Nie ze mną te numery Bruner

Autor: Damia
plakat filmu Nie ze mną te numery Bruner

Motyw wojenny w animacji jest raczej rzadkością. Trudno bowiem zrobić bajkę dla dzieci nie ukazując zła i krwi jakie z tym okresem nierozerwalnie się łączą. Trudno też podejmować motyw historyczny, gdyż te najczęściej młodą widownię po prostu nudzą. O tyleż niespodzianką wydaje się być nowy obraz twórców Shreka, którym jest Szeregowiec Dolot. A niespodzianka to iście przyjemna...

Akcja filmu toczy się w Anglii podczas II wojny światowej. Franek Dolot marzy by wstąpić do elitarnego Królewskiego Korpusu Gołębi Pocztowych i służyć swej ojczyźnie. Mimo cherlawego wyglądu udaje mu się zrealizować te pragnienia i dołącza do grupy gołębich lotników, którzy podobnie jak on mają widoczne braki, – jeśli nie w wyglądzie, to w sposobie rozumowania. Nikt nie daje szans oddziałowi „J” na wykonanie niezwykle ważnego zadnia, jakim jest przekazanie tajnej wiadomości od myszy z francuskiego ruchu oporu, i jednoczesne uniknięcie śmierci ze szponów niemieckich jastrzębi.

Chociaż film adresowany jest do dzieci, to z pewnością większą frajdę sprawi nieco starszej widowni, której nie obce są stereotypy zachowań przypisanych poszczególnym narodowościom. Większość z nas odnajdzie tu ironię i absurd serwowane w angielskim serialu Allo, Allo. Gołębie odzwierciedlają Anglików – nieco ślamazarnych, (czego jedynie w ruchu gołębi nie widać), których odwaga w słowie wydaje się być większa niż w czynie. Sekundują im myszy – przedstawiciele francuskiego ruchu oporu, które do perfekcji opracowały metody kamuflażu i szybkiej ucieczki. Przeciwko połączonym siłom występują jastrzębie, fizycznie wręcz przystosowane do odegrania roli drapieżnych Niemców. Odwołanie do słynnego serialu nie razi, wręcz przeciwnie – daje szansę odkrywania smaczków angielskiego humoru, porównań i wizerunków. Zresztą nie tylko Allo, Allo odnajdziemy w Szeregowcu Dolocie. Twórcy nawiązali do znanych motywów z innych, klasycznych filmów wojennych. Romans pilota z pielęgniarką oglądaliśmy choćby w Pearl Harbor. Niecodzienne metody rekrutowania do wojska widzieliśmy chociażby w Parszywej dwunastce. Ten konkretny przykład jest o tyle bardziej trafiony, że choć główni bohaterowie w Dolocie nie wywodzą się ze świata przestępczego, to na kształt ekipy Johna Reismana ( w tej roli pamiętny Lee Marvin), pasują do siebie jak przysłowiowa pięść do oka. A i z naszego własnego podwórka uda nam się znaleźć kilka odpowiedników. Gołąb Bugsy, w swej alergii na służbę krajowi przypomina „Kanię” z kultowego już filmu CK Dezerterzy. Choć ten ostatni nic wspólnego nie miał z okupacją niemiecką czy II wojną światową w ogóle, to jednak tolerancja służenia w wojsku obu postaci jest równie niska, co poziom wody w wyschniętej kałuży. I choć podobne odwołania zazwyczaj nie wychodzą filmom na dobre, w tym konkretnym przypadku nadają mu specyficzny charakter, wodzą za nos widza prosto w kierunku wspomnień o lubianych aczkolwiek zepchniętych w zapomnienie klasykach kina.

Jak na animowaną produkcję przystało ma ona również swój odrębny język ukryty pod płaszczykiem dubbingu. Szczególne uznanie przy tworzeniu Dolota należy się nie tylko świetnej pracy aktorów, ale przede wszystkim Kubie Wecsile’owi (odpowiedzialny za dubbing również w Iniemamocnych i Garbim-super bryce.) – twórcy polskiego podkładu językowego. Czując doskonale klimat angielskiego komizmu, doprawił film polskimi akcentami. Gdy na początku filmu usłyszymy jak gołębi pilot Gotfryd (Marian Opania) poczęstuje niemieckiego jastrzębia tekstem „nie ze mną te numery Bruner”, jak żywo staną nam przed oczami obrazy ze Stawki większej niż życie. Wkrótce potem niezwykle stanowczy i ostry sierżant gołębiej kawalerii (w tej roli usłyszymy Krzysztofa Kowalewskiego) oświeci swych rekrutów, iż nie będzie dla nich ani „matką, żoną i kochanką”. Podobnych przytyków w Dolocie znajdziemy więcej, co jeszcze bardziej zachęci nas do uważnego śledzenia akcji filmu. Całości dopełnią niezwykle przyjemne i zaskakujące dźwięki języka francuskiego i niemieckiego, które jeszcze dobitniej podkreślą komizm i absurd tak dobrze nam znane z Allo, Allo.

Warto również wspomnieć, iż wizualne wykonanie filmu jest niezmiernie udane. Bez najmniejszego problemu będziemy mogli utożsamić poszczególne gatunki zwierząt z ich ludzkimi odpowiednikami. Wśród gołębi trafimy na poczciwego, grubiutkiego przedstawiciela angielskiej klasy średniej, jak również wychudzonego arystokratę z manierami większymi niż jego wzrost. Myszy z ruchu oporu są równie powabne i płochliwe jak Francuzki. Jastrzębie zaś o ostrych szponach i niezwykle groźnych dziobach utożsamiają zapędy i drapieżność niemieckich okupantów. Tu na uwagę zasługuje postać Herr Generala, którego postura mocno odbiega od wizerunku, jaki widzieliśmy z angielskim serialu. Pasuje jednak do obrazu oficera niemieckiego znanego nam z innych filmowych produkcji – sztywny, wyprostowany, z przerostem ambicji i dumy i ... blond fryzurą przystrzyżoną na tzw. boisko niczym amerykański raper Vanilla Ice. Wszystkie te postaci zarysowane są niezwykle dokładnie, wzbudzają zarówno sympatię jak i śmiech, co dodatkowo należy liczyć na plus.

I choć można odnieść wrażenie, że Szeregowiec Dolot jest skierowany raczej do dorosłej widowni i oprawienie go w piórka oraz bajkową animację wydaje się co najmniej nie na miejscu, to właśnie takie połączenie z historią sprawi, że poświęcony czas na obejrzenie tego filmu nie będzie stracony. Dodatkowo młodsi widzowie będą miały okazje liznąć odrobinę historii przedstawionej przystępnie dla ich wieku. Gorąco polecam zarówno dla małych jak i tych większych dzieci.


blog comments powered by Disqus