"Ukojenie" - recenzja wydania DVD filmu

Autor: Korni
Korekta: Joanna Biernacik
18 czerwca 2016

Hannibal wybawiciel 

Siedem, kryminał z 1995 roku, który po 21 latach nadal wbija widza w fotel, mógł doczekać się sequelu. Ówczesne Hollywood nie było jednak aż tak żądne odgrzewania sprawdzonych tematów, więc scenariusz na ciąg dalszy produkcji przechodził z rąk do rąk. Po kilkunastu latach projekt znalazł chętnych do jego realizacji i tak właśnie powstał thriller pt. Ukojenie.

W ukrytym w głębi lasu domu zaszył się dawny pomocnik FBI – John Clancy (Anthony Hopkins). Jego samotnię nawiedza kolega, agent Joe (Jeffrey Dean Morgan) wraz ze swoją zawodową partnerką Katherine (Abbie Cornish). Powód ich niezapowiedzianej wizyty: John jest potrzebny, aby rozwiązać serię zagadkowych morderstw. Rozpoczyna się walka z czasem, w której ceną jest nie tylko życie kolejnych osób, ale i samych funkcjonariuszy.

John to postać nieprzeciętna. Psychiatra potrafi zobaczyć nie tylko przyszłość, ale i przeszłość każdej osoby. Z poczuciem głębokiego bólu po śmierci ukochanej córki przeżywa załamanie swojego powołania. Wyrwany z pustelni w dość sprawny sposób odczytuje przebieg zabójstwa – wystarczy mu zaledwie dotyk, aby przed oczami stanęły mu szczegóły przeszłych wydarzeń. Liczba ofiar jednak rośnie, a morderca wydaje się przewidywać każdy krok FBI. Co ciekawe, zabawa w kotka i myszkę nie trwa jedynie do rozszyfrowania personaliów mordercy to dopiero wtedy rozpoczyna się prawdziwa gra. John, aby powstrzymać szaleńca przed realizacją swojego planu, musi stanąć oko w oko z własnymi demonami, dzięki czemu dokonuje pewnego rodzaju rozgliczenia z własną przeszłością.

O Anthonym Hopkinsie można bez wahania powiedzieć, że to wybitny aktor. Wybór filmów, w których bierze udział, wydaje się  za każdym razem dokładnie przemyślany – nie bawi się w tandetne komedyjki z młodocianymi gwiazdami, szukając poklasku wcześniejszego pokolenia. Hopkins lubi bohaterów skomplikowanych (Piętno), o zaburzonej psychice (Słaby punkt), wewnętrznie cierpiących (Rytuał). Główny bohater Ukojenia, przez którego przenika ból innych, sam boryka się z największym cierpieniem, jakie może spotkać rodzica: śmiercią własnego dziecka. Postarzała aparycja Hopkinsa świetnie wpisuje się w udręczone postaci, ukazując nam piętno czasu i smutku na ich twarzach. Tym bardziej obserwujemy to teraz, kiedy aktor zbliża się już do osiemdziesiątki.

Na bliższą uwagę zasługuje nie tylko wymieniony wyżej laureat Oscara (aktor pierwszoplanowy w Milczeniu Owiec z 1991 roku), ale także główna rola kobieca, czyli agentka Katherine. Pozornie stereotypowa blondynka, dzięki spojrzeniu na nią przez pryzmat wszechwiedzącego Johna okazuje się złożoną postacią – z czym całkiem przyzwoicie radzi sobie Abbie Cornish. Jeffrey Dean Morgan, znany przede wszystkim z komedii romantycznej PS. Kocham Cię lub z epizodycznej roli w serialu Chirurdzy, wiarygodnie wypada w roli troskliwego, ale i szanowanego powszechnie stróża prawa. Mimo pomyślnego doboru obsady, między główną trójką bohaterów iskrzy zdecydowanie za mało – być może położenie nacisku na kreację wizji medium odciągnęło twórców od dopieszczenia personalnej warstwy produkcji.

Ciekawym aspektem wizualnym realizacji jest ujmowanie paranormalnych zdolności Johna w (pojawiające się nagle) brutalne i niezrozumiałe obrazy. Nie jest to spójne z całością produkcji, ale daje pewien efekt zaskoczenia, szczególnie, że sceny te wyróżniają się zarówno skrupulatną jakością zdjęć, jak i stylistyką – widzom objawiają się zakrwawione twarze, co przywodzi na myśl fragment czołówki serialowego Dextera. Dzięki tym zabiegom jesteśmy w stanie spojrzeć przez palce na drżenie i brak spójności ruchu kamery.

Prócz tych udanych, ekspresyjnych przerywników w Ukojeniu nie zobaczymy efektów specjalnych, które mogłyby dopełnić rozmachu produkcji: wielkich pościgów czy wybuchów. Jako żądny wrażeń widz możemy spróbować wytłumaczyć to w dwojaki sposób: zwalić na kark niewielkiego budżetu, jakim dysponowali twórcy lub stwierdzić, że to nie na scenach akcji mieliśmy się skupić. Rzeczywiście – film odchodzi od szybkich i gwałtownych partii na rzecz dłuższych ujęć, dyskusji bohaterów i wspomnianych wcześniej oryginalnych obrazów. Pomieszanie gatunków jest jednak widoczne – dziwne wizje Johna przypominają filmy science fiction, a to nijak ma się do konsekwentnie budowanej atmosfery napięcia, tajemnicy i grozy. Produkcji broni jednak fakt, że John nie jest oderwanym od rzeczywistości, nawiedzonym medium. Sam zainteresowany swoje nadprzyrodzone zdolności tłumaczy ponadprzeciętnie rozwiniętą intuicją i wydaje się podchodzić do niej z dużym dystansem. To zdroworozsądkowe podejście do umiejętności bohatera sprawia, że zaczynamy wierzyć w ich naturalne istnienie.

Po pozytywnym wrażeniu, jakie wywiera na nas seans, doznamy zawiedzenia, kiedy sięgniemy po wydanie DVD. Nie daje ono nam nic poza standardową paczką od dystrybutora: trailerem i zapowiedziami kilku innych produkcji. Do tego otrzymujemy menu, co prawda w przyjemnym dla oka graficznym ujęciu, całkowicie spójne z pudełkiem opakowania. Reasumując: liczyliśmy na więcej.

Ukojenie to dobry thriller z porządnym scenariuszem. Interesujące śledztwo pozostawia nas jednak w pewnym niedosycie, który trudno jest zdefiniować: zabrakło chemii między głównym aktorskim triem, a może półtorej godziny to już za mało dla wprawionego kinomana, aby odpowiednio się nasycił?  To nie jedyny niedostatek, który odczujemy po projekcji. Film pozostawia widza w pewnym dylemacie moralnym: czy zło można usprawiedliwiać prawymi pobudkami? W Ukojeniu nie dostaniemy odpowiedzi na to pytanie, tę zagadkę musimy rozwikłać sami.



blog comments powered by Disqus