Młodzi, gniewni, egzotyczni

plakat filmu Młodzi, gniewni, egzotyczni

Egzotyka w kinie to nie tylko girlandy kwiatów w filmach z Bombaju czy pląsy panien z Japonii. W naszej wyobraźni film z Republiki Południowej Afryki może wydawać się egzotyczny przez samą długość lotu na trasie Warszawa-Johannesburg, i przez to wart zainteresowania. Jeśli ktoś chce może kierować się takimi pobudkami, jednak są filmy, z których egzotyką trzeba uważać. Gavin Hood, znany Polakom z ekranizacji książki Sienkiewicza W pustyni i w puszczy prezentuje widzom dzieło nowoczesne, korzystające z osiągnięć kinematografii światowej, przyprawione południowoafrykańską wersją kultury popularnej.

Tsotsie zostało docenione przez członków AMPAS i otrzymało nagrodę Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny. Doceniają go widzowie i krytycy, nad tym peanem śpiewanym wokół głos przywracający spokój może być przydatny.

Kilkunastoletni Tsotsi jest przywódcą bandy prowincjonalnych gangsterów terroryzujących slumsy Johannesburga. Kradnie, zabija, bawi się bronią w sposób ogólnie uznany za niebezpieczny. Gdyby działo się to na przedmieściach Los Angeles moglibyśmy mówić o kolejnym czarnym, który nie przystosował się odpowiednio do amerykańskiego snu. W RPA nie ma snów, złudzeń raczej też nikt nie ma. Życie jest ciężkie, wszystko trzeba wywalczyć rękami – w kopalniach, na straganach, albo zbrodnią. Tsotsi oczywiście jest sierotą, mieszka sam w zbitej z blachy, desek i drewna chałupie, wraz z kumplami upija się i sieje strach wśród mieszkańców okolic. Pewnej nocy Tsotsi postanawia napaść na dom w eleganckiej dzielnicy miasta. Czatując z kumplem przed bramą budynku zauważa okazję – podjeżdża samochód z którego wysiada kobieta. Ona dzwoni do domofonu, on kradnie samochód a w trakcie szamotaniny strzela jej w brzuch. Ona upada, on ucieka. Klatka stop – w samochodzie Tsotsi znajduje niemowlę owinięte w pieluszki, chlipiące, głodne i cuchnące. Mały problem w wymiarach jest gigantycznym problemem dla młodego gangstera, który mimo oporów musi podjąć się wychowania chłopaka. Do pomocy zmusza, będącą po porodzie, śliczną Miriam, która z wielkim poświęceniem podejmuje się wykarmienia małego. Jednocześnie trwają poszukiwania kidnapera, jego zdjęcie pojawia się gazetach, krąg się zacieśnia – koledzy odchodzą, Tsotsi zostaje sam z Miriam, która nie chce mu pozwolić na zatrzymanie dziecka.

Tsotsi to film mający w założeniu być połączeniem kryminału, dramatu, filmu psychologicznego. Niestety pozostaje patos dramatu, banalność kryminału i kiepska psychologizacja. Pojedyncze sceny są pięknie zrealizowane, z maestrią godną najlepszych reżyserów, zagrane z zaangażowaniem, stworzone z całym bagażem znaczeń. Tylko dlaczego tych scen jest tak dużo? Jedna za drugą, każda musi nieść jakieś znaczenia, nie ma minuty dla akcji bez dodatków, każda klatka jest nasycona którymś z elementów, jak nie dramatyczne momenty, to dylematy moralne bohatera. Jeśli to się wyczerpuje, reżyser zadaje pytania widzowi – kogo poprzesz? Jak w kiepskim talk-show. Gdy nie ma pytań atakuje nas etniczną muzyką i światem w którym przyszło dorastać, w tym mamy też motyw dydaktyczny – ciągle w tle pojawiają się plakaty nt zapobiegania HIV. Przyznać należy, że tworzy to sensowną całość, której obejrzenie wiąże się z pewną przyjemnością, szczególnie, że film nie trwa długo. Dobry dla uczniów liceum – niech poznajdują motywy – katharsis, bohatera, który zmienia swoją naturę, motyw matki, motyw cierpienia, zemsty i moralności grupy.

Plusem filmu jest muzyka z gatunku Kwaito – połączenie hip-hopu z muzyka etniczną, nowoczesnym rytmem, muzyka ulicy południowoafrykańskiej. Intrygują mnie szczególnie aktorzy – w większości debiutanci, którzy grają z sugestywnością charakterystyczną dla gry teatralnej. Jednocześnie należy pochwalić ich za stworzenie postaci wiarygodnych, mimo starań reżysera dążących do pokrycia ich platyną patosu. Wyprawa do kina na Tsotsi nie będzie błędem, będzie lekcją pokazową emocji, rażenia siłą i dynamizmem, ciekawym eksperymentem, którego efekty zależą wyłącznie od reakcji widza, jeśli zaufa Gavin’owi i jego wizji świata wrażenie będzie porażające, jeśli przechytrzy twórców wnioski mogą być zaskakujące.


blog comments powered by Disqus