Recenzja polskiego filmu "Układ zamknięty"

Autor: Falleen

Od dłuższego czasu polskie filmy można podzielić na dwie kategorie. Jedna to komedie romantyczne,  które nie różnią się nawet obsadą bądź plakatem, a drugie to filmy dokumentalne poruszające sztandarowy temat Żydów bądź czasów wojny i okupacji. Obie kategorie wzbudzają w społeczeństwie spore zamieszanie oraz debatę poglądów, która kończy się oburzeniem wraz z rozdrażnieniem obu stron. Nagle, pośród zgiełku wymienionych kategorii, pojawia się film niepasujący do żadnej, który wprawia w zakłopotanie media oraz cały aparat władzy państwowej, a społeczeństwo dowiaduje się o problemie istniejącym od lat.

Film, o którym mowa to oczywiście Układ zamknięty Ryszarda Bugajskiego. Obraz bazujący na prawdziwych wydarzeniach, przedstawia historie trójki przedsiębiorców, którzy zostają oskarżeni o pranie brudnych pieniędzy. W rzeczywistości jednak jest to film ukazujący możliwości państwa w zakresie manipulacji oraz sterowania opinią publiczną. Reżyser w sposób dosadny przedstawia całe przedsięwzięcie, które miało miejsce 10 lat temu. Wbrew pozorom głównej roli nie odgrywają tu sami pokrzywdzeni przedsiębiorcy – których grają Przemysław Sadowski oraz Robert Olech - lecz promotorzy całego zamieszania, czyli prokurator Andrzej Kostrzewa – fenomenalny w tej roli Janusz Gajos – oraz Mirosław Kamiński, w którego wcielił się Kazimierz Kaczor. Prostota w fałszowaniu i manipulowaniu poszczególnymi jednostkami przedstawiana przez dzieło Bugajskiego porusza dogłębnie. Reżyser miał ułatwione zadanie gdyż widz przesiąknięty świadomością, że przedstawiane wydarzenia miały miejsce, jest bardziej podatny na prezentowany obraz.

Jednak ciekawa i wciągająca historia to wszystko, co oferuje widzowi Układ zamknięty. Bugajski dostał możliwość stworzenia produkcji, która mogła być kamieniem milowym polskiej kinematografii, jednak reżyser zaprzepaścił swoją szansę filmem, który zostawia niedosyt w każdej możliwej kategorii. Widz oglądając tę produkcję odczuwa na siłę tworzony przez twórcę patos, który ma uświadomić, jak bardzo jest pokrzywdzona grupa przyjaciół. Natomiast gra aktorska zostawia wiele do życzenia. Prawdą jest, że film zawdzięcza swój sukces umiejętnościom aktorskim tylko dwóch panów. Janusz Gajos wraz z Kazimierzem Kaczorem odegrali z niesamowitym kunsztem przydzielone role, które w odróżnieniu od aktorów młodego pokolenia występujących w Układzie zamkniętym przykuwają uwagę widza od samego początku. Nie można też pominąć faktu, że film przez pierwsze pół godzinny zwyczajnie w świecie jest nudny. Wiadomo, że od obrazu o takiej tematyce nie można wymagać hollywoodzkich efektów, lecz Bugajski mógł choć trochę urozmaicić produkcję przyśpieszając bieg wydarzeń.

Film w pewien sposób zawodzi też pod względem wykonania, jak i samej muzyki. Bugajski funduje widzowi kilka scen, które zupełnie są zbędne i nie wnoszą żadnej merytorycznej wartości. Jedne są nad wyraz przeciągane – sam koniec filmu,  wraz z swoistym happy endem – a drugie, które mogłyby stworzyć jeszcze lepszy klimat, są skracane do minimum – świetnym przykładem jest zaledwie kilka ujęć z samego więzienia, w którym siedzieli biznesmeni, a warto dodać, że spędzili tam siedem miesięcy. Reżyser Układu zamkniętego nie przykuł większej uwagi do samych ujęć. Co prawda film posiada aż dwie mocne sceny, w których kamera świetnie oddała klimat, ale w większości, kiedy Bugajski nie miał żadnego pomysłu, co pokazać widzowi między pełnymi patosu rozmowami, raczy go widokiem aglomeracji Szczecina.  

Układ zamknięty wywołuje u widza mieszane uczucia. Bugajski stworzył produkcję pełną wad i niedociągnięć. Wyszedł z założenia, że dwóch genialnych aktorów nadrobi braki fachu aktorskiego pozostałych członków obsady. Uznał, że plakat z nazwiskiem takiej sławy jak Janusz Gajos wystarczy, żeby zachęcić widza do obejrzenia dzieła. Faktem jednak jest, że reżyserowi udało się przekonać ludzi do swojej produkcji, lecz nie dzięki jego założeniom. Film trafił w czuły punkt relacji miedzy państwem a jednostką. Pokazuje oraz udowadnia, że istniejący aparat władzy nie działa sprawnie i z łatwością oraz premedytacją krzywdzi niewinnych ludzi. Produkcja Bugajskiego broni się fabułą oraz prostotą przekazu, która maskuje wiele technicznych niedociągnięć. Mimo wszystko reżyser nie wykorzystał całego potencjału drzemiącego w tej historii. W pewnych momentach brakowało akcji, a w niektórych nadmiar patosu aż wyciekał z ekrany. Największym paradoksem obrazu Bugajskiego jest fakt, że mimo wszystkich błędów zawartych w Układzie zamkniętym, widz opuści salę kinową ze świadomością, że wybrał dobry film. 


blog comments powered by Disqus