Pazur owcy

plakat filmu Pazur owcy

Żaden inny gatunek filmowy nie jest tak "amerykański" jak western. To  efektywne, acz nie do końca wiarygodne lekcje z historii narodzin najpotężniejszego kraju globu, pełne widowiskowych strzelanin, charyzmatycznych kowboi oraz zjawiskowych panien lekkich obyczajowych. Przez ostatnie lata gatunek ten znajdował się we względnym letargu. Tylko nieliczne tytuły przebijały się do masowej widowni (remake 3:10 do Yumy czy iście kameralny Zabójstwo Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda). Sytuacja ta może ulec diametralnej zmianie za sprawą braci Coen i ich nowej adaptacji opowiadania Charlesa Portisa "Prawdziwe męstwo". 

Najnowszy film twórców kultowego w niektórych kręgach Big Lebowskiego zaczyna się dość zwyczajnie. Oto obserwujemy ledwie czternastoletnią wieśniaczkę Mattie Ross (w tej roli zdecydowanie jedna z największych odkryć aktorskich A.D. 2010 - Hailee Steinfeld), która przybywa do miasteczka po ciało ojca, zamordowanego przez bliskiego wspólnika Toma Chaneya. Mattie pragnie tylko jednego; srogiej zemsty na mordercy. Korzystając z surowego prawa Hammurabiego ("Oko za oko, ząb za ząb"), zamierza na własną rękę dorwać Chaneya. Do tego celu wynajmuje najbardziej zadziornego szeryfa na całym Dzikim Zachodzie - Reubena J. "Roostera" Cogburna (bezbłędny Jeff Bridges). Z czasem do tego egzotycznego duetu dołącza jeszcze jeden mężczyzna - niezbyt rozgarnięty Teksańczyk LaBoeuf. W trójkę udają się na terytorium Indian, zmagając się przy tym z własnymi słabościami i lękami.

Jeffa Bridgesa ostatnimi laty mogliśmy podziwiać w wielu interesujących rolach. Żołnierza hipisa (Człowiek, który gapił się na kozy 2009), bezlitosnego biznesmena (Iron man 2008), heroicznego ojca (Tron - Dziedzictwo 2010) czy pogrążonego w nałogach desperata (Kraina traw 2005). I w końcu stetryczałego piosenkarza country (Szalone serca 2009), za którą to rolę otrzymał zasłużonego Oskara. Teraz stanął przed nie lada trudnym zadaniem; zmierzenia się z niekwestionowaną legendą filmów traktujących o Dzikim Zachodzie. Trzeba przyznać, że i z tej próby wyszedł wprost doskonale. 

Rooster w filmie braci Coen jest bardziej zepsuty, pogrążony w nałogach oraz zdegenerowany, niż w adaptacji z 1969 roku.  Sam film posiada większą dawkę dramatyzmu, a zarazem (paradoksalnie) humoru, który jest przede wszystkim udziałem komicznej roli Jeffa Bridgesa. W tym przypadku strzał był celny - żaden inny aktor z taką lekkością nie dorównałby talentowi nieśmiertelnego Johna Wayne'a.  

Mattie cechuje spryt, upór w dążeniu do wymierzenia sprawiedliwości, niezwykły hart ducha oraz cięty język. Jest ona jedynym nośnikiem wyższych ideałów i szczytnych wartości - jakby owcą wrzuconą w stado wściekłych wilków; z pozoru tylko niegroźnym zwierzęciem, które w obliczu zagrożenia potrafi pokazać pazury.

Kilka scen jest tożsamych z wersją z lat sześćdziesiątych, m.in. przesłuchanie Roostera w sądzie, sprytne targowanie się z właścicielem stajni, końcowa strzelanina szeryfa alkoholika z bandą Peppera, czy zwijanie tytoniu przez rezolutną nastolatkę. Znacząca różnica jaka się pojawiła w nowej ekranizacji opowiadania Charlesa Portisa to zakończenie, które jest bardziej przejmujące i nostalgiczne oraz kapitalne, epizodyczne pojawienie się osnutego mistycyzmem człowieka-niedźwiedzia. 

W starej wersji w reżyserii Henry'ego Hathawaya obok Johna Wayne'a zagrali Robert Duvall jako Ned Pepper oraz Dennis Hopper. Tym razem na drugim planie pojawiają się równie docenieni aktorzy - Matt Damon jako ciapowaty łowca nagród oraz, pamiętny z roli niestrudzonego męża w To nie jest kraj dla starych ludzi, Josh Brolin. Widać, że westernowa estetyka im całkowicie służy, a praca na planie była dla nich czystą przyjemnością.

Bracia Coenowie po raz kolejny odnieśli wielki sukces, zarówno artystyczny, jak i finansowy. W epoce chronicznego prezentowania filmów w technice 3D, reżyserzy Fargo udowadniają, że można stworzyć wspaniałe dzieło prostymi środkami. Nie dziwi zatem aż dziesięć nominacji do Oskarów oraz wiele już do tej pory zdobytych nagród. Takim spektakularnym opowieścią mówię głośne - Tak!


blog comments powered by Disqus