Trzy razy NIE

plakat filmu Trzy razy NIE

Zapewne trudno dokopać się początków kultury masowej, lecz z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że druk powieści brukowych szedł pełną parą już w połowie XIX wieku w Wielkiej Brytanii. Ojczyzna Dickensa, Oscara Wilde'a i sióstr Bronte wydała na świat także osobnika, którego imienia nie znamy po dziś dzień, a o którym wiadomo tyle, że spłodził dziełko należące do nurtu wspomnianego powyżej - Wampir Varney albo uczta krwi. Opowieść ta, pomimo deficytu wartości artystycznych, zawładnęła wyobraźnią społeczeństwa wiktoriańskiego, zmęczonego trudami codziennego udziału w zadaniach przemysłowej rewolucji. Wkrótce potem był Dracula Brama Stokera, a reszta, jak to mówią, jest historią.

Historia owa nadal spisywana jest na bieżąco, między innymi za sprawą Stephanie Meyer, która tak jak niegdyś jej niesławny i anonimowy poprzednik, wryła się głęboko w umysłach zmęczonych szarą codziennością nastolatków na całym globie. Jej opublikowana w 2005 roku powieść Zmierzch nie schodzi z list bestsellerów, gdziekolwiek nie zostanie wydana. Pomimo iż zapewne za sto lat nie będzie tak często wspominana jak Varney czy Dracula, jej książka jest ważnym wydarzeniem w literackim świecie, bo od czasu Anne Rice nikomu nie udało się wepchnąć wampira do świadomości zbiorowej światowej społeczności na taką skalę. Książka, plakaty, albumy, kubki – i gdzieś tam pomiędzy nimi, wyświetlany od niedawna w kinach film.

Fabularnie Zmierzch to typowa opowieść rodem z familijnych filmów wyświetlanych w niedzielne popołudnia. Bella, nastolatka z problemami odnajduje swoją wewnętrzną księżniczkę u boku ukochanego Edwarda, który daje jej miłość, poczucie spełnienia i na dodatek rozwiązuje trapiące ją problemy. Jednak u Meyer sytuacja się komplikuje, gdyż książę z bajki jest wampirem. Czy Bella targana jest rozterkami moralnymi z powodu sympatii, mającej na sumieniu niejedną ofiarę? Czy widz będzie świadkiem rozdarcia wewnętrznego Edwarda miotającego się pomiędzy byciem człowiekiem a bestią? Czy wprowadzenie do nudnej historii postaci wampira cokolwiek zmienia? Parafrazując znany slogan wyborczy: trzy razy NIE.

Ani Steven Spielberg, ani David Fincher, ani Christopher Nolan nie wprowadziliby życia w opowieść tak nużącą. Standardowa treść celująca w uczennice gimnazjów „uatrakcyjniana” jest scenami przypominającymi klipy rodem z MTV – ze wskazaniem na często używane triki montażowe takie jak przenikanie. Irytują także nic nie wnoszące do filmu sekwencje z wampirami, skaczącymi i biegającymi po lesie z nadzwyczajną prędkością, czy też grającymi w baseball, które ani nie urzekają wizualnym pięknem, ani nawet nie próbują udawać, że są czymś więcej niż zapychaczami czasu ekranowego. Braku zasadności w użyciu dużej części scen reżyser Catherine Hardwicke nie rekompensuje wcale. Psychologicznie niewiarygodni bohaterowie odgrywają swoje role nawet nie tyle neutralnie, co działając odbiorcy na nerwy. A prym wiedzie w tym Kristen Stewart, która, jako Bella, do upadłego prezentuje repertuar dwóch min kojarzonych raczej z niestrawnością niż wyrażaniem uczuć. Zmierzch nie wnosi także nic do wampirzej mitologii, jak zrobiło to niedawno rewelacyjne Pozwól mi wejść, gdyż krwiopijcy z powieści Meyer prawie nie przypominają swoich XIX-wiecznych protoplastów. Wachlarz nowych umiejętności, którymi Meyer obdarza swoich bohaterów przywodzi na myśl postaci superbohaterów z kart komiksów; do listy rzeczy, których w Zmierzchu brak, dopisać trzeba scenę, w której wampir z okrzykiem „up, up and away” wyskakuje z budki telefonicznej i ratuje ukochaną z opresji. Na (nie)szczęście dla nas, Edward w kolejnych odsłonach filmu będzie miał okazję wykazać się co najmniej kilka razy, gdyż na horyzoncie pojawiają się ludzie-wilki. Czyżby szykowało się „dzieło” na miarę Underworld? Oby nie.

Oczywiście można wziąć poprawkę na fakt, że zarówno powieść jak i film adresowane są do młodzieży w wieku szkolnym, lecz czy naprawdę musi ona zawracać sobie głowę dalekimi potomkami Varney'a? W Zmierzchu nie ma ukrytej prawdy stanowiącej o wielkości tego obrazu, która usprawiedliwiałaby jego sukces; nie ma żadnej głębszej myśli ani ciekawej realizacji; nie ma nic, co zrekompensowałoby wydatek rzędu kilkunastu złotych na kinowy bilet.

Podyskutuj o tym filmie na forum!


blog comments powered by Disqus