekty specjalne i wizję przyszłości – Studio Disney wykonało kawał naprawdę dobrej roboty, tworząc rzeczywistość pozbawioną, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wad. Tytułowa Kraina Jutra to miejsce, gdzie największy nacisk kładzie się na naukę i rozwój. Nie ma wojen, podziału klasowego, niezadowolonych mieszkańców. Każdy ma swoje miejsce w społeczeństwie. Ta utopia nie jest jednak bez wad, o czym przekonują się bohaterowie, którzy podejmują się niebezpiecznej misji przeniknięcia do przyszłości w celu uratowania swojej teraźniejszości.

Niestety, twórcy bardzo mało czasu poświęcili wątkowi Krainy Jutra, a więcej problemowi podróży do niej. Większą część fabuły poświęcono albo próbom znalezienia się w przyszłości, albo dotyczącej jej historii Franka. Sama scena finałowa jest zbyt krótka i rozgrywa się zbyt szybko, pozostawiając u widza wrażenie niedosytu. Gdyby trochę odwrócić proporcje i mniej skupić się na motywie odnalezienia środka transportu, który zabierze bohaterów do poszukiwanego miejsca, film okazałby się bardziej równy.

Także motyw walki z androidami nie do końca satysfakcjonuje. Maszyny mają powstrzymać protagonistów, jednak poza dwiema ciekawymi scenami ich rola zostaje za bardzo okrojona. Ich starania, by zapobiec podróży głównych postaci to tak naprawdę przysłowiowa walka z wiatrakami. Widz doskonale zdaje sobie sprawę, że androidom nie uda się powstrzymać Franka i Casey. Tak, film jest za bardzo przewidywalny. Disney tak bardzo starał się stworzyć piękny wizualnie obraz, że zapomniał o detalach dotyczących fabuły.

Jeżeli zaś chodzi o dobór aktorów… Tutaj nie można zarzucić twórcom pomyłki. Britt Robertson idealnie pasuje do roli zbuntowanej i pokręconej bohaterki, która, niczym kot, chadza własnymi ścieżkami. Raffey Cassidy bardzo dobrze wcieliła się w postać Atheny – tego dobrego androida, z misją do wykonania. Jednak największe brawa należą się przekomicznemu George’owi Clooneyowi.

Reasumując, Kraina jutra to dobra produkcja, jednak nie uniknęła ona kilku poważnych błędów. Jeżeli lubicie się kolejne wizje przyszłości, musicie zapoznać się i z tą. Efekty specjalne, muzyka i obsada to najmocniejsze elementy produkcji, gdyby jeszcze fabuła została lepiej dopracowana, wtedy film okazałby się o wiele lepszy. Niemniej zasługuje na uwagę nie tylko sympatyków futurystycznych wizji, ale i miłośników produkcji Disneya.


blog comments powered by Disqus