"Transformers: Ostatni Rycerz" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Krzysiek Płociński
Korekta: Damian "Nox" Lesicki
9 stycznia 2018

I znowu „Transform!”


transformers ostatni rycerz dvd recenzja

To już piąty raz gdy Michael Bay przybliża widzom świat zmiennokształtnych robotów z kosmosu. Niestety jak dotąd jego filmy zamiast robić się z każdą częścią coraz lepsze stają się przede wszystkim nudniejsze. Schematyczność i przewidywalność tych produkcji odstrasza dojrzalszych i bardziej wymagających widzów. Czy Ostatni Rycerz podnosi jakość serii? A może jest jedynie jej kolejną częścią?


Akcja filmu rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach z Wieku Zagłady. Odkąd Optimus Prime opuścił Ziemię, by stawić czoło swoim twórcom, na naszej planecie nie wiodło się zbyt dobrze Transformerom. Większość krajów świata uznała je za nielegalne i zezwoliła na ich likwidację. Zajmuje się tym specjalna organizacja militarna. Niezależnie od tego, do której frakcji należą – Decepticonów czy Autobotów – wszyscy muszą walczyć o przetrwanie.

transformers ostatni rycerz recenzja


Historia przedstawiona w Ostatnim Rycerzu jest poprowadzona tak jak we wszystkich poprzednich częściach. Scenarzyści wydają się trzymać cały czas jednego schematu, jedynie przesuwając czas akcji o kilka lat naprzód. Z tego powodu film jest bardzo przewidywalny i mało innowacyjny. Każdy, kto widział przynajmniej jedną z poprzednich odsłon cyklu, może domyślić się jaki będzie przebieg wydarzeń. Kolejnym dużym minusem scenariusza jest zaprzeczanie historii opowiedzianej w poprzednich filmach. Dotychczas trzymano się wersji, że Transformery są na Ziemi od dawna, ale się ukrywały. Teraz nagle się okazuje, iż aktywnie wpływały na ważne wydarzenia historyczne. Taka nieścisłość zapewne zrazi fanów serii. Wprowadzenie kilku nowych bohaterów odrobinę urozmaica obraz, ale nic poza tym. Owszem, bez ich działań akcja nie mogłaby posuwać się naprzód, lecz nie ma to wpływu na monotonię produkcji. 

Scenariuszowi można zarzucić jeszcze jedną rzecz – banalne i przerysowane kwestie niektórych postaci. Chwilami tekst wypowiadany przez jakiegoś bohatera, który powinien być poważny i wyniosły, wychodzi raczej śmiesznie. Pod tym względem niepodważalnym królem jest Optimus (Peter Cullen).

Jedno trzeba przyznać twórcom Transformers – są konsekwentni w tym, co robią. Nie starają się wmawiać widzom, że ich filmy to wielkie arcydzieła kinematografii. Zamiast tego pokazują głównie czystą akcję z udziałem komputerowo wygenerowanych robotów.

Niestety pod kątem realizacji także mamy do czynienia z brakiem innowacji. Cały czas na ekranie dominują efekty cyfrowe i eksplozje, w których tak bardzo lubuje się Michael Bay. Jednakże tych drugich zdaje się być jakby trochę mniej w stosunku do poprzednich dwóch filmów z cyklu. Element wyjątkowo mało subtelny w Wieku Zagłady stanowiły sceny z lokowaniem produktów. Widzowie byli wręcz zasypywani logotypami różnorodnych marek. Ten aspekt uległ sporej zmianie i to na lepsze w Ostatnim Rycerzu. Na ekranie wciąż wyskakują różne produkty – jak piwo konkretnej marki – tym razem jednak są one o wiele mniej nachalne i w ograniczonej ilości. To prawdopodobnie jeden z niewielu plusów tej produkcji.

 

transformers ostatni rycerz recenzja


Z całej obsady w filmie liczą się w sumie trzy osoby: Mark Wahlberg, Laura Haddock i Anthony Hopkins. Pierwszy z tej trójki po raz drugi wcielił się w rolę Cade’a Yeagera i znów był przeciętny. Jego postać nieco dojrzała od ostatniej przygody z robotami, przyjmując jednocześnie rolę wybawcy przybyszów z innego świata. Niestety zabieg ten jest dość banalny, a Wahlberg swoją grą nie dodał mu niczego specjalnego. Grana przez Haddock Vivian to stereotypowa nadęta Angielka. Aktorka raczej nie mogła się specjalnie wykazać w tej niezbyt ciekawej roli. Najbardziej interesująco z wymienionych osób zaprezentował się weteran kina, Anthony Hopkins. Jako nieco zdziwaczały starszy pan i ostatni członek tajnej organizacji zajmującej się Transformerami potrafił zarówno zaprezentować jego poczucie misji oraz sporą dozę humoru. Można mu zarzucić trochę chaotyczności, ale to raczej kwestia scenariusza. Aktorzy podkładający swoje głosy pod poszczególne maszyny – między innymi Peter Cullen czy John Goodman – brzmią nieźle, ale nie zachwycają. Kilka postaci drugoplanowych pojawia się na ekranie przez parę minut i potem znika na większość filmu. Przez to aktorzy wcielający się w te role nie mogli lepiej zaprezentować swoich zdolności.


Krótka książeczka, z którą produkcja została wydana to w zasadzie mini album ze zdjęciami. Można tam znaleźć kadry z filmu, bliższy rzut oka na postacie – zarówno ludzi i maszyny – oraz pojawiające się w produkcji pojazdy. Na płycie nie ma zawartości dodatkowej, co na pewno przypadnie do gustu amatorom prostoty. W ustawieniach językowych jest za to sporo opcji. Lektor występuje w czterech wersjach: polskiej, czeskiej, węgierskiej i oryginalnej angielskiej. Napisów jest jeszcze więcej, bo aż czternaście opcji: angielskie, polskie, arabskie, czeskie, estońskie, greckie, hebrajskie, węgierskie, islandzkie, łotewskie, litewskie, portugalskie, rumuńskie i słowackie. Płyta zawiera także standardową funkcję wyboru scen dla osób chcących przejść do konkretnego momentu w filmie.


Transformers: Ostatni Rycerz to po prostu kolejna odsłona ciągle pogarszającej się serii. Brak innowacji i pozytywnych zaskoczeń pod jakimkolwiek względem – typowy dla tych produkcji – udzielił się także najnowszej części. Przez schematyczność i przewidywalność fabuły widz jest zmuszony walczyć z własnym znudzeniem i sennością w trakcie oglądania. Patrząc na to, w jakim kierunku wciąż zmierzają Transformery, nasuwa się jedno pytanie – czy warto to kontynuować?


 



blog comments powered by Disqus