Recenzja filmu "Niezniszczalny"

Autor: Redil


Superbohaterowie najczęściej mają ręce pełne roboty. Jednego dnia trzeba uratować kogoś z płonącego budynku (najlepiej jakąś ślicznotkę), innego zatrzymać rozpędzony pociąg, pędzący wprost ku przepaści, a jeszcze innego wypada pomóc małej dziewczynce opłakującej kota, który boi się zejść z drzewa. Ale czego to się nie robi dla potrzebujących, szczególnie kiedy posiada się wyjątkowe moce, dzięki którym nie straszny jest żaden przeciwnik. Gorzej, jeśli bohater zupełnie nie ma pojęcia o swojej niezwykłej sile. Wtedy wszystkie te barwne przygody, z ratowaniem pięknych kobiet na czele, mogą przejść mu obok nosa. Czy film o ponadprzeciętnym bohaterze, wiodącym całkiem przeciętne życie, może być ciekawy? Może, jeśli protagonista w porę zorientuje się, kim jest w rzeczywistości.

Tak jest właśnie z Davidem w filmie M. Night Shyamalana – Niezniszczalny, nakręconym przez niego w rok po znakomitym Szóstym zmyśle (tutaj również w rolę główną wciela się Bruce Willis). Życie Davida pełne jest szarości. Mało ambitna praca jako ochroniarz na stadionie nie wypełnia luki po przerwanej sportowej karierze. Dodatkowo jego małżeństwo chyli się ku upadkowi. Jakby tego było mało, mężczyzna uczestniczy w tragicznej katastrofie kolejowej, z której jako jedyny uchodzi z życiem. Niedługo jednak David przejmuje się swoim cudownym ocaleniem, w końcu ma na głowie zbyt wiele trosk oraz problemów życia codziennego, aby rozwodzić się nad zwyczajnym przypadkiem. Ale jest ktoś, kto bardzo dokładnie przyjrzał się tej sprawie i doszedł do całkiem nietypowych wniosków.

W dzieciństwie przezywany przez kolegów Zapałką, z powodu niezwykle kruchych kości -  Elijah (w tej roli Samuel L. Jackson), poświęcił się w pełni czytaniu i kolekcjonowaniu komiksów. Z czasem pasja ta przerodziła się w obsesję, która pchnęła mężczyznę do poszukiwania kogoś o podobnych, ale skrajnie przeciwstawnych do jego właściwościach organizmu. Skoro bowiem jego kości są wyjątkowo słabe, ulegają złamaniu przy najmniejszych nawet stłuczeniach, to musi istnieć też ktoś, kto będzie bardzo wytrzymały i odporny. Z niezwykłą cierpliwością oraz uwagą studiuje okoliczności kolejnych katastrof, z których nikt nie uchodzi z życiem, aż wreszcie odnajduje Davida.

Stworzona przez Shyamalana fabuła wygląda naprawdę interesująco. Zresztą, w niemal każdym jego filmie mamy do czynienia z nieszablonowymi historiami. Nie zawsze jednak twórca ten w pełni wykorzystuje potencjał zawarty w swoich pomysłach, raz ocierając się o banał, kicz i schematyczność (Kobieta w błękitnej wodzie), a raz wypierając historię z emocji (Zdarzenie). Ten ostatni problem pojawia się również w Niezniszczalnym, gdzie reżyser nie do końca radzi sobie z kreowaniem napięcia. Postać Davida zdaje się być obojętna na wszystko wokół. Nawet przekonując się o swoich właściwościach, nie okazuje większego przejęcia. W teoretycznie najbardziej dramatycznej scenie, kiedy syn Davida celuje do niego z pistoletu, chcąc sprawdzić, czy jego ojciec naprawdę jest niezniszczalny, irytująca pasywność bohaterów aż wylewa się z ekranu. W efekcie cała ta obojętność zaczyna udzielać się też widzowi.

O wiele większe zaangażowanie prezentuje bohater grany przez Samuela L. Jacksona (swoją drogą ciekawostką jest, że po dwunastu latach od wcielenia się w postać komiksowego maniaka, Samuel zagrał przywódcę organizacji S.H.I.E.L.D. w ekranizacji marvelowskich Avengers). Obserwujemy jak z coraz większą uporczywością próbuje przekonać Davida do swoich racji, jak zestawia swoje nieraz infantylne teorie z rzeczywistością i za wszelką cenę, nawet jeśli miałoby stać się to kosztem nagięcia prawdy, walczy o spełnienie swoich niemal dziecinnych marzeń o prawdziwym superbohaterze. Zaślepienie wobec ideałów, w które wierzył, sprawia wreszcie, że sam gubi gdzieś swoje własne człowieczeństwo.

Ostrzeżenie przed zamykaniem się na innych oraz uciekaniem do nierealnych i wyimaginowanych światów, choć mało oryginalne, ma formę uniwersalną, przez co odbiór filmu zawsze powinien budzić jednakowe emocje. Ostatnie tragiczne wydarzenia przy okazji premiery filmu Mroczny Rycerz powstaje, przypominają nam, że problem jest jak najbardziej aktualny, bez względu na to, czy będziemy odnosić się do gier komputerowych, Internetu, filmów czy komiksów.

Zdarcie z filmu fantastycznej zasłony było strzałem w dziesiątkę. Wszystkie aspekty dotyczące „nieludzkiej”, ponadprzeciętnej strony Davida, przedstawiane są bardziej jako domysły, aniżeli fakty. Reżyser sugeruje nam ogromną siłę bohatera, jego umiejętność przewidywania przyszłości czy wreszcie nieśmiertelność, ale robi to w sposób o tyle niejednoznaczny, że równie dobrze możemy mówić tu o zwyczajnych zbiegach okoliczności. Tym samym kwestia wyjątkowości Davida schodzi na dalszy plan, a jego przeciętność i problemy osobiste prowokują stwierdzenie, że każdy z nas może zostać bohaterem.

Zdaje się, że Shyamalan nie trafił ze swoim filmem w odpowiedni okres. Kto wie, czy jego Niezniszczalny nie odniósłby sukcesu, gdyby wchodził na ekrany kin w dzisiejszych czasach, kiedy tworzenie bohaterów możliwie jak najbardziej ludzkich jest normą. Batman przygnieciony osobistymi problemami i troskami, czy nawet James Bond pozbawiony wymyślnych gadżetów, bardziej podatny na obrażenia, tworzą współczesną modę na demitologizację bohaterów. Tymczasem kameralny i niepozorny film Shyamalana, który idealnie wpisuję się w tę konwencję, w 2000 roku przemknął się cichutko i bez echa.


blog comments powered by Disqus